TUŚLE strażnik w biało niebieskim mundurze prowadził Amy przed obliczę króla Kali Pu
- Amy – odezwał się zadumany król - TUŚLE jesteś wolny
Strażnik ukłonił się nisko i odszedł wesoło podśpiewując
- Amy wezwałem Cię bo mamy tu bardzo ważną sprawę. Książę Margo mój ukochany syn został zamknięty w swojej wieży, został skazany na areszt domowy i nie może opuszczać naszego świata.
- Ale co się stało, dlaczego
- Nadużywał naszego prawa i musi ponieść tego konsekwencje
- Ile go nie będzie
- 12 lat
- Ale to cały mój rok co będzie za mną
- Jeżeli twój anioł znajduje się w areszcie domowym to także twój pobyt jest tu nie możliwy
- Ale jak to…to przecież mój świat ja Was stworzyłam nie możecie mi zabrać tego co kocham nie możecie.
- Wiem, że to trudne ale takie jest prawo. Nawet ja nic z tym nie mogę zrobić. Musisz opuścić MARGO jak najszybciej.
Obudziła się zalana potem i cała zalana łzami. Próbowała zasnąć by znaleźć się w MARGO ale nie udało jej się.
- Czy to koniec, tak po prostu po wszystkim – powiedziała sama do siebie
Weszła pod prysznic zastanawiając się jak to będzie teraz bez niego. Ubrała się i wyszła do pracy. Nie potrafiła się na niczym skupić, wszystko leciało jej z rąk będąc przez cały czas rozkojarzona. Jakoś dotrwała do końca dnia. Szybko wróciła do domu by znów zasnąć i znaleźć się MARGO ale nie potrafiła.
Mijały miesiące a ona stała się samotnikiem. Przestała spotykać się, ze znajomymi, po pracy od razu wracała do domu do swoich czterech ścian. A gdy ktoś już próbował ją nakłonić na wyjście - odmawiała.
Stała się zupełnie inną osobą cichą i zamknięta w sobie.
Aż w końcu zapomniała o nim i jego świecie.
czwartek, 29 listopada 2012
środa, 26 września 2012
- Jaki piękny dzień – pomyślał wychodząc i przeciągając się - trzeba wracać do domu już czas – powiedział sam do siebie
Odwrócił się by z powrotem wejść do środka usłyszał dźwięk telefonu.
- Dzień dobry synu jak miło, że wreszcie odbierasz
- Cześć tato co tam
- Mógłbyś pojawić się w sali kolumnowej mam sprawę
- Jasne, kiedy
- Teraz - usłyszał prawie wrzask i trzaśnięcie telefonu
Gdy tylko zjawił się na miejsce
- Książę Margo - Odezwał się donośny głos
- Czy wiesz po co Cię tu sprowadziliśmy
- Nie raczej nie – drapiąc się po głowie
- Książę sprowadziliśmy Cie tutaj ponieważ radzie starców oraz twojemu ojcu królowi Kali – Pu niepodobna się Twoje zachowanie
- Ale ja… - próbował tłumaczyć się
- Milcz teraz my mówimy. Z racji tego, że jesteś księciem i następcą tronu będziemy mieli dla Ciebie łagodniejszy wyrok kary. Teraz możesz się wytłumaczyć
- Od kiedy przyjąłem funkcję anioła staram się wykonywać moje obowiązki najlepiej. Ale czasami trudno powstrzymać, górę biorą ludzkie odruchy...- tłumaczył się jeszcze przez chwilę.
- I dlatego skazujemy Cię na 12 lat aresztu domowego. Nie będziesz mógł opuszczać Margo. Była jeszcze propozycja byś trafił do WYROBIK ale uznaliśmy, że to nie wypada by następca tronu trafił do więzienia o zaostrzonym rygorze.
- Ale to cały rok ziemski, kto się zajmie Amy, ona ona zapomni o nas o mnie, nie możecie...
- Oto się nie martw, my się wszystkim zajmiemy.
- NAHKIN - zawołał do strażnika Najstarszy
- Tak panie - powiedział wysoki mężczyzna
- Zabierz księcia do jego wieży
- Nie lubię tego miejsca – wyszeptał
- Wiemy, że lubisz bardziej ciemniejsze strony zamku ale musisz się tam pojawić i upewnić się, że książę zostanie zamknięty w wieży.
- Mamy nadzieję, że nauczysz się pokory i przestaniesz mieć ludzkie odruchy - zwrócił się jeszcze do księcia.
Odwrócił się by z powrotem wejść do środka usłyszał dźwięk telefonu.
- Dzień dobry synu jak miło, że wreszcie odbierasz
- Cześć tato co tam
- Mógłbyś pojawić się w sali kolumnowej mam sprawę
- Jasne, kiedy
- Teraz - usłyszał prawie wrzask i trzaśnięcie telefonu
Gdy tylko zjawił się na miejsce
- Książę Margo - Odezwał się donośny głos
- Czy wiesz po co Cię tu sprowadziliśmy
- Nie raczej nie – drapiąc się po głowie
- Książę sprowadziliśmy Cie tutaj ponieważ radzie starców oraz twojemu ojcu królowi Kali – Pu niepodobna się Twoje zachowanie
- Ale ja… - próbował tłumaczyć się
- Milcz teraz my mówimy. Z racji tego, że jesteś księciem i następcą tronu będziemy mieli dla Ciebie łagodniejszy wyrok kary. Teraz możesz się wytłumaczyć
- Od kiedy przyjąłem funkcję anioła staram się wykonywać moje obowiązki najlepiej. Ale czasami trudno powstrzymać, górę biorą ludzkie odruchy...- tłumaczył się jeszcze przez chwilę.
- I dlatego skazujemy Cię na 12 lat aresztu domowego. Nie będziesz mógł opuszczać Margo. Była jeszcze propozycja byś trafił do WYROBIK ale uznaliśmy, że to nie wypada by następca tronu trafił do więzienia o zaostrzonym rygorze.
- Ale to cały rok ziemski, kto się zajmie Amy, ona ona zapomni o nas o mnie, nie możecie...
- Oto się nie martw, my się wszystkim zajmiemy.
- NAHKIN - zawołał do strażnika Najstarszy
- Tak panie - powiedział wysoki mężczyzna
- Zabierz księcia do jego wieży
- Nie lubię tego miejsca – wyszeptał
- Wiemy, że lubisz bardziej ciemniejsze strony zamku ale musisz się tam pojawić i upewnić się, że książę zostanie zamknięty w wieży.
- Mamy nadzieję, że nauczysz się pokory i przestaniesz mieć ludzkie odruchy - zwrócił się jeszcze do księcia.
czwartek, 6 września 2012
Rada starców zbierała się raz na sto lat. Miejscem spotkania było miejsce nazywane „Tajemniczym kręgiem”. Było to miejsce składające się z trzydziestu sześciu kamiennych głazów tworzących okrąg a w środku stał kamienny tron. Legenda mówiła, iż kamienny krąg to miejsce w którym wszystko się zaczęło: Narodził się pierwszy sen. Nadszedł czas gdy księżyc był w pełni. A zdarzało się to dość rzadko. Nastał niezwykle ciepły wieczór. Ze wszystkich stron podążali zakapturzeni starcy, każdy z nich trzymał w ręku zapaloną świecę. Gdy dotarli na miejsce, każdy podchodził do środka kręgu i rzucał swoją świecę. W ich oczach pojawiały się dwa rozszerzone węgielki. Po chwili zajmowali swoje miejsca.
Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca, z głębi ziemi coś trzasnęło i na środkowym tronie pojawił się najstarszy z najstarszych.
- Drodzy bracia – odezwał się – spotykamy się tu w bardzo ważnej sprawie. Nie mogę już dłużej akceptować zachowania i postępowania naszego księcia.
Bracia kiwali głowami zgadzają się z najstarszym
- Ależ nie możemy go karać – odezwał się jeden z najmłodszych
- Nie po to daliśmy mu wolny wybór aby mógł go łamać na każdym kroku.
- Musimy coś postanowić – odezwał się kolejny
- Król Kali Pu zgadza się z każdą naszą decyzją
Obrady trwały do samego rana i były bardzo burzliwe. Gdy nadeszły pierwsze promienie słońca rada starców doszła do porozumienia i mała już wyrok.
Gdy wszyscy już zajęli swoje miejsca, z głębi ziemi coś trzasnęło i na środkowym tronie pojawił się najstarszy z najstarszych.
- Drodzy bracia – odezwał się – spotykamy się tu w bardzo ważnej sprawie. Nie mogę już dłużej akceptować zachowania i postępowania naszego księcia.
Bracia kiwali głowami zgadzają się z najstarszym
- Ależ nie możemy go karać – odezwał się jeden z najmłodszych
- Nie po to daliśmy mu wolny wybór aby mógł go łamać na każdym kroku.
- Musimy coś postanowić – odezwał się kolejny
- Król Kali Pu zgadza się z każdą naszą decyzją
Obrady trwały do samego rana i były bardzo burzliwe. Gdy nadeszły pierwsze promienie słońca rada starców doszła do porozumienia i mała już wyrok.
środa, 8 sierpnia 2012
Siedziała na pomoście nad brzegiem rzeki SHADOW, która była granicą miasta. Była ona tak szeroka oraz spowita zaroślami i mgłą, że nie było widać drugiego brzegu. Obserwowała wodne życie mieszkańców rzeki. Nagle wśród tartaku zauważyła coś białego unoszącego się nad wodą. Podeszła bliżej z ciekawości by zobaczyć co to takiego. Ujrzała przed sobą zacumowaną do brzegu osiemnasto metrową motorówkę a na niej Seana łowiącego ryby.
- No pięknie to ja szukam Ciebie po całym mieście a ty rybki sobie łowisz.
Odwrócił się do niej – A ja już myślałem, że nigdy mnie już nie odnajdziesz
- Ale co ty tu robisz
- Nie widzisz łowię ryby – powiedział z rozbrajającym uśmiechem
- To ja prawie od zmysłów odchodzę...nie wiem co się z tobą dzieje...
- Nie przesadzaj – przerwał jej – mamy obiad – wyciągnął ogromną rybę.
- Co się z tobą działo
– Oj już się tak nie denerwuj najważniejsze, że mnie odnalazłeś i nie muszę tu siedzieć sam.
- Sean co się dzieje – usiadła obok niego – jakieś podchody, martwiłam się, że coś Ci się stało
- Jak zwykle przesadzasz a teraz idź weź prysznic przed obiadem a ja przygotuje tą rybkę na obiad.
Zeszła na dół wprost pod prysznic. Po chwili dołączył do niej...
- No pięknie to ja szukam Ciebie po całym mieście a ty rybki sobie łowisz.
Odwrócił się do niej – A ja już myślałem, że nigdy mnie już nie odnajdziesz
- Ale co ty tu robisz
- Nie widzisz łowię ryby – powiedział z rozbrajającym uśmiechem
- To ja prawie od zmysłów odchodzę...nie wiem co się z tobą dzieje...
- Nie przesadzaj – przerwał jej – mamy obiad – wyciągnął ogromną rybę.
- Co się z tobą działo
– Oj już się tak nie denerwuj najważniejsze, że mnie odnalazłeś i nie muszę tu siedzieć sam.
- Sean co się dzieje – usiadła obok niego – jakieś podchody, martwiłam się, że coś Ci się stało
- Jak zwykle przesadzasz a teraz idź weź prysznic przed obiadem a ja przygotuje tą rybkę na obiad.
Zeszła na dół wprost pod prysznic. Po chwili dołączył do niej...
środa, 1 sierpnia 2012
Po kilku tygodniach, znowu się spotkali. Siedzieli teraz na ławce w ogrodzie
- Pójdziesz ze mną na ten bal – zapytał
- Dobrze ale nie uważasz, że za dużo tych imprez
- Wiem mnie już też zaczynają męczyć, spróbuje coś wymyślić
- Cieszę się
- Impreza jest jutro wieczorem, tylko nie mów , że nie masz w co się ubrać, masz całą szafę wypchaną – uprzedził ją
- Nawet o tym nie pomyślałam. Już wiem co założę, tę ciemno zieloną sukienkę od Ciebie.
- Myślę, że to dobry wybór.
Spotkali się przed wejściem do zamku
- Ślicznie wyglądasz
- Wiem
Poszli na bal ale nigdy na niego nie dotarli. Nawet nikt nie zauważył, że ich nie było. Szli w siną dal aż usnęli.
Obudzili się dopiero nad ranem
- Czy my to zrobiliśmy – zapytała pół głosem
- Zaraz sprawdzę – zamknął oczy i przeszukał swoją pamięć – nie zrobiliśmy tego – uspokoił ją – ale i tak było miło.
Leżeli zanurzeni w wodzie w wielkim basenie obserwując jak budzi się nowy dzień.
Po tym wydarzeniu zniknął bez śladu. Nikt nawet nie miał pojęcia gdzie mógł się podziać. Nikt go nie szukał, nikomu nawet nie przyszło do głowy by go szukać. Sama na początku nie przejmował się tym faktem. Ale gdy po kliku tygodniach nie dawał znaku życia mocno zaczęła mocno się denerwować. Zaczęła szukać go wszędzie, od miejsc, gdzie był tylko raz aż do tych w których przesiadywał prawie non stop. Nie było go w miejscach które bardzo lubił oraz te które omijał z daleka. Nie było go w wieży w której urządził swoją pracownie, nie było go w kuchni gdzie uwielbiał przesiadywać w towarzystwie kucharek słuchając opowieści i legendy Margo. Traciła już nadzieje, że kiedykolwiek go jeszcze zobaczy. Kiedy mijały kolejne tygodnie ona powoli zaczynała o nim zapominać.
Po tygodniach poszukiwań chciała zrobić coś dla siebie i wybrała się na najdalszy zakątek Margo by pomyśleć co dalej można by zrobić i co się stanie gdy następca tronu się nie odnajdzie.
- Pójdziesz ze mną na ten bal – zapytał
- Dobrze ale nie uważasz, że za dużo tych imprez
- Wiem mnie już też zaczynają męczyć, spróbuje coś wymyślić
- Cieszę się
- Impreza jest jutro wieczorem, tylko nie mów , że nie masz w co się ubrać, masz całą szafę wypchaną – uprzedził ją
- Nawet o tym nie pomyślałam. Już wiem co założę, tę ciemno zieloną sukienkę od Ciebie.
- Myślę, że to dobry wybór.
Spotkali się przed wejściem do zamku
- Ślicznie wyglądasz
- Wiem
Poszli na bal ale nigdy na niego nie dotarli. Nawet nikt nie zauważył, że ich nie było. Szli w siną dal aż usnęli.
Obudzili się dopiero nad ranem
- Czy my to zrobiliśmy – zapytała pół głosem
- Zaraz sprawdzę – zamknął oczy i przeszukał swoją pamięć – nie zrobiliśmy tego – uspokoił ją – ale i tak było miło.
Leżeli zanurzeni w wodzie w wielkim basenie obserwując jak budzi się nowy dzień.
Po tym wydarzeniu zniknął bez śladu. Nikt nawet nie miał pojęcia gdzie mógł się podziać. Nikt go nie szukał, nikomu nawet nie przyszło do głowy by go szukać. Sama na początku nie przejmował się tym faktem. Ale gdy po kliku tygodniach nie dawał znaku życia mocno zaczęła mocno się denerwować. Zaczęła szukać go wszędzie, od miejsc, gdzie był tylko raz aż do tych w których przesiadywał prawie non stop. Nie było go w miejscach które bardzo lubił oraz te które omijał z daleka. Nie było go w wieży w której urządził swoją pracownie, nie było go w kuchni gdzie uwielbiał przesiadywać w towarzystwie kucharek słuchając opowieści i legendy Margo. Traciła już nadzieje, że kiedykolwiek go jeszcze zobaczy. Kiedy mijały kolejne tygodnie ona powoli zaczynała o nim zapominać.
Po tygodniach poszukiwań chciała zrobić coś dla siebie i wybrała się na najdalszy zakątek Margo by pomyśleć co dalej można by zrobić i co się stanie gdy następca tronu się nie odnajdzie.
czwartek, 26 lipca 2012
- Gdzie jest Amy – zapytał się kucharki w kuchni, podjadając różnie smakołyki
- W ogrodzie ją widziałam, książkę czyta.
Po przejściu przez dziedziniec przeszedł przez drzwi prowadzące do ogrodu
- A tu się schowała moja mała, co czytasz
- Ale mnie przestraszyłeś – podnosząc się z koca
- Przepraszam, że zostawiłeś Cię na tak długo samą – siadł koło niej
- Nic się nie stało, wczytałam się w książkę i nawet nie wiem kiedy czas mi zleciał
- Wynagrodzę Ci to
- Wcale nie musisz, tak tu ładnie i przyjemnie – oparła głowę na jego ramieniu.
- Ale to już postanowione, zabieram Cię do….
- Gdzie ?
- A niech to będzie niespodzianka
- Zaciekawiłeś mnie, zdradzisz mi jakiś szczegół
- Jak niespodzianka to niespodzianka a teraz idź do Karadi, wszystko już przygotowała. Ale pośpiesz się bo mamy mało czasu.
Podnosiła się z koca i zostawiła go samego. Przez chwilę wpatrywał się jak idzie w stronę zamku. Sam został na kocu, czytając opis książki, którą pozostawiła.
Weszła do pokoju, który stał się jej pokojem zawsze wtedy gdy pojawiała się w zamku. Był to duży przestronny pokój z wysokim sufitem. Pokój był jasny dzięki dużym oknom.
Otworzyła drzwi wielkiej szafy, gdzie znajdowały się najpiękniejsze suknie.
- O tu jesteś Amy – Karadi weszła do pokoju z pokrowcem na ubrania – książę prosiłbym przygotowała dla Ciebie sukienkę
- Dziękuje
- I kazał się tobą zająć
- To znaczy... bo nic mi nie powiedział
- To ja w takim razie nic nie mogę powiedzieć a teraz musimy zająć się przygotowaniami bo nie zdążymy
Po długiej kąpieli i nabalsamowaniu ciała, dwórka Karadi zajęła się jej włosami, ubiorem i pomogła wybrać dodatki. Pod wieczór była już gotowa. Ubrana w długą zieloną suknie wyglądała jak prawdziwa księżniczka.
- Gotowa musimy już iść – usłyszała głos
- Tak jestem gotowa
Zeszli do zaparkowanego przed wejściem samochodu. Gdy już jechali zaczął zdradzać więcej szczegółów.
- Nie jest to zwykłe wyjście, musisz pamiętać, że jako następca tronu mam dużo obowiązków. Jedziemy teraz do teatru na premierę „Świat wg. Muzyki”i będą tam nie tylko najważniejsi ludzie ale także tłum reporterów.
- Mam nadzieje, że poradzę sobie - siedziała jak na szpilkach, nie wiedząc co ją czeka na miejscu
- Poradzisz sobie, nie przejmuj się - wziął ja za rękę i ucałował w dłoń
Gdy tylko podjechali tłum fotoreporterów zgromadził się przed nimi. Pomógł jej wysiąść z samochodu, a cała uwaga, została skierowana na nich. Dziwnie się poczuła nie była do tego przyzwyczajona, że wokół niej grupa fotografów próbowała zrobić jej zdjęcia. Szybko przemknęli do teatru i od razu poszli w stronę sali.
Wymknęli się tuż przed końcem i udali się na pobliską plażę rzeki Shadow. Siedzieli całą noc rozmawiając czekając na wschód słońca.
Rano znaleźli się przed starym opuszczonym domostwem, stojąc przed schodami postanowili, że udadzą się do dawno zapomnianego przez ludzi miejsca. Weszli do środka, przeszli przez niego i wyszli do ogrodu. Dotarli do opuszczonego, zarośniętego i spalonego przed wieloma laty kościoła. Niestety wejście do niego było utrudnione. Opodal kościoła znajdowała się zrujnowana dzwonnica kościelna. Wdrapała się i na nią i poczuła się wolna, naprawdę wolna. Gdy zeszła z niej jego już nie było. Nie przejęła się tym zbytnio, tylko poszła do pobliskich zabudowań by dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego miejsca i jego.
- W ogrodzie ją widziałam, książkę czyta.
Po przejściu przez dziedziniec przeszedł przez drzwi prowadzące do ogrodu
- A tu się schowała moja mała, co czytasz
- Ale mnie przestraszyłeś – podnosząc się z koca
- Przepraszam, że zostawiłeś Cię na tak długo samą – siadł koło niej
- Nic się nie stało, wczytałam się w książkę i nawet nie wiem kiedy czas mi zleciał
- Wynagrodzę Ci to
- Wcale nie musisz, tak tu ładnie i przyjemnie – oparła głowę na jego ramieniu.
- Ale to już postanowione, zabieram Cię do….
- Gdzie ?
- A niech to będzie niespodzianka
- Zaciekawiłeś mnie, zdradzisz mi jakiś szczegół
- Jak niespodzianka to niespodzianka a teraz idź do Karadi, wszystko już przygotowała. Ale pośpiesz się bo mamy mało czasu.
Podnosiła się z koca i zostawiła go samego. Przez chwilę wpatrywał się jak idzie w stronę zamku. Sam został na kocu, czytając opis książki, którą pozostawiła.
Weszła do pokoju, który stał się jej pokojem zawsze wtedy gdy pojawiała się w zamku. Był to duży przestronny pokój z wysokim sufitem. Pokój był jasny dzięki dużym oknom.
Otworzyła drzwi wielkiej szafy, gdzie znajdowały się najpiękniejsze suknie.
- O tu jesteś Amy – Karadi weszła do pokoju z pokrowcem na ubrania – książę prosiłbym przygotowała dla Ciebie sukienkę
- Dziękuje
- I kazał się tobą zająć
- To znaczy... bo nic mi nie powiedział
- To ja w takim razie nic nie mogę powiedzieć a teraz musimy zająć się przygotowaniami bo nie zdążymy
Po długiej kąpieli i nabalsamowaniu ciała, dwórka Karadi zajęła się jej włosami, ubiorem i pomogła wybrać dodatki. Pod wieczór była już gotowa. Ubrana w długą zieloną suknie wyglądała jak prawdziwa księżniczka.
- Gotowa musimy już iść – usłyszała głos
- Tak jestem gotowa
Zeszli do zaparkowanego przed wejściem samochodu. Gdy już jechali zaczął zdradzać więcej szczegółów.
- Nie jest to zwykłe wyjście, musisz pamiętać, że jako następca tronu mam dużo obowiązków. Jedziemy teraz do teatru na premierę „Świat wg. Muzyki”i będą tam nie tylko najważniejsi ludzie ale także tłum reporterów.
- Mam nadzieje, że poradzę sobie - siedziała jak na szpilkach, nie wiedząc co ją czeka na miejscu
- Poradzisz sobie, nie przejmuj się - wziął ja za rękę i ucałował w dłoń
Gdy tylko podjechali tłum fotoreporterów zgromadził się przed nimi. Pomógł jej wysiąść z samochodu, a cała uwaga, została skierowana na nich. Dziwnie się poczuła nie była do tego przyzwyczajona, że wokół niej grupa fotografów próbowała zrobić jej zdjęcia. Szybko przemknęli do teatru i od razu poszli w stronę sali.
Wymknęli się tuż przed końcem i udali się na pobliską plażę rzeki Shadow. Siedzieli całą noc rozmawiając czekając na wschód słońca.
Rano znaleźli się przed starym opuszczonym domostwem, stojąc przed schodami postanowili, że udadzą się do dawno zapomnianego przez ludzi miejsca. Weszli do środka, przeszli przez niego i wyszli do ogrodu. Dotarli do opuszczonego, zarośniętego i spalonego przed wieloma laty kościoła. Niestety wejście do niego było utrudnione. Opodal kościoła znajdowała się zrujnowana dzwonnica kościelna. Wdrapała się i na nią i poczuła się wolna, naprawdę wolna. Gdy zeszła z niej jego już nie było. Nie przejęła się tym zbytnio, tylko poszła do pobliskich zabudowań by dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego miejsca i jego.
czwartek, 14 czerwca 2012
Minął ponad miesiąc od ostatnich wydarzeń. Amy całkiem doszła do siebie i powoli zapomniała o wydarzeniach związanych z AMCHOK. Pewnego wieczoru kiedy siedzieli w bibliotece wypełnionej od podłogi do sufitu regałami z książkami przed wielkim kominkiem z którego buchały wielkie płomienie.
- Czy sprawisz mi tą przyjemność i będziesz towarzyszyć mi w najważniejszej kolacji Margo w roku – zapytał poważnym tonem
- Ale nie wiem czy powinnam
- Ależ tak, a po za tym nie odmawia się księciu – uśmiechając się łobuzersko
- Księciu może nie ale tobie – zaśmiała się – to kiedy jest ta kolacja
- Jutro wieczorem
- Ale ja nie ma w co się ubrać – spojrzała na niego z przerażeniem.
- Ach te kobiety moją cała szafę wypchaną ubraniami, że czasami nie można jej domknąć i nie mają w co się ubrać – powiedział z przekąsem
Przybyli na miejsce południu.
Gdy tylko przekroczyli bramy miasta od razu można było zaobserwować podniosłą atmosferę panująca wśród mieszkańców. Ludzie przygotowywali się do dzisiejszego wydarzenia. Jedni sprzątali ulice, drudzy robili i wieszali dekoracje. A jeszcze inni wesoło podśpiewywali niosąc różne pudła w stronę zamku.
Nie mieli zbyt dużo czasu na swoje przygotowania, dlatego oddał ją pod opiekę dwórek a sam poszedł wypełnić część książęcych obowiązków.
Dwórki pomogły się jej ubrać. Założyła długą czarną welurową suknie bez ramiączek, delikatny naszyjnik i buty na wysokim obcasie. Włosy delikatnie upięła.
- Gotowa – zajrzał do pokoju kiedy zakładała bransoletkę na rękę
- Tak – delikatnie uśmiechając się
Był pod wielkim wrażeniem Amy, dla niego zawsze była najpiękniejsza, ale kiedy ją teraz zobaczył zakochał się w niej ponownie.
Wszyscy zebrali się w sali kolumnowej. Amy i Sean zajęli miejsce razem z rodziną królewską. Można było wyczuć podniosłą atmosferę panującą wśród przybyłych na dzisiejszą uroczystość. W wielkiej sali zebrali się wszyscy przedstawiciele ludu.
Wszyscy od ambasadorów do rzemieślników elegancko ubrani, panowie we frakach, panie w wieczorowych sukniach powoli zajmowali miejsca. Najstarsi z najstarszych zasiadali na swoich tronach zawieszonych nad salą. Co oznaczało, że król z królową za chwilę się pojawią.
Nagle zabrzmiały fanfary. Wszystkie głosy i szepty ucichły. Zgromadzeni na sali czekali na pojawienie się najważniejszych gospodarzy dzisiejszej uroczystości. Fanfary ucichły a przed zgromadzonymi wyrósł z podziemi Sati tron władców bogato zdobiony na którym zasiadał KALI – PU obok niego pojawiała się królowa siedząca na mniejszej wersji Sati.
Król przemówił:
- Moi mili zebraliśmy się dzisiaj...
Przemowa jak co roku była długa ale opowiedziana taki sposób, że nikt ze zgromadzonych nie zauważył ile czasu minęło. Po przemowie króla kilka słów do żeńskiej widowni skierowała królowa. Dziękując wszystkim za wkład i życie w miasto. Po tych podziękowaniach swoje przemówienia wygłosili wszyscy przedstawiciele mieszkańców. Po części oficjalnej wszyscy zasiedli do bogato zastawionego stołu. Jedni przedziwne potrawy i dymiące się napoje. Wszyscy byli w znakomitych nastrojach. Rozmawiali, śmiali się, wymieniali się poglądami na różne tematy. Jedzenia nawet nie ubyło, kiedy ktoś wziął jakiś owoc, ciastko czy inną przekąskę zaraz na ich miejsca pojawiały się kolejne.
W czasie kolacji król wstał i poprosił o chwilę ciszy.
- Moi mili, panie i panowie pragnę państwa przeprosić ale obowiązki czekają. Wziął małżonkę za rękę i skierowali się do wyjścia. Sean także stał i wziął Amy za ręki i wyszli. Za nimi jeszcze kilka osób podążali za nimi.
- Co się dzieje, gdzie idziemy – wyszeptała Amy
- Zobaczysz
Weszli do pokoju z którego przeszli na taras. Przed sobą mieli zgromadzony tłum cierpliwie czekający na rodzinę królewską. Król oficjalnie przemówił do tłumów.
- Uśmiechnij się i pomachaj – szepnął do Amy
Gdy tylko uśmiechnęła się i pomachał, tłum jeszcze bardziej wiwatował.
Po oficjalnych uroczystościach wszyscy przenieśli się do namiotów rozstawionych w ogrodach. Dorośli zajmowali miejsca przy małych stolikach na których leżały przeróżne przekąski. Dzieci natomiast wesoło biegały. Panowała atmosfera rodzinnego pikniku. Każdy zamienił swój oficjalny stój na normalne ubrania.
Amy wybrała na tą okazję prostą fioletową krótką sukienkę, która wydawała się jej w sam raz na taką okazję i buciki na małym obcasiku. Sean ubrał się w biały T-shirt i granatowe spodnie. Gdy tylko zobaczył ją zlustrował ją i z lekkim nie dowierzaniem spytał:
- Ty tak chcesz wyjść ubrana
- Tak, coś jest nie tak z tą sukienką
- Ja wiem, że chcesz ładnie wyglądać, ale to piknik, załóż coś wygodniejszego szczególnie na nogi bo ciężko Ci będzie chodzić na obcasach po trawie.
- Czy koszulka, Jeansy i adidasy będą dobre
- Dobra dziewczynka, czytasz mi w myślach – podszedł do niej i pocałował ją w czółko.
Po chwili oboje szli w wyśmienitych humorach po ogrodzie. Gdy tylko przekroczyli granicę namiotów ludzie zaczęli się im kłaniać.
Podeszli do jednego z nich, gdzie przy ognisku zgromadziła się starszyzna. Gdy tylko pojawili się w progu namiotu. Rozmowy i szepty ustały. Choć kilku nadal dyskutowało. Jeden z nich wstał i teatralnym głosem skierował się do młodej dziewczyny:
- Możesz zostać
- Co to znaczy – zapytała
- To znaczy, że możesz tu bywać jak długo i kiedy tylko chcesz. Rada zdecydowała, że to Twój świat. Oficjalnie przekazuje Ci klucz do miasta. – przekazał jej małe pudełeczko w którym znajdował się łańcuszek z małym trzy centymetrowym kluczykiem.
- Dziękuje – wyszeptała – a co by się stało, gdybym nie mogła zostać.
- To by oznaczało, że już nigdy nie mogłabyś do nas wrócić i nigdy nie mogłabyś o nas wspomnieć.
- Ale jak to przeciecz to ja Was wymyśliłam, jesteście tu dzięki mnie – zapytała, gdy tylko wyszli z namiotu
- Każdy świat nawet ten wymyślony rządzi się własnymi prawami. – wytłumaczył jej – a może to dopełnienie tego, że wymyśliłaś nas do końca, nie wiem w końcu ja tu tylko mieszkam i żyje.
- Czy sprawisz mi tą przyjemność i będziesz towarzyszyć mi w najważniejszej kolacji Margo w roku – zapytał poważnym tonem
- Ale nie wiem czy powinnam
- Ależ tak, a po za tym nie odmawia się księciu – uśmiechając się łobuzersko
- Księciu może nie ale tobie – zaśmiała się – to kiedy jest ta kolacja
- Jutro wieczorem
- Ale ja nie ma w co się ubrać – spojrzała na niego z przerażeniem.
- Ach te kobiety moją cała szafę wypchaną ubraniami, że czasami nie można jej domknąć i nie mają w co się ubrać – powiedział z przekąsem
Przybyli na miejsce południu.
Gdy tylko przekroczyli bramy miasta od razu można było zaobserwować podniosłą atmosferę panująca wśród mieszkańców. Ludzie przygotowywali się do dzisiejszego wydarzenia. Jedni sprzątali ulice, drudzy robili i wieszali dekoracje. A jeszcze inni wesoło podśpiewywali niosąc różne pudła w stronę zamku.
Nie mieli zbyt dużo czasu na swoje przygotowania, dlatego oddał ją pod opiekę dwórek a sam poszedł wypełnić część książęcych obowiązków.
Dwórki pomogły się jej ubrać. Założyła długą czarną welurową suknie bez ramiączek, delikatny naszyjnik i buty na wysokim obcasie. Włosy delikatnie upięła.
- Gotowa – zajrzał do pokoju kiedy zakładała bransoletkę na rękę
- Tak – delikatnie uśmiechając się
Był pod wielkim wrażeniem Amy, dla niego zawsze była najpiękniejsza, ale kiedy ją teraz zobaczył zakochał się w niej ponownie.
Wszyscy zebrali się w sali kolumnowej. Amy i Sean zajęli miejsce razem z rodziną królewską. Można było wyczuć podniosłą atmosferę panującą wśród przybyłych na dzisiejszą uroczystość. W wielkiej sali zebrali się wszyscy przedstawiciele ludu.
Wszyscy od ambasadorów do rzemieślników elegancko ubrani, panowie we frakach, panie w wieczorowych sukniach powoli zajmowali miejsca. Najstarsi z najstarszych zasiadali na swoich tronach zawieszonych nad salą. Co oznaczało, że król z królową za chwilę się pojawią.
Nagle zabrzmiały fanfary. Wszystkie głosy i szepty ucichły. Zgromadzeni na sali czekali na pojawienie się najważniejszych gospodarzy dzisiejszej uroczystości. Fanfary ucichły a przed zgromadzonymi wyrósł z podziemi Sati tron władców bogato zdobiony na którym zasiadał KALI – PU obok niego pojawiała się królowa siedząca na mniejszej wersji Sati.
Król przemówił:
- Moi mili zebraliśmy się dzisiaj...
Przemowa jak co roku była długa ale opowiedziana taki sposób, że nikt ze zgromadzonych nie zauważył ile czasu minęło. Po przemowie króla kilka słów do żeńskiej widowni skierowała królowa. Dziękując wszystkim za wkład i życie w miasto. Po tych podziękowaniach swoje przemówienia wygłosili wszyscy przedstawiciele mieszkańców. Po części oficjalnej wszyscy zasiedli do bogato zastawionego stołu. Jedni przedziwne potrawy i dymiące się napoje. Wszyscy byli w znakomitych nastrojach. Rozmawiali, śmiali się, wymieniali się poglądami na różne tematy. Jedzenia nawet nie ubyło, kiedy ktoś wziął jakiś owoc, ciastko czy inną przekąskę zaraz na ich miejsca pojawiały się kolejne.
W czasie kolacji król wstał i poprosił o chwilę ciszy.
- Moi mili, panie i panowie pragnę państwa przeprosić ale obowiązki czekają. Wziął małżonkę za rękę i skierowali się do wyjścia. Sean także stał i wziął Amy za ręki i wyszli. Za nimi jeszcze kilka osób podążali za nimi.
- Co się dzieje, gdzie idziemy – wyszeptała Amy
- Zobaczysz
Weszli do pokoju z którego przeszli na taras. Przed sobą mieli zgromadzony tłum cierpliwie czekający na rodzinę królewską. Król oficjalnie przemówił do tłumów.
- Uśmiechnij się i pomachaj – szepnął do Amy
Gdy tylko uśmiechnęła się i pomachał, tłum jeszcze bardziej wiwatował.
Po oficjalnych uroczystościach wszyscy przenieśli się do namiotów rozstawionych w ogrodach. Dorośli zajmowali miejsca przy małych stolikach na których leżały przeróżne przekąski. Dzieci natomiast wesoło biegały. Panowała atmosfera rodzinnego pikniku. Każdy zamienił swój oficjalny stój na normalne ubrania.
Amy wybrała na tą okazję prostą fioletową krótką sukienkę, która wydawała się jej w sam raz na taką okazję i buciki na małym obcasiku. Sean ubrał się w biały T-shirt i granatowe spodnie. Gdy tylko zobaczył ją zlustrował ją i z lekkim nie dowierzaniem spytał:
- Ty tak chcesz wyjść ubrana
- Tak, coś jest nie tak z tą sukienką
- Ja wiem, że chcesz ładnie wyglądać, ale to piknik, załóż coś wygodniejszego szczególnie na nogi bo ciężko Ci będzie chodzić na obcasach po trawie.
- Czy koszulka, Jeansy i adidasy będą dobre
- Dobra dziewczynka, czytasz mi w myślach – podszedł do niej i pocałował ją w czółko.
Po chwili oboje szli w wyśmienitych humorach po ogrodzie. Gdy tylko przekroczyli granicę namiotów ludzie zaczęli się im kłaniać.
Podeszli do jednego z nich, gdzie przy ognisku zgromadziła się starszyzna. Gdy tylko pojawili się w progu namiotu. Rozmowy i szepty ustały. Choć kilku nadal dyskutowało. Jeden z nich wstał i teatralnym głosem skierował się do młodej dziewczyny:
- Możesz zostać
- Co to znaczy – zapytała
- To znaczy, że możesz tu bywać jak długo i kiedy tylko chcesz. Rada zdecydowała, że to Twój świat. Oficjalnie przekazuje Ci klucz do miasta. – przekazał jej małe pudełeczko w którym znajdował się łańcuszek z małym trzy centymetrowym kluczykiem.
- Dziękuje – wyszeptała – a co by się stało, gdybym nie mogła zostać.
- To by oznaczało, że już nigdy nie mogłabyś do nas wrócić i nigdy nie mogłabyś o nas wspomnieć.
- Ale jak to przeciecz to ja Was wymyśliłam, jesteście tu dzięki mnie – zapytała, gdy tylko wyszli z namiotu
- Każdy świat nawet ten wymyślony rządzi się własnymi prawami. – wytłumaczył jej – a może to dopełnienie tego, że wymyśliłaś nas do końca, nie wiem w końcu ja tu tylko mieszkam i żyje.
wtorek, 12 czerwca 2012
- Książę – powiedział lekarz wychodząc z pokoju chorej – możemy zamienić kilka słów
- Tak oczywiście – mając obawę przez najgorszym
- Pańska...przyjaciółka jest w ciężkim stanie ma na gardle wielką ranę. Od tygodnia nie możemy jej dobudzić, bardzo mi przykro – poklepał go po ramieniu
- Czy mogę do niej wejść
- Tak proszę
Wyglądała jakby spała. Popatrzył się na nią i położył się koło niej, delikatnie głaskał ją policzku i po włosach aż zasnął. Śniło mu się, że ktoś głaskał go bardzo delikatnie po włosach.
- Hej śpioszku
Spojrzał na nią – ty ty...
- Tak… obudziłam się
- Jak się czujesz
- Dobrze tylko jestem strasznie zmęczona
- Jak dobrze, że wróciłaś - delikatnie przytulając ja do siebie
Wieczorem gdy tylko było to może ponownie pojawił się lekarz
- To naprawdę nazywa się cud – badając pacjentkę – mało osób wraca do zdrowia po bliskim spotkaniu z AMCHOK. Proszę na siebie uważać i unikać mocnych wrażeń a za kilka dni wrócisz całkiem do zdrowia.
- Dobrze postaram się – uśmiechnęła się do lekarza
Pożegnał się z lekarzem i usiadał na koło niej na łóżku.
– Potrzebujesz czegoś
- Napiłaby się BinKarę (herbata w której skład wchodzi cynamon, goździki, kardamon i kilka innych tajemnych przypraw, bardzo rozgrzewająca)
- Już idę parzyć herbatkę dla mojej księżniczki – całując ją w czółko
Po chwili wrócił ze świeżono zaparzoną jeszcze dymiącą herbatą. Wypiła kilka łyków pysznej ulubionej BinKary
- Choć do mnie i przytul mnie
Położył się koło niej. A ona wtuliła się w niego i zasnęła. Upewnił się, że śpi. Wstał, poprawił jej kołdrę
- Jak mam Cię chronić, jesteś największym skarbem Margo i wiem, że AMCHOK tak łatwo się nie podda i będzie próbowała Cię zniszczyć. – szepnął cicho i wyszedł z pokoju
- Tak oczywiście – mając obawę przez najgorszym
- Pańska...przyjaciółka jest w ciężkim stanie ma na gardle wielką ranę. Od tygodnia nie możemy jej dobudzić, bardzo mi przykro – poklepał go po ramieniu
- Czy mogę do niej wejść
- Tak proszę
Wyglądała jakby spała. Popatrzył się na nią i położył się koło niej, delikatnie głaskał ją policzku i po włosach aż zasnął. Śniło mu się, że ktoś głaskał go bardzo delikatnie po włosach.
- Hej śpioszku
Spojrzał na nią – ty ty...
- Tak… obudziłam się
- Jak się czujesz
- Dobrze tylko jestem strasznie zmęczona
- Jak dobrze, że wróciłaś - delikatnie przytulając ja do siebie
Wieczorem gdy tylko było to może ponownie pojawił się lekarz
- To naprawdę nazywa się cud – badając pacjentkę – mało osób wraca do zdrowia po bliskim spotkaniu z AMCHOK. Proszę na siebie uważać i unikać mocnych wrażeń a za kilka dni wrócisz całkiem do zdrowia.
- Dobrze postaram się – uśmiechnęła się do lekarza
Pożegnał się z lekarzem i usiadał na koło niej na łóżku.
– Potrzebujesz czegoś
- Napiłaby się BinKarę (herbata w której skład wchodzi cynamon, goździki, kardamon i kilka innych tajemnych przypraw, bardzo rozgrzewająca)
- Już idę parzyć herbatkę dla mojej księżniczki – całując ją w czółko
Po chwili wrócił ze świeżono zaparzoną jeszcze dymiącą herbatą. Wypiła kilka łyków pysznej ulubionej BinKary
- Choć do mnie i przytul mnie
Położył się koło niej. A ona wtuliła się w niego i zasnęła. Upewnił się, że śpi. Wstał, poprawił jej kołdrę
- Jak mam Cię chronić, jesteś największym skarbem Margo i wiem, że AMCHOK tak łatwo się nie podda i będzie próbowała Cię zniszczyć. – szepnął cicho i wyszedł z pokoju
środa, 6 czerwca 2012
Obudziła się w jego łóżku w jego pokoju. Pokój urządzony był typowo po męsku i zawierał tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Zawierał dużą szafę z lustrem, duże drewniane łózko, małą komódkę, mały stolik z lampką przy łóżku i regał wypełniony książkami.
Rozejrzała się po pokoju i usłyszała, że z kuchni dochodził dźwięk radia. Ubrana była w jego niebieską koszulę, w której wyglądała jak w sukience. Położyła stopy na puszysty biały dywan. I wyszła z pokoju. Idąc w stronę kuchni zauważyła na kanapie koc i poduszkę.
A więc nie spaliśmy razem – pomyślała wchodząc do kuchni gdzie przywitał ją robiąc śniadanie.
- O już wstałaś, miałem właśnie Cię budzić
Uśmiechnęła się i poszła do salonu, gdzie okryła się kocem i wtuliła w kanapę.
- Ej śpiochu nie śpimy zaraz wychodzimy - podszedł do niej i pocałował w czoło
- Chwileczkę, proszę
- Chodź śniadanie gotowe
- Niechętnie wstała i poczłapała do kuchni
Po śniadaniu i szybkim prysznicu zbierali się właśnie do wyjścia, gdy w kieszeni spodni Seana zadzwonił telefon. Nie zdążył odezwać się gdyż w słuchawce usłyszał
- Włącz kanał Margo – i rozłączył się ktoś po drugiej stronie
Włączył telewizor i usiadł z wrażenia z tego co usłyszał:
Z OSTATNIEJ CHWILI: AMCHOK PRZEJEŁA FABRYKĘ SNÓW
Z relacji świadków z samego rana wtargnęła do siedziby snów.
- Co się stało – zapytała podchodząc do niego
- Musimy iść i to natychmiast, wytłumaczę Ci po drodze
Stanęli przed wielkim drewnianym budynkiem, który wyglądał jak stary opuszczony dwór.
- Czy to właśnie jest fabryka snów
Kiwnął tylko głową.
Kiedy weszli przez kilkumetrową mosiężną bramę, drzwi starego domu same się otworzyły. Zatrzymali się w wielkim holu a przed nimi rozpościerały się duże drewniane schody prowadzące w pustą przestrzeń.
- To tutaj, tu jest wejście – pokazał na schody
- Mamy po nich wejść
- Nie – delikatnie uśmiechnął się i podszedł do prawej strony schodów i delikatnie dotknął gałki wystającej ze zdobień schodów. Nagle schody zaskrzypiały i rozstąpiły się
- Chodź – łapiąc ją za rękę i pociągając do siebie wchodząc w czarną przestrzeń. Schody za nimi zamknęły się i szli w całkowitej ciemności
- Zobacz światło – wchodź idziemy tam musi być wyjście.
- Nie, tam nie wolno
Szli dość długo w ciemności gdy znaleźli się w słabo oświeconym pomieszczeniu, dopiero po chwili zorientowali się, że wyszli z kominka.
Z oddali usłyszeli dziwny i przeraźliwy pisk. Musieli zamknąć oczy i przyłożyć ręce do uszu by nie słyszeć tego dźwięku.
Gdy tylko pisk się ustał zauważyli w rogu leżącego starszego siwego mężczyznę.
Podbiegając do niego zauważyli, że był on skrępowany i zakneblowany.
- Panicz Sean jak dobrze – z trudem wykrztusił słowa
- Co tu się stało – uwalniając z więzów i pomagając mu wstać
- Nie czas na wyjaśnienia, książę znajdź w archiwum pierwszą księgę Margo
Biegli długim kamiennym korytarzem mijając po drodze rozstawione co kilka metrów pochodnie oświetlające im drogę.
- To tutaj – dobiegając do wielkich drewnianych drzwi z małą tabliczką na której było napisane tylko A.
Wchodząc do pomieszczenia uderzyła ich woń starych ksiąg. Podeszli do szufladki z hasłami, znaleźli w niej małą karteczkę na której było napisane „R3KI8W7M8”
- Co to znaczy
- regał 3 kolumna 18 wers 7 miejsce 8 – wypowiedział – musimy ją tam znaleźć
Znalazł odpowiedni regał i szukał odpowiedniego oznaczenia
- Sean tu jest coś więcej napisane na odwrocie ale nie potrafię tego odczytać – podając mu karteczkę
- To pradawny język Margo, prawdę mówiąc to pierwszy język mojego narodu. Tu jest napisane „To czego szukasz i potrzebujesz jest pod tobą”.
- Co to znaczy
- Zaraz zobaczysz – zaczął się rozglądać i dopiero teraz zobaczył, że stoi na małym dywanik. Odsunął go a przed nimi ukazały się małe drzwiczki. Po ich otworzeniu zauważali leżącą szkatułkę z wielkim herbem Margo na jego wieku. Sean delikatnie dotknął herb a wieko zaskrzypiało i otworzyło się. Przed ich oczami ukazały się różnie dziwne przedmioty oraz bardzo gruba skórzana księga mająca kilka tysięcy lat. Wziął ją bardzo delikatnie i otarł kurz spoczywający na niej. Ukazał się napis w języku Margo.
„Tylko następca tronu może wejść w posiadanie wiedzy zawartej w tej księdze. Bez żadnego skutkuu”.
- Co to może oznaczać
- To oznacza, że jeżeli księga dostałaby się w niepowołane ręce...
- AMCHOK
- Na przykład mój świat uległby zagładzie
- To dlatego przejęła fabrykę, bo szukała tej księgi
- Tak ale na szczęście nie wie gdzie ona jest
- Zobacz
- Tak już wtedy wiedzieli jak się zabezpieczyć, to jest detektor linii papilarnych.
- W tamtych czasach – spojrzała na niego ze zdziwieniem
- Pamiętaj, że my jesteśmy w czasach trochę dalej od Was – Przyłożył kciuk w odpowiednie miejsce.
Księga stęknęła, buchnęła i otworzyła się. Przed nimi ukazały się czyste chodź pożółcone kartki. Pisała się na bieżąco, jakby pisana była niewidzialną ręką.
- Pisze to co teraz się dzieje – wytłumaczył jej – podaj mi kod tylko odwrotnie
8M7W81K3R – przedyktowała mu a on teatralnym głosem wyrecytował je.
Kartki przewróciły się same a przed ich oczami ukazał się tekst w pradawnym języku. Sean wczytał się w lekturę pradawnej księgi.
- Już wiem co mam robić – podniósł głowę a w tej samej chwili księga zabuczała, zamknęła się i schowała się do szuflady. Drzwiczki się zamknęły i nakryły dywanikiem.
- Chodź nie mamy czasu – łapiąc ją za rękę i pociągając za sobą
- Ale co tam jest napisane
- Nie mogę Ci tego powiedzieć, nie teraz
Trafili do wielkiej sali wypełnionej wirującymi księgami a pośrodku niej stała sama we własnej osobie AMCHOK.
- Czy to jest… – szepnęła widząc przed sobą długonogą na niebotycznych szpilkach blondynkę z rozwianymi włosami w długiej ciemno niebieskiej sukni z bardzo długim rozporkiem odsłaniającym jej brak bielizny.
- AMCHOK – krzyknął wychodząc z ciemności przybierając postać anioła.
- No proszę książę we własnej osobie – otwierając oczy i widząc przed sobą młodego bardzo przystojnego mężczyznę ubranego na czarno z białymi pięknym skrzydłami, który od zawsze jej się podobał ale dobrze wiedziała, że nigdy nie będzie jej.
- Odpuść sobie, wypuść sny
- Nie, wiesz dobrze, że to ja Cię tutaj sprowadziłam, przybyłeś tu dla mnie – przybliżając się do niego – odkąd się znamy – zaczęła szeptać mu do ucha – chciałam abyś był tylko mój – ale ty nie, wolałeś ją niż mnie...
- Nawet nie kończ – przecedził przez zęby - Zostaw mnie i mój świat, odejdź.
- Nie – machnęła ręką a Sean przeleciał przez pół sali, uderzając w ścianę i spadając na podłogę nakrywając się skrzydłami. Przyciągnęła go do siebie i podniosła za gardło. – Zrozum to wreszcie albo będziesz mój albo niczyj
- Nigdy nie będę Twój – zdołał wydusić
- To niczyj nie będziesz – rzucając go ponownie
- Zostaw go – Amy wrzasnęła
- O i mamy danie główne – odwróciła się do Amy wychodzącej z ciemności. – Przyciągając ją do siebie i łapiąc za gardło. – on będzie mój czy Ci się to podoba czy też nie. – Ściskając ją coraz mocniej.
- Pomyśl o czym miłym, przyjemnym, twoja pierwsza myśl - zdołał z siebie wykrztusić
Udało jej się zebrać myśli i pomyśleć o czymś przyjemnym choć w tej sytuacji było to dość trudne. Pomyślała o baletnicy w pozytywce. Otworzyła oczy i zobaczyła, że za gardło trzyma ją baletnica, która w ekspresowym tempie kurczyła się. Amy z wielkim impetem upadła na ziemię a AMCHOK zamieniła się ośmiocentymetrową laleczkę. Sean zdołał podnieść się i wrzucił ją do kominka, z którego niedawno wyszli. Teraz oboje patrzyli jak porcelanowa twarz baletnicy topi się pod wpływem ciepła.
Leżała półprzytomna próbując złapać oddech.
Podsunął się do niej, ledwo podniósł się wziął ją na ręce. Przytulił do siebie otulił skrzydłami i zniknęli.
Rozejrzała się po pokoju i usłyszała, że z kuchni dochodził dźwięk radia. Ubrana była w jego niebieską koszulę, w której wyglądała jak w sukience. Położyła stopy na puszysty biały dywan. I wyszła z pokoju. Idąc w stronę kuchni zauważyła na kanapie koc i poduszkę.
A więc nie spaliśmy razem – pomyślała wchodząc do kuchni gdzie przywitał ją robiąc śniadanie.
- O już wstałaś, miałem właśnie Cię budzić
Uśmiechnęła się i poszła do salonu, gdzie okryła się kocem i wtuliła w kanapę.
- Ej śpiochu nie śpimy zaraz wychodzimy - podszedł do niej i pocałował w czoło
- Chwileczkę, proszę
- Chodź śniadanie gotowe
- Niechętnie wstała i poczłapała do kuchni
Po śniadaniu i szybkim prysznicu zbierali się właśnie do wyjścia, gdy w kieszeni spodni Seana zadzwonił telefon. Nie zdążył odezwać się gdyż w słuchawce usłyszał
- Włącz kanał Margo – i rozłączył się ktoś po drugiej stronie
Włączył telewizor i usiadł z wrażenia z tego co usłyszał:
Z OSTATNIEJ CHWILI: AMCHOK PRZEJEŁA FABRYKĘ SNÓW
Z relacji świadków z samego rana wtargnęła do siedziby snów.
- Co się stało – zapytała podchodząc do niego
- Musimy iść i to natychmiast, wytłumaczę Ci po drodze
Stanęli przed wielkim drewnianym budynkiem, który wyglądał jak stary opuszczony dwór.
- Czy to właśnie jest fabryka snów
Kiwnął tylko głową.
Kiedy weszli przez kilkumetrową mosiężną bramę, drzwi starego domu same się otworzyły. Zatrzymali się w wielkim holu a przed nimi rozpościerały się duże drewniane schody prowadzące w pustą przestrzeń.
- To tutaj, tu jest wejście – pokazał na schody
- Mamy po nich wejść
- Nie – delikatnie uśmiechnął się i podszedł do prawej strony schodów i delikatnie dotknął gałki wystającej ze zdobień schodów. Nagle schody zaskrzypiały i rozstąpiły się
- Chodź – łapiąc ją za rękę i pociągając do siebie wchodząc w czarną przestrzeń. Schody za nimi zamknęły się i szli w całkowitej ciemności
- Zobacz światło – wchodź idziemy tam musi być wyjście.
- Nie, tam nie wolno
Szli dość długo w ciemności gdy znaleźli się w słabo oświeconym pomieszczeniu, dopiero po chwili zorientowali się, że wyszli z kominka.
Z oddali usłyszeli dziwny i przeraźliwy pisk. Musieli zamknąć oczy i przyłożyć ręce do uszu by nie słyszeć tego dźwięku.
Gdy tylko pisk się ustał zauważyli w rogu leżącego starszego siwego mężczyznę.
Podbiegając do niego zauważyli, że był on skrępowany i zakneblowany.
- Panicz Sean jak dobrze – z trudem wykrztusił słowa
- Co tu się stało – uwalniając z więzów i pomagając mu wstać
- Nie czas na wyjaśnienia, książę znajdź w archiwum pierwszą księgę Margo
Biegli długim kamiennym korytarzem mijając po drodze rozstawione co kilka metrów pochodnie oświetlające im drogę.
- To tutaj – dobiegając do wielkich drewnianych drzwi z małą tabliczką na której było napisane tylko A.
Wchodząc do pomieszczenia uderzyła ich woń starych ksiąg. Podeszli do szufladki z hasłami, znaleźli w niej małą karteczkę na której było napisane „R3KI8W7M8”
- Co to znaczy
- regał 3 kolumna 18 wers 7 miejsce 8 – wypowiedział – musimy ją tam znaleźć
Znalazł odpowiedni regał i szukał odpowiedniego oznaczenia
- Sean tu jest coś więcej napisane na odwrocie ale nie potrafię tego odczytać – podając mu karteczkę
- To pradawny język Margo, prawdę mówiąc to pierwszy język mojego narodu. Tu jest napisane „To czego szukasz i potrzebujesz jest pod tobą”.
- Co to znaczy
- Zaraz zobaczysz – zaczął się rozglądać i dopiero teraz zobaczył, że stoi na małym dywanik. Odsunął go a przed nimi ukazały się małe drzwiczki. Po ich otworzeniu zauważali leżącą szkatułkę z wielkim herbem Margo na jego wieku. Sean delikatnie dotknął herb a wieko zaskrzypiało i otworzyło się. Przed ich oczami ukazały się różnie dziwne przedmioty oraz bardzo gruba skórzana księga mająca kilka tysięcy lat. Wziął ją bardzo delikatnie i otarł kurz spoczywający na niej. Ukazał się napis w języku Margo.
„Tylko następca tronu może wejść w posiadanie wiedzy zawartej w tej księdze. Bez żadnego skutkuu”.
- Co to może oznaczać
- To oznacza, że jeżeli księga dostałaby się w niepowołane ręce...
- AMCHOK
- Na przykład mój świat uległby zagładzie
- To dlatego przejęła fabrykę, bo szukała tej księgi
- Tak ale na szczęście nie wie gdzie ona jest
- Zobacz
- Tak już wtedy wiedzieli jak się zabezpieczyć, to jest detektor linii papilarnych.
- W tamtych czasach – spojrzała na niego ze zdziwieniem
- Pamiętaj, że my jesteśmy w czasach trochę dalej od Was – Przyłożył kciuk w odpowiednie miejsce.
Księga stęknęła, buchnęła i otworzyła się. Przed nimi ukazały się czyste chodź pożółcone kartki. Pisała się na bieżąco, jakby pisana była niewidzialną ręką.
- Pisze to co teraz się dzieje – wytłumaczył jej – podaj mi kod tylko odwrotnie
8M7W81K3R – przedyktowała mu a on teatralnym głosem wyrecytował je.
Kartki przewróciły się same a przed ich oczami ukazał się tekst w pradawnym języku. Sean wczytał się w lekturę pradawnej księgi.
- Już wiem co mam robić – podniósł głowę a w tej samej chwili księga zabuczała, zamknęła się i schowała się do szuflady. Drzwiczki się zamknęły i nakryły dywanikiem.
- Chodź nie mamy czasu – łapiąc ją za rękę i pociągając za sobą
- Ale co tam jest napisane
- Nie mogę Ci tego powiedzieć, nie teraz
Trafili do wielkiej sali wypełnionej wirującymi księgami a pośrodku niej stała sama we własnej osobie AMCHOK.
- Czy to jest… – szepnęła widząc przed sobą długonogą na niebotycznych szpilkach blondynkę z rozwianymi włosami w długiej ciemno niebieskiej sukni z bardzo długim rozporkiem odsłaniającym jej brak bielizny.
- AMCHOK – krzyknął wychodząc z ciemności przybierając postać anioła.
- No proszę książę we własnej osobie – otwierając oczy i widząc przed sobą młodego bardzo przystojnego mężczyznę ubranego na czarno z białymi pięknym skrzydłami, który od zawsze jej się podobał ale dobrze wiedziała, że nigdy nie będzie jej.
- Odpuść sobie, wypuść sny
- Nie, wiesz dobrze, że to ja Cię tutaj sprowadziłam, przybyłeś tu dla mnie – przybliżając się do niego – odkąd się znamy – zaczęła szeptać mu do ucha – chciałam abyś był tylko mój – ale ty nie, wolałeś ją niż mnie...
- Nawet nie kończ – przecedził przez zęby - Zostaw mnie i mój świat, odejdź.
- Nie – machnęła ręką a Sean przeleciał przez pół sali, uderzając w ścianę i spadając na podłogę nakrywając się skrzydłami. Przyciągnęła go do siebie i podniosła za gardło. – Zrozum to wreszcie albo będziesz mój albo niczyj
- Nigdy nie będę Twój – zdołał wydusić
- To niczyj nie będziesz – rzucając go ponownie
- Zostaw go – Amy wrzasnęła
- O i mamy danie główne – odwróciła się do Amy wychodzącej z ciemności. – Przyciągając ją do siebie i łapiąc za gardło. – on będzie mój czy Ci się to podoba czy też nie. – Ściskając ją coraz mocniej.
- Pomyśl o czym miłym, przyjemnym, twoja pierwsza myśl - zdołał z siebie wykrztusić
Udało jej się zebrać myśli i pomyśleć o czymś przyjemnym choć w tej sytuacji było to dość trudne. Pomyślała o baletnicy w pozytywce. Otworzyła oczy i zobaczyła, że za gardło trzyma ją baletnica, która w ekspresowym tempie kurczyła się. Amy z wielkim impetem upadła na ziemię a AMCHOK zamieniła się ośmiocentymetrową laleczkę. Sean zdołał podnieść się i wrzucił ją do kominka, z którego niedawno wyszli. Teraz oboje patrzyli jak porcelanowa twarz baletnicy topi się pod wpływem ciepła.
Leżała półprzytomna próbując złapać oddech.
Podsunął się do niej, ledwo podniósł się wziął ją na ręce. Przytulił do siebie otulił skrzydłami i zniknęli.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Stanęła przed wielkim szklanym biurowcem, który lśnił w blasku słońca. Musiała aż mrużyć oczy, by światło jej nie oślepiało. Weszła do wielkiego holu, gdzie machnęła na powitanie staremu dozorcy, który było od zawsze, od początku świata. Wjechała windą na dziesiąte piętro. Po wyjściu zauważyła, że po raz koleiny na miejscu recepcji siedziała nowa młoda dziewczyna. Ruszyła w jej stronę
- Dzień dobry ja do szefa jest
- Tak ale jest zajęty i prosił by mu nie przeszkadzać
- A dziękuje – odwróciła się w prawą stronę i ruszyła w stronę jego gabinetu. Przeszła przez korytarz i weszła w pierwsze drzwi na lewo. Po drugiej stronie zastała go siedzącego przy dużym biurku zawalony papierami.
Po chwili z impetem do gabinetu wpadła recepcjonistka, zatrzymała się gdy zobaczyła jak jej szef trzyma w objęciach młodą kobietę, która przed chwilą weszła do środka
- Przepraszam... ale ta pani... a ja mówiła, że jest pan zajęty
- W porządku proszę następnym razem bez względu na wszystko wpuszczać tą panią.
Jak tylko drzwi zamknęły się wybuchli śmiechem.
- Zmieniasz sekretarki jak rękawiczki.
- Owszem wiesz jak dziś trudno o dobrą sekretarkę.
W tym momencie rozległ się telefon
- A dziękuje, już zaczynamy – odłożył słuchawkę i chciał ją przeprosić, że ma dużo pracy i nie będzie miał zbyt dużo czasu dla niej, gdyż właśnie zaczął się gorący czas w firmie.
Ale ona uśmiechnęła się i zadeklarowała, że pomoże mu w miarę swoich możliwości. Ucieszył się bo każda para rąk była potrzeba i od razu rzucili się w wir pracy. Wydrukował część dokumentów, spiął zszywaczem i poprosił ją by zaniosła je ojcu do podpisu. Kiedy mijała nowo poznaną recepcjonistę uśmiechnęła się do niej szerokim uśmiechem. Szła długim korytarzem gdzie na ścianie wisiały obrazy przedstawiające historię firmy. Po drodze widziała jak pracownicy siedzieli przy swoich biurkach i intensywnie pracowali. Przed gabinetem prezesa siedziała sekretarka, która była od początku firmy z którą bardzo dobrze się znały. Przywitały się uśmiechem
- Amy ty tutaj
- Tak jest prezes
- Jasne wchodź
- Dzień dobry – otwierając i pukając do drzwi prezesa – mogę wejść
- Amy – przywitał ją przyjemny ciepły głos – oczywiście wchodź
- Przyniosłam dokumenty do podpisu
- A co ty za asystentkę mojego syna robisz
- A tak – uśmiechnęła się
- Dziękuję zostaw je podpisze zaraz, a przekaż jeszcze Sean, że wszystko już załatwione, on będzie wiedział o co chodzi.
Wróciła do gabinetu Seana ale jego nie było. Usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać dokumenty. Nawet nie zauważyła, że za oknem zrobiło się ciemno.
Sean po chichu wszedł do pokoju i przez chwilę przyglądał się ja przekłada kartki. I podkreśla zielonym zakreślaczem pewne części tekstu. Postawił koło niej kubek z herbatą i usiadł na kanapie. Przeglądał swoją partię dokumentów.
Po pewnym czasie zerknął na zegarek
- Kończymy na dziś jest już późno – przeciągając się
- Już sekundkę tylko dokończę tę stronę - nie odrywając głowy znad dokumentów
Po paru minutach wychodząc z gabinetu zorientowali się, że w biurze nikogo już nie ma. Wsiedli do windy i zjechali na dół, po wyjściu z budynku poczuli ciepłe powietrze na twarzy po czym ruszyli do domu.
- Dzień dobry ja do szefa jest
- Tak ale jest zajęty i prosił by mu nie przeszkadzać
- A dziękuje – odwróciła się w prawą stronę i ruszyła w stronę jego gabinetu. Przeszła przez korytarz i weszła w pierwsze drzwi na lewo. Po drugiej stronie zastała go siedzącego przy dużym biurku zawalony papierami.
Po chwili z impetem do gabinetu wpadła recepcjonistka, zatrzymała się gdy zobaczyła jak jej szef trzyma w objęciach młodą kobietę, która przed chwilą weszła do środka
- Przepraszam... ale ta pani... a ja mówiła, że jest pan zajęty
- W porządku proszę następnym razem bez względu na wszystko wpuszczać tą panią.
Jak tylko drzwi zamknęły się wybuchli śmiechem.
- Zmieniasz sekretarki jak rękawiczki.
- Owszem wiesz jak dziś trudno o dobrą sekretarkę.
W tym momencie rozległ się telefon
- A dziękuje, już zaczynamy – odłożył słuchawkę i chciał ją przeprosić, że ma dużo pracy i nie będzie miał zbyt dużo czasu dla niej, gdyż właśnie zaczął się gorący czas w firmie.
Ale ona uśmiechnęła się i zadeklarowała, że pomoże mu w miarę swoich możliwości. Ucieszył się bo każda para rąk była potrzeba i od razu rzucili się w wir pracy. Wydrukował część dokumentów, spiął zszywaczem i poprosił ją by zaniosła je ojcu do podpisu. Kiedy mijała nowo poznaną recepcjonistę uśmiechnęła się do niej szerokim uśmiechem. Szła długim korytarzem gdzie na ścianie wisiały obrazy przedstawiające historię firmy. Po drodze widziała jak pracownicy siedzieli przy swoich biurkach i intensywnie pracowali. Przed gabinetem prezesa siedziała sekretarka, która była od początku firmy z którą bardzo dobrze się znały. Przywitały się uśmiechem
- Amy ty tutaj
- Tak jest prezes
- Jasne wchodź
- Dzień dobry – otwierając i pukając do drzwi prezesa – mogę wejść
- Amy – przywitał ją przyjemny ciepły głos – oczywiście wchodź
- Przyniosłam dokumenty do podpisu
- A co ty za asystentkę mojego syna robisz
- A tak – uśmiechnęła się
- Dziękuję zostaw je podpisze zaraz, a przekaż jeszcze Sean, że wszystko już załatwione, on będzie wiedział o co chodzi.
Wróciła do gabinetu Seana ale jego nie było. Usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać dokumenty. Nawet nie zauważyła, że za oknem zrobiło się ciemno.
Sean po chichu wszedł do pokoju i przez chwilę przyglądał się ja przekłada kartki. I podkreśla zielonym zakreślaczem pewne części tekstu. Postawił koło niej kubek z herbatą i usiadł na kanapie. Przeglądał swoją partię dokumentów.
Po pewnym czasie zerknął na zegarek
- Kończymy na dziś jest już późno – przeciągając się
- Już sekundkę tylko dokończę tę stronę - nie odrywając głowy znad dokumentów
Po paru minutach wychodząc z gabinetu zorientowali się, że w biurze nikogo już nie ma. Wsiedli do windy i zjechali na dół, po wyjściu z budynku poczuli ciepłe powietrze na twarzy po czym ruszyli do domu.
piątek, 1 czerwca 2012
Minęło trochę czasu odkąd się widzieli.
Siedziała w Ogrodzie Saskim na ławce łapiąc pierwsze tego lata promienie słońca. Wyjęła z torebki telefon i przez chwilę wpatrywała się w niego, wybrała numer i czekała na połączenie.
- Hej co porabiasz
- Jestem jeszcze w pracy a co potrzebujesz
- A nic pomyślałam tylko, że moglibyśmy się spotkać taki ładny dziś dzień na spacer
- Rzeczywiście ładnie, mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia ale myślę ,że możemy
się później spotkać.
- Super czekam na Ciebie w ogrodzie. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Włożyła telefon z powrotem do torebki dalej delektując się promieniami słońca.
Odłożywszy telefon wrócił do analizy danych, którą przygotowywał na następny dzień na zebranie zarządu.
Gdy prawie wychodził z gabinetu zadzwonił telefon
- Dzień dobry panie Sean Pu – usłyszał w głosie męski głos – niestety ale musimy przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie. Dopiero teraz wracam z Gdańska i nie wyrobię się na spotkanie z panem czy moglibyśmy przełożyć jej na inny termin.
- Tak oczywiście nie ma problemu – zupełnie zapomniał o nim i dzisiejszym spotkaniu.
– W takim razie jak będę już w Warszawie to się skontaktujemy i umówimy się na spotkanie.
Będę mógł spokojnie spotkać się z Amy - pomyślał
Zamknął swój gabinet, odniósł klucz do recepcji i wyszedł z biura życząc pracownikom miłego dnia.
Gdy tylko wyszedł poczuł ciepły powiew letniego wiatru. Mijał właśnie kwiaciarnie i pomyślał, że zrobi jej miła niespodziankę.
- Dzień dobry panie Zbyszku odezwał się wchodząc do zaprzyjaźnionej z firmą kwiaciarnią.
- O dzień dobry panie Sean dawno nie było u mnie pana. Co dziś potrzebujemy.
- Bardzo ładnego i dużego bukietu dla mojej… zawahał się – mojej przyjaciółki
- To proszę mi powiedzieć jaka ona jest a zrobię taki bukiet z którego będzie naprawdę zadowolona.
Po kilku minutach wyszedł z przepięknym bukietem. Zauważył ją jak siedziała na ławce z twarzą wyciągniętą do słońca. Przyglądał jej się przez chwilę zanim do niej podszedł.
- Uważaj, żebyś za bardzo się nie opaliła
- Ale mnie przeraziłeś – aż podskoczyła
- Proszę to dla Ciebie - witając się
- Boże są cudowne a jak pięknie pachną.
- To co robimy
- Mam ochotę jeszcze posiedzieć a później mhm... może jakiś spacer
Siedzieli w ciszy, żadne nie miało odwagi odezwać się pierwsze. Obserwowali tylko ludzi w parku. Babcie z czteroletnim wnuczkiem, zakochaną parę, która co krok zatrzymywała się by pocałować się, staruszka, który karmił gołębie i młodych ludzi śpieszących się.
W pewnym momencie temat sam przyszedł. Akurat obok nich przejeżdżał lodziarz:
- Masz ochotę na lody... cytrynowe
- Tak dziękuje - odbierając od niego loda – może przejdziemy się na starówkę
- Dobry pomysł, poczekaj tylko – wziął do ręki swoją teczkę i zaczął składać ją w małą kostkę, którą wrzucił do wewnętrznej kieszeni marynarki – tak będzie wygodniej, tylko by przeszkadzała.
Ruszyli w stronę starówki na początku nieśmiało jak kolega z koleżanką na pierwszej randce. Po pewnym czasie złapała go w pasie a on za ramię. Coś się przełamało, wróciło, odzyskali siebie.
Szli śmiejąc się opowiadając sobie różne historie.
Usiadła wygodnie na murze barbakanu kładąc koło siebie torebkę i bukiet. Stanął przed nią tak, że byli twarzą w twarz. Zdjął marynarkę i rozróżnił krawat. Wyglądał genialnie w białej koszuli, granatowym krawacie oraz dopasowanych spodniach i w perfekcyjnie wypastowanych butach. Przyglądali się sobie uważnie.
- Więcej nie wytrzymam - wyszeptał i pocałował ją
Odsunęła się – wiesz, że łamiesz wszystkie przepisy
- Wiem i zatopił się w jej ustach
Czuła się nieswojo, wiedząc, że przez nią łamie przepisy swojego świata.
Odsunął się, uśmiechnął się i zapytał:
- Jesteś głodna
- Trochę
- To zapraszam na obiad – pocałował ją w nos i pomógł jej zejść z murku. Wtuleni, wyglądali na bardzo zakochanych w sobie.
Stanęli przed restauracją. Była to jedna z wielu restauracji na starówce. Ale ta była wyjątkowa. Już same drzwi zapraszały do magicznego miejsca, przypominały one drzwi ze starego zabytkowego zamku. Przed nimi stała tablica z menu.
- Ale tu jest drogo - mówiąc to spojrzała na Sena
- O nic się nie martw, ja się wszystkim zajmę
Zawahała się jeszcze – nie możemy tam wejść, nie jestem odpowiednio ubrana – spoglądając na swoją szarą tunikę i granatowe spodnie
Spojrzał na nią – tak lepiej – i miała na sobie eleganckie czarne spodnie oraz elegancką bluzkę i śliczną ciemną marynarkę.
- Ale jak...to zrobiłeś...dziękuje - całując go w policzek
- Gotowa do wejścia
Nieśmiało kiwnęła głową
Gdy tylko przekroczyli próg restauracji powitał ich młody wysoki kelner.
- Dzień dobry państwu, życzą sobie państwo stolik.
- Dziękujemy mamy rezerwację na nazwisko PU
- Tak już sprawdzam
- Mamy - głośno pomyślała ze zdziwieniem
- Tak... proszę stolik na państwa czeka
Przeszli po miękkim czerwonym dywanie do dużej sali. Urządzona była klasycznie. Z małymi i większymi stolikami, na każdym z nich paliły się świece stwarzając klimat intymności. Przy każdym z nich ustawione były pięknie rzeźbione krzesła. Od sufitu do połowy ściana królował kolor kremowy od poły do podłogi królował kolor bordowy. Na ścianach wisiały rekonstrukcje największych malarzy.
Kelner wskazał im stolik stojący w głębi sali.
Usiadła i poprosiła o wazon dla pięknych kwiatów.
- Oczywiście już przynoszę a tu proszę menu - odezwał się uprzejmy kelner
Otworzyła i z ciekawością spojrzała na nie. Ciekawa była co tak elegancja i wytworna restauracja oferuje. W końcu nie bywała w takich lokalach.
- Nic się nie martw zamawiaj co chcesz - spoglądając na nią
Gdy tylko kelner przyszedł im część zamówionych dań i wrócił po resztę właściciel zwrócił się do niego:
- Charles jak Ci państwo poproszą o rachunek podlicz go z 70 % rabatem.
Po spędzonym miłym czasie i zjedzonej pysznej kolacji oraz wyśmienitym deserze, kelner przyniósł im rachunek
- Ależ to pomyłka powinniśmy zapłacić dużo więcej. Czy mógłby pan poprosić właściciela - zdziwiony Sean spoglądając na rachunek
- Tak już
Do stolika podszedł grubawy starszy mężczyzna – słucham państwa jest w czymś problem
- W rachunku jest błąd powinniśmy zapłacić więcej
- Proszę pokazać...nie jest wszystko w porządku. Przepraszam ale czy nazywa się pan Sean Pu i jest pan synem Kali Pu władcy Margo
- Tak
- Nie pamięta panicz mnie jak był małym chłopcem byłem szefem kuchni na zamku Margo, uwielbiam panicz moje paluszkowe domki
- ONETUNDRED – aż krzyknął
- Tak to ja a jednak panicz mnie pamięta
- Ale co ty tu robisz
- Prowadzę tu restaurację, widzi panicz po odejściu z zamku dostałem pracę tu a kilka lat później mogłem otworzyć już swoją restaurację. Ale nie będę państwa zatrzymywał i zanudzał swoimi opowieściami. Jak będzie pan w domu proszę pozdrowić rodziców od mnie i oczywiście moją ukochaną siostrę.
- Dobrze na pewno się ucieszą, musisz kiedyś odwiedzić Margo
- Na pewno kiedyś odwiedzę moją stary dom
- Dziękujemy za pyszny obiad
- Ukłon po mojej stronie
Dopili wino i przez chwilę posiedzieli, gdy wyszli na niebie królowały gwiazdy. Szli ulicą, gdy nagle zniknęli jakby weszli w niewidzialne drzwi.
Siedziała w Ogrodzie Saskim na ławce łapiąc pierwsze tego lata promienie słońca. Wyjęła z torebki telefon i przez chwilę wpatrywała się w niego, wybrała numer i czekała na połączenie.
- Hej co porabiasz
- Jestem jeszcze w pracy a co potrzebujesz
- A nic pomyślałam tylko, że moglibyśmy się spotkać taki ładny dziś dzień na spacer
- Rzeczywiście ładnie, mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia ale myślę ,że możemy
się później spotkać.
- Super czekam na Ciebie w ogrodzie. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Włożyła telefon z powrotem do torebki dalej delektując się promieniami słońca.
Odłożywszy telefon wrócił do analizy danych, którą przygotowywał na następny dzień na zebranie zarządu.
Gdy prawie wychodził z gabinetu zadzwonił telefon
- Dzień dobry panie Sean Pu – usłyszał w głosie męski głos – niestety ale musimy przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie. Dopiero teraz wracam z Gdańska i nie wyrobię się na spotkanie z panem czy moglibyśmy przełożyć jej na inny termin.
- Tak oczywiście nie ma problemu – zupełnie zapomniał o nim i dzisiejszym spotkaniu.
– W takim razie jak będę już w Warszawie to się skontaktujemy i umówimy się na spotkanie.
Będę mógł spokojnie spotkać się z Amy - pomyślał
Zamknął swój gabinet, odniósł klucz do recepcji i wyszedł z biura życząc pracownikom miłego dnia.
Gdy tylko wyszedł poczuł ciepły powiew letniego wiatru. Mijał właśnie kwiaciarnie i pomyślał, że zrobi jej miła niespodziankę.
- Dzień dobry panie Zbyszku odezwał się wchodząc do zaprzyjaźnionej z firmą kwiaciarnią.
- O dzień dobry panie Sean dawno nie było u mnie pana. Co dziś potrzebujemy.
- Bardzo ładnego i dużego bukietu dla mojej… zawahał się – mojej przyjaciółki
- To proszę mi powiedzieć jaka ona jest a zrobię taki bukiet z którego będzie naprawdę zadowolona.
Po kilku minutach wyszedł z przepięknym bukietem. Zauważył ją jak siedziała na ławce z twarzą wyciągniętą do słońca. Przyglądał jej się przez chwilę zanim do niej podszedł.
- Uważaj, żebyś za bardzo się nie opaliła
- Ale mnie przeraziłeś – aż podskoczyła
- Proszę to dla Ciebie - witając się
- Boże są cudowne a jak pięknie pachną.
- To co robimy
- Mam ochotę jeszcze posiedzieć a później mhm... może jakiś spacer
Siedzieli w ciszy, żadne nie miało odwagi odezwać się pierwsze. Obserwowali tylko ludzi w parku. Babcie z czteroletnim wnuczkiem, zakochaną parę, która co krok zatrzymywała się by pocałować się, staruszka, który karmił gołębie i młodych ludzi śpieszących się.
W pewnym momencie temat sam przyszedł. Akurat obok nich przejeżdżał lodziarz:
- Masz ochotę na lody... cytrynowe
- Tak dziękuje - odbierając od niego loda – może przejdziemy się na starówkę
- Dobry pomysł, poczekaj tylko – wziął do ręki swoją teczkę i zaczął składać ją w małą kostkę, którą wrzucił do wewnętrznej kieszeni marynarki – tak będzie wygodniej, tylko by przeszkadzała.
Ruszyli w stronę starówki na początku nieśmiało jak kolega z koleżanką na pierwszej randce. Po pewnym czasie złapała go w pasie a on za ramię. Coś się przełamało, wróciło, odzyskali siebie.
Szli śmiejąc się opowiadając sobie różne historie.
Usiadła wygodnie na murze barbakanu kładąc koło siebie torebkę i bukiet. Stanął przed nią tak, że byli twarzą w twarz. Zdjął marynarkę i rozróżnił krawat. Wyglądał genialnie w białej koszuli, granatowym krawacie oraz dopasowanych spodniach i w perfekcyjnie wypastowanych butach. Przyglądali się sobie uważnie.
- Więcej nie wytrzymam - wyszeptał i pocałował ją
Odsunęła się – wiesz, że łamiesz wszystkie przepisy
- Wiem i zatopił się w jej ustach
Czuła się nieswojo, wiedząc, że przez nią łamie przepisy swojego świata.
Odsunął się, uśmiechnął się i zapytał:
- Jesteś głodna
- Trochę
- To zapraszam na obiad – pocałował ją w nos i pomógł jej zejść z murku. Wtuleni, wyglądali na bardzo zakochanych w sobie.
Stanęli przed restauracją. Była to jedna z wielu restauracji na starówce. Ale ta była wyjątkowa. Już same drzwi zapraszały do magicznego miejsca, przypominały one drzwi ze starego zabytkowego zamku. Przed nimi stała tablica z menu.
- Ale tu jest drogo - mówiąc to spojrzała na Sena
- O nic się nie martw, ja się wszystkim zajmę
Zawahała się jeszcze – nie możemy tam wejść, nie jestem odpowiednio ubrana – spoglądając na swoją szarą tunikę i granatowe spodnie
Spojrzał na nią – tak lepiej – i miała na sobie eleganckie czarne spodnie oraz elegancką bluzkę i śliczną ciemną marynarkę.
- Ale jak...to zrobiłeś...dziękuje - całując go w policzek
- Gotowa do wejścia
Nieśmiało kiwnęła głową
Gdy tylko przekroczyli próg restauracji powitał ich młody wysoki kelner.
- Dzień dobry państwu, życzą sobie państwo stolik.
- Dziękujemy mamy rezerwację na nazwisko PU
- Tak już sprawdzam
- Mamy - głośno pomyślała ze zdziwieniem
- Tak... proszę stolik na państwa czeka
Przeszli po miękkim czerwonym dywanie do dużej sali. Urządzona była klasycznie. Z małymi i większymi stolikami, na każdym z nich paliły się świece stwarzając klimat intymności. Przy każdym z nich ustawione były pięknie rzeźbione krzesła. Od sufitu do połowy ściana królował kolor kremowy od poły do podłogi królował kolor bordowy. Na ścianach wisiały rekonstrukcje największych malarzy.
Kelner wskazał im stolik stojący w głębi sali.
Usiadła i poprosiła o wazon dla pięknych kwiatów.
- Oczywiście już przynoszę a tu proszę menu - odezwał się uprzejmy kelner
Otworzyła i z ciekawością spojrzała na nie. Ciekawa była co tak elegancja i wytworna restauracja oferuje. W końcu nie bywała w takich lokalach.
- Nic się nie martw zamawiaj co chcesz - spoglądając na nią
Gdy tylko kelner przyszedł im część zamówionych dań i wrócił po resztę właściciel zwrócił się do niego:
- Charles jak Ci państwo poproszą o rachunek podlicz go z 70 % rabatem.
Po spędzonym miłym czasie i zjedzonej pysznej kolacji oraz wyśmienitym deserze, kelner przyniósł im rachunek
- Ależ to pomyłka powinniśmy zapłacić dużo więcej. Czy mógłby pan poprosić właściciela - zdziwiony Sean spoglądając na rachunek
- Tak już
Do stolika podszedł grubawy starszy mężczyzna – słucham państwa jest w czymś problem
- W rachunku jest błąd powinniśmy zapłacić więcej
- Proszę pokazać...nie jest wszystko w porządku. Przepraszam ale czy nazywa się pan Sean Pu i jest pan synem Kali Pu władcy Margo
- Tak
- Nie pamięta panicz mnie jak był małym chłopcem byłem szefem kuchni na zamku Margo, uwielbiam panicz moje paluszkowe domki
- ONETUNDRED – aż krzyknął
- Tak to ja a jednak panicz mnie pamięta
- Ale co ty tu robisz
- Prowadzę tu restaurację, widzi panicz po odejściu z zamku dostałem pracę tu a kilka lat później mogłem otworzyć już swoją restaurację. Ale nie będę państwa zatrzymywał i zanudzał swoimi opowieściami. Jak będzie pan w domu proszę pozdrowić rodziców od mnie i oczywiście moją ukochaną siostrę.
- Dobrze na pewno się ucieszą, musisz kiedyś odwiedzić Margo
- Na pewno kiedyś odwiedzę moją stary dom
- Dziękujemy za pyszny obiad
- Ukłon po mojej stronie
Dopili wino i przez chwilę posiedzieli, gdy wyszli na niebie królowały gwiazdy. Szli ulicą, gdy nagle zniknęli jakby weszli w niewidzialne drzwi.
czwartek, 31 maja 2012
Obudził ją delikatne pukanie do drzwi.
- Taki ładny dzień a ty jeszcze śpisz
- Mhm – przeciągając się jeszcze zaspana
- Wstawaj bo niedługo wyjeżdżamy
- Gdzie
- Dziś jest dzień w którym poznasz moich rodziców – powiedział z radością
- Ale ja ich znam
- Moich tutejszych rodziców
- To chyba nie jest najlepszy pomysł - siadając na łózko
- Ależ tak, zobaczysz polubisz ich a oni ciebie
Po chwili siedzieli w samochodzie, jadąc w nieznaną dla niej drogą. Po godzinie jazdy podjechali do miejsca, które wyglądało jak z bajki. Wielki biały dom prezentował się wspaniale wśród wysokich drzew.
Wyszła z niego wysoka elegancko ubrana kobieta w granatowej garsonce.
- Sean jesteś... – odezwała się do syna – a to pewnie…- nie miała ochoty wypowiadać jej imienia
- Tak mamo to Amy
- Miło mi panią poznać – wyciągnęła do niej rękę ale ja po chwili cofnęła ją
- Nie przejmuj się ona tak ma - szepnął cicho do ucha
Weszli za matką do domu, który wyglądał jak muzeum. Urządzony był jak nie jeden pałac. W środku wyglądał na dużo większy niż z zewnątrz.
- A to na pewno Amy – starszy mężczyzna wychodząc z pokoju uścisnął ją z całych sił.
- Tak - uśmiechnęła się delikatnie
- Nie przejmuj się matką ona ma zawsze zły humor - pocieszył ją starszy mężczyzna
Weszli do wielkiej jasnej jadalni gdzie na środku stał wielki zastawiony różnymi potrawami stół. Stół przy którym każdy miał swoje miejsce. Przed podaniem obiadu Sean rozmawiał z rodzicami a Amy rozglądała się, podziwiając freski kremowych ścianach.Była oczarowana wystrojem i ciepłym przytulnym klimatem tego domu. Choćby zdawać się mogło, że będzie zimno i nie przyjemnie.
Usiedli do niego i zaczęli próbować różne dania. Amy coraz bardziej czuła się pewniej i nawet zaczęła rozmawiać ze wszystkimi.
Jednak było miło dopóki jego matka nie zaczęła opowiadać.
- ...A wiesz Sean spotkałam wczoraj Ditney i zaprosiłam ją na obiad, zaraz powinna być... spóźnia się.
Sean zaczął opowiadać Amy ,że Ditney była córką przyjaciół rodziców z sąsiedniego królestwa - miasteczka. Przyjaciele postanowili, że kiedy ich dzieci dorosną ożenią się i będą mieli gromadkę swoich ślicznych dzieci.
- Kiedyś mi się nawet podobała, nawet przez chwilę chciałem z nią być ale od kiedy... - nie chciał dokończyć, było widać, że było to dla niego ciężkie przeżycie. - ...i po tym coś się złamało nie chciałem jej nawet znać.
- Co zrobiłaś - ojciec zadławił się
- Zaprosiłam Ditney, wiesz synku jak bardzo bym chciała abyście byli razem – Nie zwracając uwagi na obecność Amy.
- Dość – krzyknął ojciec
Amy odłożyła sztućce, odsunęła krzesło, wstała i wychodząc odezwała się
- Przepraszam ale ja muszę już iść
- Amy poczekaj
- Nie nie ma tu miejsca dla mnie - odwróciła się i wyszła z domu
- I widzisz co zrobiłaś, przestań mieszać się w moje życie. Straciłaś w ten sposób Preston Yoke a teraz chcesz stracić mnie.
Wybiegł z domu za Amy ale nigdzie jej nie było. Wsiadł do samochodu mając nadzieje, ze daleko nie odeszła.
- O dobrze Ditney, że jesteś Sean wyszedł na chwilę ale zaraz powinien wrócić. Napijesz się herbaty mam świeżą parzoną– wskazując jej miejsce przy stole.
- Dziękuje a gdzie wyszedł - powiedziała atrakcyjna blondynka o oliwkowych figlarnych oczach
- A poszedł szukać tej… nie dokończyła bo ojciec się wtrącił
- Jesteś zadowolona właśnie straciłaś kolejnego syna. Przepraszam Cię Ditney ale nie masz tu czego szukać. Mój syn sam sobie wybierze dziewczynę.
- Ona nie da mu…
- Nawet nie kończ wyszedł i więcej nie odezwał się do żony.
Znalazł ją siedzącą na przystaniu.
- Co ja jej zrobiłam – mówiła kiedy podchodził do niej i klękając przed nią, ocierając jej łzy z policzków
- Nic ona wierzy, że ja i Ditney będziemy razem. Ale ja chcę być z tobą.
- Odwieziesz mnie do domu.
Przez resztę dnia chodziła smutna. Snuła się po całym domu, nie potrafiąc znaleźć dla siebie miejsca. Wieczorem tylko przyszła do do niego do pokoju.
- Chciałabym wrócić do domu
- Ale ty jesteś w domu
- Ale ja chcę do rzeczywistości
- Dobrze odwiozę Cię
- Dziękuje – pocałowała go w czoło - Przepraszam
- Taki ładny dzień a ty jeszcze śpisz
- Mhm – przeciągając się jeszcze zaspana
- Wstawaj bo niedługo wyjeżdżamy
- Gdzie
- Dziś jest dzień w którym poznasz moich rodziców – powiedział z radością
- Ale ja ich znam
- Moich tutejszych rodziców
- To chyba nie jest najlepszy pomysł - siadając na łózko
- Ależ tak, zobaczysz polubisz ich a oni ciebie
Po chwili siedzieli w samochodzie, jadąc w nieznaną dla niej drogą. Po godzinie jazdy podjechali do miejsca, które wyglądało jak z bajki. Wielki biały dom prezentował się wspaniale wśród wysokich drzew.
Wyszła z niego wysoka elegancko ubrana kobieta w granatowej garsonce.
- Sean jesteś... – odezwała się do syna – a to pewnie…- nie miała ochoty wypowiadać jej imienia
- Tak mamo to Amy
- Miło mi panią poznać – wyciągnęła do niej rękę ale ja po chwili cofnęła ją
- Nie przejmuj się ona tak ma - szepnął cicho do ucha
Weszli za matką do domu, który wyglądał jak muzeum. Urządzony był jak nie jeden pałac. W środku wyglądał na dużo większy niż z zewnątrz.
- A to na pewno Amy – starszy mężczyzna wychodząc z pokoju uścisnął ją z całych sił.
- Tak - uśmiechnęła się delikatnie
- Nie przejmuj się matką ona ma zawsze zły humor - pocieszył ją starszy mężczyzna
Weszli do wielkiej jasnej jadalni gdzie na środku stał wielki zastawiony różnymi potrawami stół. Stół przy którym każdy miał swoje miejsce. Przed podaniem obiadu Sean rozmawiał z rodzicami a Amy rozglądała się, podziwiając freski kremowych ścianach.Była oczarowana wystrojem i ciepłym przytulnym klimatem tego domu. Choćby zdawać się mogło, że będzie zimno i nie przyjemnie.
Usiedli do niego i zaczęli próbować różne dania. Amy coraz bardziej czuła się pewniej i nawet zaczęła rozmawiać ze wszystkimi.
Jednak było miło dopóki jego matka nie zaczęła opowiadać.
- ...A wiesz Sean spotkałam wczoraj Ditney i zaprosiłam ją na obiad, zaraz powinna być... spóźnia się.
Sean zaczął opowiadać Amy ,że Ditney była córką przyjaciół rodziców z sąsiedniego królestwa - miasteczka. Przyjaciele postanowili, że kiedy ich dzieci dorosną ożenią się i będą mieli gromadkę swoich ślicznych dzieci.
- Kiedyś mi się nawet podobała, nawet przez chwilę chciałem z nią być ale od kiedy... - nie chciał dokończyć, było widać, że było to dla niego ciężkie przeżycie. - ...i po tym coś się złamało nie chciałem jej nawet znać.
- Co zrobiłaś - ojciec zadławił się
- Zaprosiłam Ditney, wiesz synku jak bardzo bym chciała abyście byli razem – Nie zwracając uwagi na obecność Amy.
- Dość – krzyknął ojciec
Amy odłożyła sztućce, odsunęła krzesło, wstała i wychodząc odezwała się
- Przepraszam ale ja muszę już iść
- Amy poczekaj
- Nie nie ma tu miejsca dla mnie - odwróciła się i wyszła z domu
- I widzisz co zrobiłaś, przestań mieszać się w moje życie. Straciłaś w ten sposób Preston Yoke a teraz chcesz stracić mnie.
Wybiegł z domu za Amy ale nigdzie jej nie było. Wsiadł do samochodu mając nadzieje, ze daleko nie odeszła.
- O dobrze Ditney, że jesteś Sean wyszedł na chwilę ale zaraz powinien wrócić. Napijesz się herbaty mam świeżą parzoną– wskazując jej miejsce przy stole.
- Dziękuje a gdzie wyszedł - powiedziała atrakcyjna blondynka o oliwkowych figlarnych oczach
- A poszedł szukać tej… nie dokończyła bo ojciec się wtrącił
- Jesteś zadowolona właśnie straciłaś kolejnego syna. Przepraszam Cię Ditney ale nie masz tu czego szukać. Mój syn sam sobie wybierze dziewczynę.
- Ona nie da mu…
- Nawet nie kończ wyszedł i więcej nie odezwał się do żony.
Znalazł ją siedzącą na przystaniu.
- Co ja jej zrobiłam – mówiła kiedy podchodził do niej i klękając przed nią, ocierając jej łzy z policzków
- Nic ona wierzy, że ja i Ditney będziemy razem. Ale ja chcę być z tobą.
- Odwieziesz mnie do domu.
Przez resztę dnia chodziła smutna. Snuła się po całym domu, nie potrafiąc znaleźć dla siebie miejsca. Wieczorem tylko przyszła do do niego do pokoju.
- Chciałabym wrócić do domu
- Ale ty jesteś w domu
- Ale ja chcę do rzeczywistości
- Dobrze odwiozę Cię
- Dziękuje – pocałowała go w czoło - Przepraszam
środa, 30 maja 2012
AKRIK stał przed wielką radą rodziny założycieli we mgle po środku wielkiej sali kolumnowej. Było ich 36 najstarszych wiekiem mieszkańców Satisfied zgromadzonych wokół tronu Satis. Zostali oni oderwani od swoich obowiązków po ostatnim zdarzeniu.
- AKRIK zaatakowałeś mojego syna – odezwał się doniosły głos
Dopiero teraz dostrzegł, że sala wypełniona jest ludem Satisfied. Zdał sobie sprawę, że lud zgromadził się w jednym przypadku – jego.
- Ale ja nie wiedziałem, że to…- zaczął się tłumaczyć
- CISZA przerwał mu siedzący na Sati król Kali Pu
– Pewnie domyślasz się co oznacza twój błąd. Zaatakowałeś księcia Satisfied następcę tronu skazuje cię na wieczne wygnanie.
- Nie – krzyknął AKRIK –doskonale wiedział, co to oznacza. Podeszło do niego dwóch strażników, złapało go za skrzydła i wyprowadziło z pałacu.
Sean siedział przy laptopie. Przeglądał najnowsze wiadomości z Margo. Nagle na monitorze pojawiła się wiadomość z ostatniej chwili.
„AKRIK WYPEDZONY Z Margo”
Nie mógł uwierzyć, że sprawa się tak potoczyła. Wiedział co może grozić mu za zaatakowanie członka rodziny królewskiej ale nie przypuszczał, że dostanie on najwyższą karę. Wykręcił numer na komórce. W słuchawce odezwał się spokojny i ciepły głos mężczyzny
- Witam tu Kali Pu niestety nie mogę odebrać oddzwonię jak tylko będę mógł.
- Dziwne jeszcze nie wrócił z Margo – pomyślał wykręcają ponownie ten sam numer
- Witaj Sean
- Cześć tato
- Sean mamy tu niezły kocioł z AKRIKIEM zadzwonię później
- To może przyjdę i pomogę
- Mógłbyś przydałbyś się tutaj
- Dobrze to niedługo będę
Odłożył słuchawkę założył kurtkę i zdał sobie sprawę, że nie jest sam. Przed nim stał upadły anioł obnażony z anielskiej godności z brudnymi, połamanymi skrzydłami i w podartych szatach.
- Jak ci się udało uciec z Margo i przedostać tutaj.
- To teraz nie ważne pomóż mi odzyskać moją godność ja naprawdę nie wiedziałem, że ty to ty. Zobaczyłem, że ktoś z Was łamie przepisy i ruszyłem nie wiedziałem jakie będą tego konsekwencje.
- Powiedz to mojemu ojcu ja nic nie mogę zrobić
- Twój ojciec nie chciał mnie słuchać - Po chwili zastanowienia się dokończył – Chciałbym Cię przeprosić za całą tą sytuację
- Nie winię Cie wykonywałeś swoją pracę
- Jeśli mogę chciałbym Cię jeszcze prosić o przysługę. Nie mam dokąd pójść mógłbyś mnie przechować aż trochę cała sprawa ucichnie.
- Nie mogę trzymać zbiega ani w domu ani tutaj
- Rozumiem
- Muszę Cię wydać albo pozwolę Ci uciec. Zniknij w przeciągu 10 minut a nie wezwę ojca i straży.
I zniknął.
- AKRIK zaatakowałeś mojego syna – odezwał się doniosły głos
Dopiero teraz dostrzegł, że sala wypełniona jest ludem Satisfied. Zdał sobie sprawę, że lud zgromadził się w jednym przypadku – jego.
- Ale ja nie wiedziałem, że to…- zaczął się tłumaczyć
- CISZA przerwał mu siedzący na Sati król Kali Pu
– Pewnie domyślasz się co oznacza twój błąd. Zaatakowałeś księcia Satisfied następcę tronu skazuje cię na wieczne wygnanie.
- Nie – krzyknął AKRIK –doskonale wiedział, co to oznacza. Podeszło do niego dwóch strażników, złapało go za skrzydła i wyprowadziło z pałacu.
Sean siedział przy laptopie. Przeglądał najnowsze wiadomości z Margo. Nagle na monitorze pojawiła się wiadomość z ostatniej chwili.
„AKRIK WYPEDZONY Z Margo”
Nie mógł uwierzyć, że sprawa się tak potoczyła. Wiedział co może grozić mu za zaatakowanie członka rodziny królewskiej ale nie przypuszczał, że dostanie on najwyższą karę. Wykręcił numer na komórce. W słuchawce odezwał się spokojny i ciepły głos mężczyzny
- Witam tu Kali Pu niestety nie mogę odebrać oddzwonię jak tylko będę mógł.
- Dziwne jeszcze nie wrócił z Margo – pomyślał wykręcają ponownie ten sam numer
- Witaj Sean
- Cześć tato
- Sean mamy tu niezły kocioł z AKRIKIEM zadzwonię później
- To może przyjdę i pomogę
- Mógłbyś przydałbyś się tutaj
- Dobrze to niedługo będę
Odłożył słuchawkę założył kurtkę i zdał sobie sprawę, że nie jest sam. Przed nim stał upadły anioł obnażony z anielskiej godności z brudnymi, połamanymi skrzydłami i w podartych szatach.
- Jak ci się udało uciec z Margo i przedostać tutaj.
- To teraz nie ważne pomóż mi odzyskać moją godność ja naprawdę nie wiedziałem, że ty to ty. Zobaczyłem, że ktoś z Was łamie przepisy i ruszyłem nie wiedziałem jakie będą tego konsekwencje.
- Powiedz to mojemu ojcu ja nic nie mogę zrobić
- Twój ojciec nie chciał mnie słuchać - Po chwili zastanowienia się dokończył – Chciałbym Cię przeprosić za całą tą sytuację
- Nie winię Cie wykonywałeś swoją pracę
- Jeśli mogę chciałbym Cię jeszcze prosić o przysługę. Nie mam dokąd pójść mógłbyś mnie przechować aż trochę cała sprawa ucichnie.
- Nie mogę trzymać zbiega ani w domu ani tutaj
- Rozumiem
- Muszę Cię wydać albo pozwolę Ci uciec. Zniknij w przeciągu 10 minut a nie wezwę ojca i straży.
I zniknął.
wtorek, 29 maja 2012
Nie wiedziała, co się dzieje, nie rozumiała tego. Po raz pierwszy tak się zachował, wobec niej był jakiś oschły. Nie znała go z tej strony.
Założyła kurtkę przeciw deszczową, naciągnęła kaptur na głowę i wyszła.
Szła a raczej biegła przed siebie przez las w deszczu. Po kilku minutach dotarła do wielkiej skalnej pieczary, gdzie schował się przed deszczem. Usiadła na kamieniu, zsunęła kaptur i rozpłakała się. Płakała długo nie potrafiąc uspokoić się. Łzy spływały jej po policzkach. Nie umiała poradzić sobie sama ze sobą. Wiedziała, że wszystko jest w porządku, ale z drugiej strony czuła, że coś jest nie tak.
Po kilku godzinach po których wydawało jej się, że minęła cała wieczność. Straciła rachubę czasu i gdy tylko zrobiło się ciemno, postanowiła, że wróci. Naciągnęła kaptur na głowę, wyciągnęła z kieszeni latarkę i ruszyła w stronę domu. Wydawało jej się, że idzie całą wieczność.
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, zauważyła, go siedzącego przy ciemno szarym dużym drewnianym stole i jadł kolację. Wyglądał już całkiem odmieniony. Ubrany w białą bluzę i czarne spodnie, nie wyglądał jak wtedy kiedy widziała go po raz ostatni. Nawet do niej się, nie odezwał. Poszła od razu kuchni zrobiła herbatę i usiadła koło niego.
- Możemy teraz porozmawiać
- Gdzie byłaś
- Musiałam się przejść
- W deszczu
- Tak... możemy
Wstał nie zwracając na nią uwagi. Włożył naczynia do zmywarki. Wyciągnął dwa kieliszki i wlał do nich wino. Podszedł do stolika stojącego między kanapą a kominkiem postawił na nim kieliszki, dołożył drewna do kominka.
Ona między czasie usiadła przy samym kominku, wyciągając ręce w jego kierunku ogrzewając się.
- Teraz mogę Ci wszystko wytłumaczyć - podając jej kieliszek i siadając koło niej - Byłaś dziś razem ze mną światkiem pewnych wydarzeń, jedno było następstwem drugiego. Pierwsze z nich to narodzenie przyjaciela, nie dzieje się to zbyt często więc taki widok dla nas jest niesamowity, a co dopiero dla człowieka. Jesteś pierwsza, która to zobaczyła. Dlatego też w nocy zjawił się AKRIK.
- Kto to jest AKRIK
- AKRIK jest czymś w postaci strażnika nowo narodzonych, pilnuje by nowo narodzony trafił tam gdzie jego miejsce przeznaczenia.
- Ale co on ma wspólnego z Tobą
- Widzisz pilnuje on mojego świata i według niego złamałem prawo pokazując Ci narodziny.
- Ale mówiłeś, że załatwiłeś...
- Jest tu nowy i nie wiedział, że pochodzę z rodziny założycieli i jestem z tobą trochę innych prawach niż inni.
- Jak to przecież powinien Cię znać i wiedzieć kim jesteś.
- Nie do końca – upijając łyk wina – ponieważ ja jestem częściej z tobą i w twoim świecie
- Ale co się stało, przecież znalazłam Cię leżącego w kałuży.
- AKRIK o nic nie pyta, nie żąda wyjaśnień po prostu atakuje, nawet nie miałem szansy go powstrzymać ma bardzo wielką moc.
- Najważniejsze, że nic poważnego Ci się nie stało. – ucałowała go w czoło i posłała mu szeroki uśmiech
Posiedzieli jeszcze chwilę wtuleni, patrząc na iskry dokańczając wino.
Założyła kurtkę przeciw deszczową, naciągnęła kaptur na głowę i wyszła.
Szła a raczej biegła przed siebie przez las w deszczu. Po kilku minutach dotarła do wielkiej skalnej pieczary, gdzie schował się przed deszczem. Usiadła na kamieniu, zsunęła kaptur i rozpłakała się. Płakała długo nie potrafiąc uspokoić się. Łzy spływały jej po policzkach. Nie umiała poradzić sobie sama ze sobą. Wiedziała, że wszystko jest w porządku, ale z drugiej strony czuła, że coś jest nie tak.
Po kilku godzinach po których wydawało jej się, że minęła cała wieczność. Straciła rachubę czasu i gdy tylko zrobiło się ciemno, postanowiła, że wróci. Naciągnęła kaptur na głowę, wyciągnęła z kieszeni latarkę i ruszyła w stronę domu. Wydawało jej się, że idzie całą wieczność.
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, zauważyła, go siedzącego przy ciemno szarym dużym drewnianym stole i jadł kolację. Wyglądał już całkiem odmieniony. Ubrany w białą bluzę i czarne spodnie, nie wyglądał jak wtedy kiedy widziała go po raz ostatni. Nawet do niej się, nie odezwał. Poszła od razu kuchni zrobiła herbatę i usiadła koło niego.
- Możemy teraz porozmawiać
- Gdzie byłaś
- Musiałam się przejść
- W deszczu
- Tak... możemy
Wstał nie zwracając na nią uwagi. Włożył naczynia do zmywarki. Wyciągnął dwa kieliszki i wlał do nich wino. Podszedł do stolika stojącego między kanapą a kominkiem postawił na nim kieliszki, dołożył drewna do kominka.
Ona między czasie usiadła przy samym kominku, wyciągając ręce w jego kierunku ogrzewając się.
- Teraz mogę Ci wszystko wytłumaczyć - podając jej kieliszek i siadając koło niej - Byłaś dziś razem ze mną światkiem pewnych wydarzeń, jedno było następstwem drugiego. Pierwsze z nich to narodzenie przyjaciela, nie dzieje się to zbyt często więc taki widok dla nas jest niesamowity, a co dopiero dla człowieka. Jesteś pierwsza, która to zobaczyła. Dlatego też w nocy zjawił się AKRIK.
- Kto to jest AKRIK
- AKRIK jest czymś w postaci strażnika nowo narodzonych, pilnuje by nowo narodzony trafił tam gdzie jego miejsce przeznaczenia.
- Ale co on ma wspólnego z Tobą
- Widzisz pilnuje on mojego świata i według niego złamałem prawo pokazując Ci narodziny.
- Ale mówiłeś, że załatwiłeś...
- Jest tu nowy i nie wiedział, że pochodzę z rodziny założycieli i jestem z tobą trochę innych prawach niż inni.
- Jak to przecież powinien Cię znać i wiedzieć kim jesteś.
- Nie do końca – upijając łyk wina – ponieważ ja jestem częściej z tobą i w twoim świecie
- Ale co się stało, przecież znalazłam Cię leżącego w kałuży.
- AKRIK o nic nie pyta, nie żąda wyjaśnień po prostu atakuje, nawet nie miałem szansy go powstrzymać ma bardzo wielką moc.
- Najważniejsze, że nic poważnego Ci się nie stało. – ucałowała go w czoło i posłała mu szeroki uśmiech
Posiedzieli jeszcze chwilę wtuleni, patrząc na iskry dokańczając wino.
poniedziałek, 28 maja 2012
Obudził ją wieki huk. Był środek nocy a za oknem było jasno jak w dzień. Wyjrzała przez nie i ujrzała białą łunę a z niej wyłaniała się dziwna szara postać.
- Tylko nie patrz w jej w oczy – krzyknął wbiegając do jej pokoju
- Co się dzieje
- Nie będę Ci teraz tego tłumaczył - odpychając się od okna
-Ale…
- Nie ma żadnego ale, nie chcę Cię mieć na sumieniu
Otworzył okno i zeskoczył
Próbowała zasnąć ale nie mogła. Nadal wpatrywała się w ten sam punkt. Dopiero po kilku godzinach, gdy robiło się już jasno udało jej się w końcu.
Obudził ją głośny stukot deszczu za oknem. Ogromne krople spadały i rozbijały się na parapecie.
Sean co się z nim stało - pomyślała otwierając oczy
Miała nadzieje, że to co działo się było tylko koszmarem. Gdy wyjrzała przez okno, zauważyła leżącego go w kałuży.
- Sean – krzyknęła, zbiegając narzuciła na siebie kurtkę przeciwdeszczową.
Zbiegając ze schodów zauważyła dopiero, że leży twarzą w kałuży.
- Sean – co on Ci zrobił – odwracając go na plecy i przykładając głowę do jego serca. Poczuła ciche i wolne jego bicie. Z trudem udało jej się zaciągnąć do domu gdzie położyła go na kanapie i przykryła kocem.
Nie wiedząc ile to może potrwać. Poszła do kuchni, wzięła kubek z gorącą herbatę.
Usiadła na podłodze plecy oparła o kanapę, wzięła książkę i zanurzyła się w jego lekturę.
Po pewnym czasie Sean zaczął budzić się powoli dochodząc do siebie.
- Gdzie ja jestem – zaczął nerwowo rozglądać się po pokoju
- Już dobrze jesteś w domu
- Dziękuje – próbował podnieść się ale widać było, że sprawia mu to wielką trudność
- Możesz mi wytłumaczyć co się dzieje
- Nie teraz – wstając powoli z trudem z łóżka – Jak wrócę – poszedł do swojego pokoju zostawiając ją samą.
Otworzył drzwi do pokoju podszedł do obrazu wiszącego na ścianie przedstawiającego krajobraz jakiejś krainy dotknął drzewa i zniknął.
- Tylko nie patrz w jej w oczy – krzyknął wbiegając do jej pokoju
- Co się dzieje
- Nie będę Ci teraz tego tłumaczył - odpychając się od okna
-Ale…
- Nie ma żadnego ale, nie chcę Cię mieć na sumieniu
Otworzył okno i zeskoczył
Próbowała zasnąć ale nie mogła. Nadal wpatrywała się w ten sam punkt. Dopiero po kilku godzinach, gdy robiło się już jasno udało jej się w końcu.
Obudził ją głośny stukot deszczu za oknem. Ogromne krople spadały i rozbijały się na parapecie.
Sean co się z nim stało - pomyślała otwierając oczy
Miała nadzieje, że to co działo się było tylko koszmarem. Gdy wyjrzała przez okno, zauważyła leżącego go w kałuży.
- Sean – krzyknęła, zbiegając narzuciła na siebie kurtkę przeciwdeszczową.
Zbiegając ze schodów zauważyła dopiero, że leży twarzą w kałuży.
- Sean – co on Ci zrobił – odwracając go na plecy i przykładając głowę do jego serca. Poczuła ciche i wolne jego bicie. Z trudem udało jej się zaciągnąć do domu gdzie położyła go na kanapie i przykryła kocem.
Nie wiedząc ile to może potrwać. Poszła do kuchni, wzięła kubek z gorącą herbatę.
Usiadła na podłodze plecy oparła o kanapę, wzięła książkę i zanurzyła się w jego lekturę.
Po pewnym czasie Sean zaczął budzić się powoli dochodząc do siebie.
- Gdzie ja jestem – zaczął nerwowo rozglądać się po pokoju
- Już dobrze jesteś w domu
- Dziękuje – próbował podnieść się ale widać było, że sprawia mu to wielką trudność
- Możesz mi wytłumaczyć co się dzieje
- Nie teraz – wstając powoli z trudem z łóżka – Jak wrócę – poszedł do swojego pokoju zostawiając ją samą.
Otworzył drzwi do pokoju podszedł do obrazu wiszącego na ścianie przedstawiającego krajobraz jakiejś krainy dotknął drzewa i zniknął.
niedziela, 27 maja 2012
Zszedł na dół usiał przed kominkiem, poczuł się najszczęśliwszym aniołem. Było mu dobrze, czuł się potrzebny zasypiając po raz pierwszy od wielu lat. Obudził się gdy w kominku dogasał ostatni węgielek a za oknem robiło się jasno. Poszedł do kuchni robić śniadanie gdy usłyszał jak schodzi po schodach.
- Dzień dobry ty już na nogach - wchodząc ziewając
- Chciałem przywitać Cię pysznym śniadaniem siadaj możemy już jeść
Posprzątała po nim a on zasiadł jak to nazywał swoich „długopisowych spraw”. Zrobiła herbatę i zapukała do jego pokoju.
- Dziękuje – jeszcze mi się zejdzie
- W takim razie nie będę Ci przeszkadzać – zeszła na dół usiadła koło kominka i zabrała się do czytania książki. Nie zauważyła nawet kiedy usiadł koło niej i przez dłuższą chwilę przyglądał się jej
- Jestem teraz cały Twój – szepną jej do ucha.
- Ale mnie przestraszyłeś, to co robimy masz jakieś plan
- Tak ale nie mogę go zdradzić
- Ale jesteś tajemniczy
- Staram się – spojrzał na zegarek – zbierajmy się musimy zdążyć przed… - urwał w ostatnie chwili.
Wiedział, że o mało się nie wygadał – Chcę Ci coś pokazach
Po chwili siedzieli już w samochodzie.
Widziała w jego oczach jakiś dziwny ogień. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Chciał jak najszybciej pokazać coś co dla niego było i jest najważniejsze. Widziała jak jego serce wyrywa się i krzyczy „Spójrz to już niedaleko, zaraz wszystko zrozumiesz”.
Zatrzymali się na wielkiej polanie.
- To chciałeś mi pokazać... polanę
- Nie coś ważniejszego tylko musimy kawałek przejść
Szli chwilę gdy nagle przed nimi wyłoniły się góry, które schodziły do morza. Niebo zlewało z wodą tworząc idealną całość.
- Co to za miejsce
- Poczekaj chwilkę i patrz przed siebie
Zobaczyła miejsce z najpiękniejszym zachodem słońca na świecie.
- Czy to…
- Tak to miejsce w którym się urodziłem – objął ją w pasie i szepnął do ucha – Dziękuje to dzięki Tobie jestem tutaj. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech
- Spójrz – wskazał na niebie mały punkcik – właśnie się ktoś rodzi.
Zobaczyła jak z deszczu łez wyłania się postać dorosłego mężczyzny ubranego w bardzo elegancki garnitur idącego w ich stronę.
- Czy on do nas podejdzie
- Nie – odmachał jednak nowo narodzonemu
– To mój brat
- Przecież ty nie masz… – popatrzyła na niego ze zdziwieniem
- Od teraz mam on stanie się aniołem tak jak ja.
- Ale skąd to wiesz
- Po prostu wiedziałem, że łatwo nie się mnie nie pozbędziesz
Spojrzeli na odchodzącego, który całkowicie już zniknął.
- Będzie mu dobrze – odparł – wracajmy już.
Podczas gdy wracali do domu, żadne z nich nie miało odwagi odezwać się. Zamykając drzwi do swojego pokoju wiedziała, że coś się zmieniło,ale nie wiedziała co. Przez pół nocy nie mogła zasnąć. Patrzyła tylko w jeden mały punkt.
- Dzień dobry ty już na nogach - wchodząc ziewając
- Chciałem przywitać Cię pysznym śniadaniem siadaj możemy już jeść
Posprzątała po nim a on zasiadł jak to nazywał swoich „długopisowych spraw”. Zrobiła herbatę i zapukała do jego pokoju.
- Dziękuje – jeszcze mi się zejdzie
- W takim razie nie będę Ci przeszkadzać – zeszła na dół usiadła koło kominka i zabrała się do czytania książki. Nie zauważyła nawet kiedy usiadł koło niej i przez dłuższą chwilę przyglądał się jej
- Jestem teraz cały Twój – szepną jej do ucha.
- Ale mnie przestraszyłeś, to co robimy masz jakieś plan
- Tak ale nie mogę go zdradzić
- Ale jesteś tajemniczy
- Staram się – spojrzał na zegarek – zbierajmy się musimy zdążyć przed… - urwał w ostatnie chwili.
Wiedział, że o mało się nie wygadał – Chcę Ci coś pokazach
Po chwili siedzieli już w samochodzie.
Widziała w jego oczach jakiś dziwny ogień. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Chciał jak najszybciej pokazać coś co dla niego było i jest najważniejsze. Widziała jak jego serce wyrywa się i krzyczy „Spójrz to już niedaleko, zaraz wszystko zrozumiesz”.
Zatrzymali się na wielkiej polanie.
- To chciałeś mi pokazać... polanę
- Nie coś ważniejszego tylko musimy kawałek przejść
Szli chwilę gdy nagle przed nimi wyłoniły się góry, które schodziły do morza. Niebo zlewało z wodą tworząc idealną całość.
- Co to za miejsce
- Poczekaj chwilkę i patrz przed siebie
Zobaczyła miejsce z najpiękniejszym zachodem słońca na świecie.
- Czy to…
- Tak to miejsce w którym się urodziłem – objął ją w pasie i szepnął do ucha – Dziękuje to dzięki Tobie jestem tutaj. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech
- Spójrz – wskazał na niebie mały punkcik – właśnie się ktoś rodzi.
Zobaczyła jak z deszczu łez wyłania się postać dorosłego mężczyzny ubranego w bardzo elegancki garnitur idącego w ich stronę.
- Czy on do nas podejdzie
- Nie – odmachał jednak nowo narodzonemu
– To mój brat
- Przecież ty nie masz… – popatrzyła na niego ze zdziwieniem
- Od teraz mam on stanie się aniołem tak jak ja.
- Ale skąd to wiesz
- Po prostu wiedziałem, że łatwo nie się mnie nie pozbędziesz
Spojrzeli na odchodzącego, który całkowicie już zniknął.
- Będzie mu dobrze – odparł – wracajmy już.
Podczas gdy wracali do domu, żadne z nich nie miało odwagi odezwać się. Zamykając drzwi do swojego pokoju wiedziała, że coś się zmieniło,ale nie wiedziała co. Przez pół nocy nie mogła zasnąć. Patrzyła tylko w jeden mały punkt.
sobota, 26 maja 2012
Urodził się tam gdzie zachodzi słońce. Urodził się ze smutki, bólu, radości i łez. Z potrzeby bliskości drugiej osoby aby nie czuć się samotnym. Pojawił się z nikąd po prostu zapukał pewnego dnia do drzwi i powiedział:
- Jestem już nigdy nie będziesz samotna.
Jego świat różnił się od jej. Nie było tam żadnego bólu, smutku, łez. Wszyscy żyli czekając na swoją połówkę w rzeczywistości. Kiedy, ktoś czuł się samotnie rodziła się jego druga połówka. Kiedy jednak w rzeczywistości ktoś znalazł drugą osobę, oni umierali.
Z nim było jednak zupełnie inaczej, kiedy ona znalazła swoją połowę on nie mógł tak po prostu odejść nie potrafiąc zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Chciał przy niej zostać i się nią opiekować. I został jej aniołem opiekunem.
- Jestem już nigdy nie będziesz samotna.
Jego świat różnił się od jej. Nie było tam żadnego bólu, smutku, łez. Wszyscy żyli czekając na swoją połówkę w rzeczywistości. Kiedy, ktoś czuł się samotnie rodziła się jego druga połówka. Kiedy jednak w rzeczywistości ktoś znalazł drugą osobę, oni umierali.
Z nim było jednak zupełnie inaczej, kiedy ona znalazła swoją połowę on nie mógł tak po prostu odejść nie potrafiąc zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Chciał przy niej zostać i się nią opiekować. I został jej aniołem opiekunem.
piątek, 25 maja 2012
- Bądź gotowa na siedemnastą – usłyszała w słuchawce znajomy głos
- Ale gdzie jedziemy – próbowała się dowiedzieć
- O nic nie pytaj weź ze sobą kilka rzeczy
Po chwili siedziała z kartką w dłoni na której znajdowała się lista rzeczy, które miała wziąć ze sobą.
Te rzeczy wystarczą na co najmniej dwa tygodnie- pomyślała – dokąd on chce mnie zagrać. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że ma mało czasu. Spakowała rzeczy, wzięła krótki prysznic. Zastanawiała się co przyniesie ją ten wyjazd.
Dokładnie o siedemnastej zadzwonił telefon.
- Czekam na Ciebie na dole
Złapała w ostatniej chwili ulubioną torebkę i wybiegła w nieznane.
Wrzuciła torbę na tylnie siedzenie i zawadiacko zapytała – To gdzie jedziemy
- Nawet nie próbuj ze mnie tego wyciągnąć bo i tak się niczego nie dowiesz – odpowiedział przystojny brunet siedzący za kierownicą.
Przez całą drogę nie odzywali się ani słowem.
Po kilku godzinach dotarli do celu. Kiedy zdążyła wysiąść z samochodu zdołała wydusić z siebie.
- Ale ja tam nie mogę wejść, nie mogę.- Stała przed wielkim drewnianym domem w stylu górskim. - Dlaczego mnie tu przywiozłeś doskonale wiesz, że nam tu nie wolno wchodzić to twój świat.
- Nie przejmuj się wszystko załatwione
- Ale – zdołała z siebie wykrztusić
- Zapraszam Cię – wyciągnął rękę pokazując drzwi wejściowe - do mojego świata, świata w którym żyje.
Weszła do środka niepewnie, w końcu nie powinna tam wchodzić. Ujrzała przed sobą wielką pustkę, która rozciągała się po całym domu.
- Nie tak sobie go wyobrażałam, myślałam ,że jest... - zawahała się ale nie dokończyła
- Właśnie oto chodzi – odezwał się – bo każdy widzi go inaczej
- Dlaczego ja nic nie widzę
- Bo nie skupiłaś się dość dobrze – kładąc torby obok niej – niech marzenia staną się rzeczywistością - szepcząc jej do ucha
I zobaczyła pięknie wyposażony dom. Urządzony nowocześnie ale klasycznie. Większość mebli wykonana była z drewna z wielką białą kanapą na środku i dużym kamiennym kominkiem, w którym radośnie tańczyły iskierki. Ściany pokryte były jasnym drewnem. A na nich obrazy przedstawiające Margo.
Podniosła torbę i weszła na górę po dużych drewnianych schodach do pokoju. Zamykając za sobą drzwi położyła torbę przy dużej szafie z lustrem. Usiadła na dużym
łóżku zdejmując jeansową kurtkę, obok niego stała malutki stolik nocny, na którym położyła telefon i wyjętą z torby książkę. Po przeciwnej stronie łóżka koło szafy stała komoda w której po chwili rozłożyła swoje rzeczy.
- Podoba Ci się pokój, jaki Ci przygotowałem – zapytał wchodząc do pokoju
- Tak dziękuje - podeszła do okna - wiesz tak myślałam...zawahała się - czy będę tu szczęśliwa.
- Tak w końcu to twój świat i jest tak jak ty sobie wymarzysz - podszedł do niej i objął ją w pasie - ale o tym później, a teraz choć coś zjeść bo pewnie jesteś głodna.
- W domu chyba nic nie ma do jedzenia
- Nie przejmuj się tym moja w tym głowa, chodź zejdźmy na dół, usiądziesz sobie przy kominku a ja w tym czasie coś przygotuje.
Rozsiadła się wygodnie na kanapie i wpatrywała się w skaczące płomienie. Zrobiło jej się dobrze i poczuła bezpiecznie. Co jakiś czas delikatnie odrywała głowę by zobaczyć jak Sean krząta się po kuchni. Po dłuższej chwili z zamyślenia wyrwał ją ciepły głos.
- Kolacja gotowa zapraszam do stołu.
Przeszła przez pokój i weszła do kuchni połączonej z salonem barkiem. Kuchnia urządzona była także w drewnie a na ścianach, królował ciemny kamień. Podeszła do stołu i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Na stole leżała jej ulubiona Shoerma.
- A nie mówiłem, że jesteśmy w Twoim świecie - kładąc na stole sałatkę
- Ale jak to wszystko zrobiłeś
- Wiesz – zaśmiał się – czary mary
Po kolacji ułożyli się wygodnie na kanapie z kubkami gorącej czekolady, którą tak bardzo oboje lubili. Rozmawiali przez pół nocy o różnych rzeczach. Raz śmiali się, raz płakali czując się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. W końcu zasnęła. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, przykrył ją kocem a wychodząc z pokoju spojrzał na nią.
- Dziękuje za wszystko – wyszeptał.
- Ale gdzie jedziemy – próbowała się dowiedzieć
- O nic nie pytaj weź ze sobą kilka rzeczy
Po chwili siedziała z kartką w dłoni na której znajdowała się lista rzeczy, które miała wziąć ze sobą.
Te rzeczy wystarczą na co najmniej dwa tygodnie- pomyślała – dokąd on chce mnie zagrać. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że ma mało czasu. Spakowała rzeczy, wzięła krótki prysznic. Zastanawiała się co przyniesie ją ten wyjazd.
Dokładnie o siedemnastej zadzwonił telefon.
- Czekam na Ciebie na dole
Złapała w ostatniej chwili ulubioną torebkę i wybiegła w nieznane.
Wrzuciła torbę na tylnie siedzenie i zawadiacko zapytała – To gdzie jedziemy
- Nawet nie próbuj ze mnie tego wyciągnąć bo i tak się niczego nie dowiesz – odpowiedział przystojny brunet siedzący za kierownicą.
Przez całą drogę nie odzywali się ani słowem.
Po kilku godzinach dotarli do celu. Kiedy zdążyła wysiąść z samochodu zdołała wydusić z siebie.
- Ale ja tam nie mogę wejść, nie mogę.- Stała przed wielkim drewnianym domem w stylu górskim. - Dlaczego mnie tu przywiozłeś doskonale wiesz, że nam tu nie wolno wchodzić to twój świat.
- Nie przejmuj się wszystko załatwione
- Ale – zdołała z siebie wykrztusić
- Zapraszam Cię – wyciągnął rękę pokazując drzwi wejściowe - do mojego świata, świata w którym żyje.
Weszła do środka niepewnie, w końcu nie powinna tam wchodzić. Ujrzała przed sobą wielką pustkę, która rozciągała się po całym domu.
- Nie tak sobie go wyobrażałam, myślałam ,że jest... - zawahała się ale nie dokończyła
- Właśnie oto chodzi – odezwał się – bo każdy widzi go inaczej
- Dlaczego ja nic nie widzę
- Bo nie skupiłaś się dość dobrze – kładąc torby obok niej – niech marzenia staną się rzeczywistością - szepcząc jej do ucha
I zobaczyła pięknie wyposażony dom. Urządzony nowocześnie ale klasycznie. Większość mebli wykonana była z drewna z wielką białą kanapą na środku i dużym kamiennym kominkiem, w którym radośnie tańczyły iskierki. Ściany pokryte były jasnym drewnem. A na nich obrazy przedstawiające Margo.
Podniosła torbę i weszła na górę po dużych drewnianych schodach do pokoju. Zamykając za sobą drzwi położyła torbę przy dużej szafie z lustrem. Usiadła na dużym
łóżku zdejmując jeansową kurtkę, obok niego stała malutki stolik nocny, na którym położyła telefon i wyjętą z torby książkę. Po przeciwnej stronie łóżka koło szafy stała komoda w której po chwili rozłożyła swoje rzeczy.
- Podoba Ci się pokój, jaki Ci przygotowałem – zapytał wchodząc do pokoju
- Tak dziękuje - podeszła do okna - wiesz tak myślałam...zawahała się - czy będę tu szczęśliwa.
- Tak w końcu to twój świat i jest tak jak ty sobie wymarzysz - podszedł do niej i objął ją w pasie - ale o tym później, a teraz choć coś zjeść bo pewnie jesteś głodna.
- W domu chyba nic nie ma do jedzenia
- Nie przejmuj się tym moja w tym głowa, chodź zejdźmy na dół, usiądziesz sobie przy kominku a ja w tym czasie coś przygotuje.
Rozsiadła się wygodnie na kanapie i wpatrywała się w skaczące płomienie. Zrobiło jej się dobrze i poczuła bezpiecznie. Co jakiś czas delikatnie odrywała głowę by zobaczyć jak Sean krząta się po kuchni. Po dłuższej chwili z zamyślenia wyrwał ją ciepły głos.
- Kolacja gotowa zapraszam do stołu.
Przeszła przez pokój i weszła do kuchni połączonej z salonem barkiem. Kuchnia urządzona była także w drewnie a na ścianach, królował ciemny kamień. Podeszła do stołu i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Na stole leżała jej ulubiona Shoerma.
- A nie mówiłem, że jesteśmy w Twoim świecie - kładąc na stole sałatkę
- Ale jak to wszystko zrobiłeś
- Wiesz – zaśmiał się – czary mary
Po kolacji ułożyli się wygodnie na kanapie z kubkami gorącej czekolady, którą tak bardzo oboje lubili. Rozmawiali przez pół nocy o różnych rzeczach. Raz śmiali się, raz płakali czując się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. W końcu zasnęła. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, przykrył ją kocem a wychodząc z pokoju spojrzał na nią.
- Dziękuje za wszystko – wyszeptał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)