Obudził ją delikatne pukanie do drzwi.
- Taki ładny dzień a ty jeszcze śpisz
- Mhm – przeciągając się jeszcze zaspana
- Wstawaj bo niedługo wyjeżdżamy
- Gdzie
- Dziś jest dzień w którym poznasz moich rodziców – powiedział z radością
- Ale ja ich znam
- Moich tutejszych rodziców
- To chyba nie jest najlepszy pomysł - siadając na łózko
- Ależ tak, zobaczysz polubisz ich a oni ciebie
Po chwili siedzieli w samochodzie, jadąc w nieznaną dla niej drogą. Po godzinie jazdy podjechali do miejsca, które wyglądało jak z bajki. Wielki biały dom prezentował się wspaniale wśród wysokich drzew.
Wyszła z niego wysoka elegancko ubrana kobieta w granatowej garsonce.
- Sean jesteś... – odezwała się do syna – a to pewnie…- nie miała ochoty wypowiadać jej imienia
- Tak mamo to Amy
- Miło mi panią poznać – wyciągnęła do niej rękę ale ja po chwili cofnęła ją
- Nie przejmuj się ona tak ma - szepnął cicho do ucha
Weszli za matką do domu, który wyglądał jak muzeum. Urządzony był jak nie jeden pałac. W środku wyglądał na dużo większy niż z zewnątrz.
- A to na pewno Amy – starszy mężczyzna wychodząc z pokoju uścisnął ją z całych sił.
- Tak - uśmiechnęła się delikatnie
- Nie przejmuj się matką ona ma zawsze zły humor - pocieszył ją starszy mężczyzna
Weszli do wielkiej jasnej jadalni gdzie na środku stał wielki zastawiony różnymi potrawami stół. Stół przy którym każdy miał swoje miejsce. Przed podaniem obiadu Sean rozmawiał z rodzicami a Amy rozglądała się, podziwiając freski kremowych ścianach.Była oczarowana wystrojem i ciepłym przytulnym klimatem tego domu. Choćby zdawać się mogło, że będzie zimno i nie przyjemnie.
Usiedli do niego i zaczęli próbować różne dania. Amy coraz bardziej czuła się pewniej i nawet zaczęła rozmawiać ze wszystkimi.
Jednak było miło dopóki jego matka nie zaczęła opowiadać.
- ...A wiesz Sean spotkałam wczoraj Ditney i zaprosiłam ją na obiad, zaraz powinna być... spóźnia się.
Sean zaczął opowiadać Amy ,że Ditney była córką przyjaciół rodziców z sąsiedniego królestwa - miasteczka. Przyjaciele postanowili, że kiedy ich dzieci dorosną ożenią się i będą mieli gromadkę swoich ślicznych dzieci.
- Kiedyś mi się nawet podobała, nawet przez chwilę chciałem z nią być ale od kiedy... - nie chciał dokończyć, było widać, że było to dla niego ciężkie przeżycie. - ...i po tym coś się złamało nie chciałem jej nawet znać.
- Co zrobiłaś - ojciec zadławił się
- Zaprosiłam Ditney, wiesz synku jak bardzo bym chciała abyście byli razem – Nie zwracając uwagi na obecność Amy.
- Dość – krzyknął ojciec
Amy odłożyła sztućce, odsunęła krzesło, wstała i wychodząc odezwała się
- Przepraszam ale ja muszę już iść
- Amy poczekaj
- Nie nie ma tu miejsca dla mnie - odwróciła się i wyszła z domu
- I widzisz co zrobiłaś, przestań mieszać się w moje życie. Straciłaś w ten sposób Preston Yoke a teraz chcesz stracić mnie.
Wybiegł z domu za Amy ale nigdzie jej nie było. Wsiadł do samochodu mając nadzieje, ze daleko nie odeszła.
- O dobrze Ditney, że jesteś Sean wyszedł na chwilę ale zaraz powinien wrócić. Napijesz się herbaty mam świeżą parzoną– wskazując jej miejsce przy stole.
- Dziękuje a gdzie wyszedł - powiedziała atrakcyjna blondynka o oliwkowych figlarnych oczach
- A poszedł szukać tej… nie dokończyła bo ojciec się wtrącił
- Jesteś zadowolona właśnie straciłaś kolejnego syna. Przepraszam Cię Ditney ale nie masz tu czego szukać. Mój syn sam sobie wybierze dziewczynę.
- Ona nie da mu…
- Nawet nie kończ wyszedł i więcej nie odezwał się do żony.
Znalazł ją siedzącą na przystaniu.
- Co ja jej zrobiłam – mówiła kiedy podchodził do niej i klękając przed nią, ocierając jej łzy z policzków
- Nic ona wierzy, że ja i Ditney będziemy razem. Ale ja chcę być z tobą.
- Odwieziesz mnie do domu.
Przez resztę dnia chodziła smutna. Snuła się po całym domu, nie potrafiąc znaleźć dla siebie miejsca. Wieczorem tylko przyszła do do niego do pokoju.
- Chciałabym wrócić do domu
- Ale ty jesteś w domu
- Ale ja chcę do rzeczywistości
- Dobrze odwiozę Cię
- Dziękuje – pocałowała go w czoło - Przepraszam
czwartek, 31 maja 2012
środa, 30 maja 2012
AKRIK stał przed wielką radą rodziny założycieli we mgle po środku wielkiej sali kolumnowej. Było ich 36 najstarszych wiekiem mieszkańców Satisfied zgromadzonych wokół tronu Satis. Zostali oni oderwani od swoich obowiązków po ostatnim zdarzeniu.
- AKRIK zaatakowałeś mojego syna – odezwał się doniosły głos
Dopiero teraz dostrzegł, że sala wypełniona jest ludem Satisfied. Zdał sobie sprawę, że lud zgromadził się w jednym przypadku – jego.
- Ale ja nie wiedziałem, że to…- zaczął się tłumaczyć
- CISZA przerwał mu siedzący na Sati król Kali Pu
– Pewnie domyślasz się co oznacza twój błąd. Zaatakowałeś księcia Satisfied następcę tronu skazuje cię na wieczne wygnanie.
- Nie – krzyknął AKRIK –doskonale wiedział, co to oznacza. Podeszło do niego dwóch strażników, złapało go za skrzydła i wyprowadziło z pałacu.
Sean siedział przy laptopie. Przeglądał najnowsze wiadomości z Margo. Nagle na monitorze pojawiła się wiadomość z ostatniej chwili.
„AKRIK WYPEDZONY Z Margo”
Nie mógł uwierzyć, że sprawa się tak potoczyła. Wiedział co może grozić mu za zaatakowanie członka rodziny królewskiej ale nie przypuszczał, że dostanie on najwyższą karę. Wykręcił numer na komórce. W słuchawce odezwał się spokojny i ciepły głos mężczyzny
- Witam tu Kali Pu niestety nie mogę odebrać oddzwonię jak tylko będę mógł.
- Dziwne jeszcze nie wrócił z Margo – pomyślał wykręcają ponownie ten sam numer
- Witaj Sean
- Cześć tato
- Sean mamy tu niezły kocioł z AKRIKIEM zadzwonię później
- To może przyjdę i pomogę
- Mógłbyś przydałbyś się tutaj
- Dobrze to niedługo będę
Odłożył słuchawkę założył kurtkę i zdał sobie sprawę, że nie jest sam. Przed nim stał upadły anioł obnażony z anielskiej godności z brudnymi, połamanymi skrzydłami i w podartych szatach.
- Jak ci się udało uciec z Margo i przedostać tutaj.
- To teraz nie ważne pomóż mi odzyskać moją godność ja naprawdę nie wiedziałem, że ty to ty. Zobaczyłem, że ktoś z Was łamie przepisy i ruszyłem nie wiedziałem jakie będą tego konsekwencje.
- Powiedz to mojemu ojcu ja nic nie mogę zrobić
- Twój ojciec nie chciał mnie słuchać - Po chwili zastanowienia się dokończył – Chciałbym Cię przeprosić za całą tą sytuację
- Nie winię Cie wykonywałeś swoją pracę
- Jeśli mogę chciałbym Cię jeszcze prosić o przysługę. Nie mam dokąd pójść mógłbyś mnie przechować aż trochę cała sprawa ucichnie.
- Nie mogę trzymać zbiega ani w domu ani tutaj
- Rozumiem
- Muszę Cię wydać albo pozwolę Ci uciec. Zniknij w przeciągu 10 minut a nie wezwę ojca i straży.
I zniknął.
- AKRIK zaatakowałeś mojego syna – odezwał się doniosły głos
Dopiero teraz dostrzegł, że sala wypełniona jest ludem Satisfied. Zdał sobie sprawę, że lud zgromadził się w jednym przypadku – jego.
- Ale ja nie wiedziałem, że to…- zaczął się tłumaczyć
- CISZA przerwał mu siedzący na Sati król Kali Pu
– Pewnie domyślasz się co oznacza twój błąd. Zaatakowałeś księcia Satisfied następcę tronu skazuje cię na wieczne wygnanie.
- Nie – krzyknął AKRIK –doskonale wiedział, co to oznacza. Podeszło do niego dwóch strażników, złapało go za skrzydła i wyprowadziło z pałacu.
Sean siedział przy laptopie. Przeglądał najnowsze wiadomości z Margo. Nagle na monitorze pojawiła się wiadomość z ostatniej chwili.
„AKRIK WYPEDZONY Z Margo”
Nie mógł uwierzyć, że sprawa się tak potoczyła. Wiedział co może grozić mu za zaatakowanie członka rodziny królewskiej ale nie przypuszczał, że dostanie on najwyższą karę. Wykręcił numer na komórce. W słuchawce odezwał się spokojny i ciepły głos mężczyzny
- Witam tu Kali Pu niestety nie mogę odebrać oddzwonię jak tylko będę mógł.
- Dziwne jeszcze nie wrócił z Margo – pomyślał wykręcają ponownie ten sam numer
- Witaj Sean
- Cześć tato
- Sean mamy tu niezły kocioł z AKRIKIEM zadzwonię później
- To może przyjdę i pomogę
- Mógłbyś przydałbyś się tutaj
- Dobrze to niedługo będę
Odłożył słuchawkę założył kurtkę i zdał sobie sprawę, że nie jest sam. Przed nim stał upadły anioł obnażony z anielskiej godności z brudnymi, połamanymi skrzydłami i w podartych szatach.
- Jak ci się udało uciec z Margo i przedostać tutaj.
- To teraz nie ważne pomóż mi odzyskać moją godność ja naprawdę nie wiedziałem, że ty to ty. Zobaczyłem, że ktoś z Was łamie przepisy i ruszyłem nie wiedziałem jakie będą tego konsekwencje.
- Powiedz to mojemu ojcu ja nic nie mogę zrobić
- Twój ojciec nie chciał mnie słuchać - Po chwili zastanowienia się dokończył – Chciałbym Cię przeprosić za całą tą sytuację
- Nie winię Cie wykonywałeś swoją pracę
- Jeśli mogę chciałbym Cię jeszcze prosić o przysługę. Nie mam dokąd pójść mógłbyś mnie przechować aż trochę cała sprawa ucichnie.
- Nie mogę trzymać zbiega ani w domu ani tutaj
- Rozumiem
- Muszę Cię wydać albo pozwolę Ci uciec. Zniknij w przeciągu 10 minut a nie wezwę ojca i straży.
I zniknął.
wtorek, 29 maja 2012
Nie wiedziała, co się dzieje, nie rozumiała tego. Po raz pierwszy tak się zachował, wobec niej był jakiś oschły. Nie znała go z tej strony.
Założyła kurtkę przeciw deszczową, naciągnęła kaptur na głowę i wyszła.
Szła a raczej biegła przed siebie przez las w deszczu. Po kilku minutach dotarła do wielkiej skalnej pieczary, gdzie schował się przed deszczem. Usiadła na kamieniu, zsunęła kaptur i rozpłakała się. Płakała długo nie potrafiąc uspokoić się. Łzy spływały jej po policzkach. Nie umiała poradzić sobie sama ze sobą. Wiedziała, że wszystko jest w porządku, ale z drugiej strony czuła, że coś jest nie tak.
Po kilku godzinach po których wydawało jej się, że minęła cała wieczność. Straciła rachubę czasu i gdy tylko zrobiło się ciemno, postanowiła, że wróci. Naciągnęła kaptur na głowę, wyciągnęła z kieszeni latarkę i ruszyła w stronę domu. Wydawało jej się, że idzie całą wieczność.
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, zauważyła, go siedzącego przy ciemno szarym dużym drewnianym stole i jadł kolację. Wyglądał już całkiem odmieniony. Ubrany w białą bluzę i czarne spodnie, nie wyglądał jak wtedy kiedy widziała go po raz ostatni. Nawet do niej się, nie odezwał. Poszła od razu kuchni zrobiła herbatę i usiadła koło niego.
- Możemy teraz porozmawiać
- Gdzie byłaś
- Musiałam się przejść
- W deszczu
- Tak... możemy
Wstał nie zwracając na nią uwagi. Włożył naczynia do zmywarki. Wyciągnął dwa kieliszki i wlał do nich wino. Podszedł do stolika stojącego między kanapą a kominkiem postawił na nim kieliszki, dołożył drewna do kominka.
Ona między czasie usiadła przy samym kominku, wyciągając ręce w jego kierunku ogrzewając się.
- Teraz mogę Ci wszystko wytłumaczyć - podając jej kieliszek i siadając koło niej - Byłaś dziś razem ze mną światkiem pewnych wydarzeń, jedno było następstwem drugiego. Pierwsze z nich to narodzenie przyjaciela, nie dzieje się to zbyt często więc taki widok dla nas jest niesamowity, a co dopiero dla człowieka. Jesteś pierwsza, która to zobaczyła. Dlatego też w nocy zjawił się AKRIK.
- Kto to jest AKRIK
- AKRIK jest czymś w postaci strażnika nowo narodzonych, pilnuje by nowo narodzony trafił tam gdzie jego miejsce przeznaczenia.
- Ale co on ma wspólnego z Tobą
- Widzisz pilnuje on mojego świata i według niego złamałem prawo pokazując Ci narodziny.
- Ale mówiłeś, że załatwiłeś...
- Jest tu nowy i nie wiedział, że pochodzę z rodziny założycieli i jestem z tobą trochę innych prawach niż inni.
- Jak to przecież powinien Cię znać i wiedzieć kim jesteś.
- Nie do końca – upijając łyk wina – ponieważ ja jestem częściej z tobą i w twoim świecie
- Ale co się stało, przecież znalazłam Cię leżącego w kałuży.
- AKRIK o nic nie pyta, nie żąda wyjaśnień po prostu atakuje, nawet nie miałem szansy go powstrzymać ma bardzo wielką moc.
- Najważniejsze, że nic poważnego Ci się nie stało. – ucałowała go w czoło i posłała mu szeroki uśmiech
Posiedzieli jeszcze chwilę wtuleni, patrząc na iskry dokańczając wino.
Założyła kurtkę przeciw deszczową, naciągnęła kaptur na głowę i wyszła.
Szła a raczej biegła przed siebie przez las w deszczu. Po kilku minutach dotarła do wielkiej skalnej pieczary, gdzie schował się przed deszczem. Usiadła na kamieniu, zsunęła kaptur i rozpłakała się. Płakała długo nie potrafiąc uspokoić się. Łzy spływały jej po policzkach. Nie umiała poradzić sobie sama ze sobą. Wiedziała, że wszystko jest w porządku, ale z drugiej strony czuła, że coś jest nie tak.
Po kilku godzinach po których wydawało jej się, że minęła cała wieczność. Straciła rachubę czasu i gdy tylko zrobiło się ciemno, postanowiła, że wróci. Naciągnęła kaptur na głowę, wyciągnęła z kieszeni latarkę i ruszyła w stronę domu. Wydawało jej się, że idzie całą wieczność.
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, zauważyła, go siedzącego przy ciemno szarym dużym drewnianym stole i jadł kolację. Wyglądał już całkiem odmieniony. Ubrany w białą bluzę i czarne spodnie, nie wyglądał jak wtedy kiedy widziała go po raz ostatni. Nawet do niej się, nie odezwał. Poszła od razu kuchni zrobiła herbatę i usiadła koło niego.
- Możemy teraz porozmawiać
- Gdzie byłaś
- Musiałam się przejść
- W deszczu
- Tak... możemy
Wstał nie zwracając na nią uwagi. Włożył naczynia do zmywarki. Wyciągnął dwa kieliszki i wlał do nich wino. Podszedł do stolika stojącego między kanapą a kominkiem postawił na nim kieliszki, dołożył drewna do kominka.
Ona między czasie usiadła przy samym kominku, wyciągając ręce w jego kierunku ogrzewając się.
- Teraz mogę Ci wszystko wytłumaczyć - podając jej kieliszek i siadając koło niej - Byłaś dziś razem ze mną światkiem pewnych wydarzeń, jedno było następstwem drugiego. Pierwsze z nich to narodzenie przyjaciela, nie dzieje się to zbyt często więc taki widok dla nas jest niesamowity, a co dopiero dla człowieka. Jesteś pierwsza, która to zobaczyła. Dlatego też w nocy zjawił się AKRIK.
- Kto to jest AKRIK
- AKRIK jest czymś w postaci strażnika nowo narodzonych, pilnuje by nowo narodzony trafił tam gdzie jego miejsce przeznaczenia.
- Ale co on ma wspólnego z Tobą
- Widzisz pilnuje on mojego świata i według niego złamałem prawo pokazując Ci narodziny.
- Ale mówiłeś, że załatwiłeś...
- Jest tu nowy i nie wiedział, że pochodzę z rodziny założycieli i jestem z tobą trochę innych prawach niż inni.
- Jak to przecież powinien Cię znać i wiedzieć kim jesteś.
- Nie do końca – upijając łyk wina – ponieważ ja jestem częściej z tobą i w twoim świecie
- Ale co się stało, przecież znalazłam Cię leżącego w kałuży.
- AKRIK o nic nie pyta, nie żąda wyjaśnień po prostu atakuje, nawet nie miałem szansy go powstrzymać ma bardzo wielką moc.
- Najważniejsze, że nic poważnego Ci się nie stało. – ucałowała go w czoło i posłała mu szeroki uśmiech
Posiedzieli jeszcze chwilę wtuleni, patrząc na iskry dokańczając wino.
poniedziałek, 28 maja 2012
Obudził ją wieki huk. Był środek nocy a za oknem było jasno jak w dzień. Wyjrzała przez nie i ujrzała białą łunę a z niej wyłaniała się dziwna szara postać.
- Tylko nie patrz w jej w oczy – krzyknął wbiegając do jej pokoju
- Co się dzieje
- Nie będę Ci teraz tego tłumaczył - odpychając się od okna
-Ale…
- Nie ma żadnego ale, nie chcę Cię mieć na sumieniu
Otworzył okno i zeskoczył
Próbowała zasnąć ale nie mogła. Nadal wpatrywała się w ten sam punkt. Dopiero po kilku godzinach, gdy robiło się już jasno udało jej się w końcu.
Obudził ją głośny stukot deszczu za oknem. Ogromne krople spadały i rozbijały się na parapecie.
Sean co się z nim stało - pomyślała otwierając oczy
Miała nadzieje, że to co działo się było tylko koszmarem. Gdy wyjrzała przez okno, zauważyła leżącego go w kałuży.
- Sean – krzyknęła, zbiegając narzuciła na siebie kurtkę przeciwdeszczową.
Zbiegając ze schodów zauważyła dopiero, że leży twarzą w kałuży.
- Sean – co on Ci zrobił – odwracając go na plecy i przykładając głowę do jego serca. Poczuła ciche i wolne jego bicie. Z trudem udało jej się zaciągnąć do domu gdzie położyła go na kanapie i przykryła kocem.
Nie wiedząc ile to może potrwać. Poszła do kuchni, wzięła kubek z gorącą herbatę.
Usiadła na podłodze plecy oparła o kanapę, wzięła książkę i zanurzyła się w jego lekturę.
Po pewnym czasie Sean zaczął budzić się powoli dochodząc do siebie.
- Gdzie ja jestem – zaczął nerwowo rozglądać się po pokoju
- Już dobrze jesteś w domu
- Dziękuje – próbował podnieść się ale widać było, że sprawia mu to wielką trudność
- Możesz mi wytłumaczyć co się dzieje
- Nie teraz – wstając powoli z trudem z łóżka – Jak wrócę – poszedł do swojego pokoju zostawiając ją samą.
Otworzył drzwi do pokoju podszedł do obrazu wiszącego na ścianie przedstawiającego krajobraz jakiejś krainy dotknął drzewa i zniknął.
- Tylko nie patrz w jej w oczy – krzyknął wbiegając do jej pokoju
- Co się dzieje
- Nie będę Ci teraz tego tłumaczył - odpychając się od okna
-Ale…
- Nie ma żadnego ale, nie chcę Cię mieć na sumieniu
Otworzył okno i zeskoczył
Próbowała zasnąć ale nie mogła. Nadal wpatrywała się w ten sam punkt. Dopiero po kilku godzinach, gdy robiło się już jasno udało jej się w końcu.
Obudził ją głośny stukot deszczu za oknem. Ogromne krople spadały i rozbijały się na parapecie.
Sean co się z nim stało - pomyślała otwierając oczy
Miała nadzieje, że to co działo się było tylko koszmarem. Gdy wyjrzała przez okno, zauważyła leżącego go w kałuży.
- Sean – krzyknęła, zbiegając narzuciła na siebie kurtkę przeciwdeszczową.
Zbiegając ze schodów zauważyła dopiero, że leży twarzą w kałuży.
- Sean – co on Ci zrobił – odwracając go na plecy i przykładając głowę do jego serca. Poczuła ciche i wolne jego bicie. Z trudem udało jej się zaciągnąć do domu gdzie położyła go na kanapie i przykryła kocem.
Nie wiedząc ile to może potrwać. Poszła do kuchni, wzięła kubek z gorącą herbatę.
Usiadła na podłodze plecy oparła o kanapę, wzięła książkę i zanurzyła się w jego lekturę.
Po pewnym czasie Sean zaczął budzić się powoli dochodząc do siebie.
- Gdzie ja jestem – zaczął nerwowo rozglądać się po pokoju
- Już dobrze jesteś w domu
- Dziękuje – próbował podnieść się ale widać było, że sprawia mu to wielką trudność
- Możesz mi wytłumaczyć co się dzieje
- Nie teraz – wstając powoli z trudem z łóżka – Jak wrócę – poszedł do swojego pokoju zostawiając ją samą.
Otworzył drzwi do pokoju podszedł do obrazu wiszącego na ścianie przedstawiającego krajobraz jakiejś krainy dotknął drzewa i zniknął.
niedziela, 27 maja 2012
Zszedł na dół usiał przed kominkiem, poczuł się najszczęśliwszym aniołem. Było mu dobrze, czuł się potrzebny zasypiając po raz pierwszy od wielu lat. Obudził się gdy w kominku dogasał ostatni węgielek a za oknem robiło się jasno. Poszedł do kuchni robić śniadanie gdy usłyszał jak schodzi po schodach.
- Dzień dobry ty już na nogach - wchodząc ziewając
- Chciałem przywitać Cię pysznym śniadaniem siadaj możemy już jeść
Posprzątała po nim a on zasiadł jak to nazywał swoich „długopisowych spraw”. Zrobiła herbatę i zapukała do jego pokoju.
- Dziękuje – jeszcze mi się zejdzie
- W takim razie nie będę Ci przeszkadzać – zeszła na dół usiadła koło kominka i zabrała się do czytania książki. Nie zauważyła nawet kiedy usiadł koło niej i przez dłuższą chwilę przyglądał się jej
- Jestem teraz cały Twój – szepną jej do ucha.
- Ale mnie przestraszyłeś, to co robimy masz jakieś plan
- Tak ale nie mogę go zdradzić
- Ale jesteś tajemniczy
- Staram się – spojrzał na zegarek – zbierajmy się musimy zdążyć przed… - urwał w ostatnie chwili.
Wiedział, że o mało się nie wygadał – Chcę Ci coś pokazach
Po chwili siedzieli już w samochodzie.
Widziała w jego oczach jakiś dziwny ogień. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Chciał jak najszybciej pokazać coś co dla niego było i jest najważniejsze. Widziała jak jego serce wyrywa się i krzyczy „Spójrz to już niedaleko, zaraz wszystko zrozumiesz”.
Zatrzymali się na wielkiej polanie.
- To chciałeś mi pokazać... polanę
- Nie coś ważniejszego tylko musimy kawałek przejść
Szli chwilę gdy nagle przed nimi wyłoniły się góry, które schodziły do morza. Niebo zlewało z wodą tworząc idealną całość.
- Co to za miejsce
- Poczekaj chwilkę i patrz przed siebie
Zobaczyła miejsce z najpiękniejszym zachodem słońca na świecie.
- Czy to…
- Tak to miejsce w którym się urodziłem – objął ją w pasie i szepnął do ucha – Dziękuje to dzięki Tobie jestem tutaj. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech
- Spójrz – wskazał na niebie mały punkcik – właśnie się ktoś rodzi.
Zobaczyła jak z deszczu łez wyłania się postać dorosłego mężczyzny ubranego w bardzo elegancki garnitur idącego w ich stronę.
- Czy on do nas podejdzie
- Nie – odmachał jednak nowo narodzonemu
– To mój brat
- Przecież ty nie masz… – popatrzyła na niego ze zdziwieniem
- Od teraz mam on stanie się aniołem tak jak ja.
- Ale skąd to wiesz
- Po prostu wiedziałem, że łatwo nie się mnie nie pozbędziesz
Spojrzeli na odchodzącego, który całkowicie już zniknął.
- Będzie mu dobrze – odparł – wracajmy już.
Podczas gdy wracali do domu, żadne z nich nie miało odwagi odezwać się. Zamykając drzwi do swojego pokoju wiedziała, że coś się zmieniło,ale nie wiedziała co. Przez pół nocy nie mogła zasnąć. Patrzyła tylko w jeden mały punkt.
- Dzień dobry ty już na nogach - wchodząc ziewając
- Chciałem przywitać Cię pysznym śniadaniem siadaj możemy już jeść
Posprzątała po nim a on zasiadł jak to nazywał swoich „długopisowych spraw”. Zrobiła herbatę i zapukała do jego pokoju.
- Dziękuje – jeszcze mi się zejdzie
- W takim razie nie będę Ci przeszkadzać – zeszła na dół usiadła koło kominka i zabrała się do czytania książki. Nie zauważyła nawet kiedy usiadł koło niej i przez dłuższą chwilę przyglądał się jej
- Jestem teraz cały Twój – szepną jej do ucha.
- Ale mnie przestraszyłeś, to co robimy masz jakieś plan
- Tak ale nie mogę go zdradzić
- Ale jesteś tajemniczy
- Staram się – spojrzał na zegarek – zbierajmy się musimy zdążyć przed… - urwał w ostatnie chwili.
Wiedział, że o mało się nie wygadał – Chcę Ci coś pokazach
Po chwili siedzieli już w samochodzie.
Widziała w jego oczach jakiś dziwny ogień. Nigdy nie widziała go w takim stanie. Chciał jak najszybciej pokazać coś co dla niego było i jest najważniejsze. Widziała jak jego serce wyrywa się i krzyczy „Spójrz to już niedaleko, zaraz wszystko zrozumiesz”.
Zatrzymali się na wielkiej polanie.
- To chciałeś mi pokazać... polanę
- Nie coś ważniejszego tylko musimy kawałek przejść
Szli chwilę gdy nagle przed nimi wyłoniły się góry, które schodziły do morza. Niebo zlewało z wodą tworząc idealną całość.
- Co to za miejsce
- Poczekaj chwilkę i patrz przed siebie
Zobaczyła miejsce z najpiękniejszym zachodem słońca na świecie.
- Czy to…
- Tak to miejsce w którym się urodziłem – objął ją w pasie i szepnął do ucha – Dziękuje to dzięki Tobie jestem tutaj. Na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech
- Spójrz – wskazał na niebie mały punkcik – właśnie się ktoś rodzi.
Zobaczyła jak z deszczu łez wyłania się postać dorosłego mężczyzny ubranego w bardzo elegancki garnitur idącego w ich stronę.
- Czy on do nas podejdzie
- Nie – odmachał jednak nowo narodzonemu
– To mój brat
- Przecież ty nie masz… – popatrzyła na niego ze zdziwieniem
- Od teraz mam on stanie się aniołem tak jak ja.
- Ale skąd to wiesz
- Po prostu wiedziałem, że łatwo nie się mnie nie pozbędziesz
Spojrzeli na odchodzącego, który całkowicie już zniknął.
- Będzie mu dobrze – odparł – wracajmy już.
Podczas gdy wracali do domu, żadne z nich nie miało odwagi odezwać się. Zamykając drzwi do swojego pokoju wiedziała, że coś się zmieniło,ale nie wiedziała co. Przez pół nocy nie mogła zasnąć. Patrzyła tylko w jeden mały punkt.
sobota, 26 maja 2012
Urodził się tam gdzie zachodzi słońce. Urodził się ze smutki, bólu, radości i łez. Z potrzeby bliskości drugiej osoby aby nie czuć się samotnym. Pojawił się z nikąd po prostu zapukał pewnego dnia do drzwi i powiedział:
- Jestem już nigdy nie będziesz samotna.
Jego świat różnił się od jej. Nie było tam żadnego bólu, smutku, łez. Wszyscy żyli czekając na swoją połówkę w rzeczywistości. Kiedy, ktoś czuł się samotnie rodziła się jego druga połówka. Kiedy jednak w rzeczywistości ktoś znalazł drugą osobę, oni umierali.
Z nim było jednak zupełnie inaczej, kiedy ona znalazła swoją połowę on nie mógł tak po prostu odejść nie potrafiąc zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Chciał przy niej zostać i się nią opiekować. I został jej aniołem opiekunem.
- Jestem już nigdy nie będziesz samotna.
Jego świat różnił się od jej. Nie było tam żadnego bólu, smutku, łez. Wszyscy żyli czekając na swoją połówkę w rzeczywistości. Kiedy, ktoś czuł się samotnie rodziła się jego druga połówka. Kiedy jednak w rzeczywistości ktoś znalazł drugą osobę, oni umierali.
Z nim było jednak zupełnie inaczej, kiedy ona znalazła swoją połowę on nie mógł tak po prostu odejść nie potrafiąc zrozumieć dlaczego tak się dzieje. Chciał przy niej zostać i się nią opiekować. I został jej aniołem opiekunem.
piątek, 25 maja 2012
- Bądź gotowa na siedemnastą – usłyszała w słuchawce znajomy głos
- Ale gdzie jedziemy – próbowała się dowiedzieć
- O nic nie pytaj weź ze sobą kilka rzeczy
Po chwili siedziała z kartką w dłoni na której znajdowała się lista rzeczy, które miała wziąć ze sobą.
Te rzeczy wystarczą na co najmniej dwa tygodnie- pomyślała – dokąd on chce mnie zagrać. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że ma mało czasu. Spakowała rzeczy, wzięła krótki prysznic. Zastanawiała się co przyniesie ją ten wyjazd.
Dokładnie o siedemnastej zadzwonił telefon.
- Czekam na Ciebie na dole
Złapała w ostatniej chwili ulubioną torebkę i wybiegła w nieznane.
Wrzuciła torbę na tylnie siedzenie i zawadiacko zapytała – To gdzie jedziemy
- Nawet nie próbuj ze mnie tego wyciągnąć bo i tak się niczego nie dowiesz – odpowiedział przystojny brunet siedzący za kierownicą.
Przez całą drogę nie odzywali się ani słowem.
Po kilku godzinach dotarli do celu. Kiedy zdążyła wysiąść z samochodu zdołała wydusić z siebie.
- Ale ja tam nie mogę wejść, nie mogę.- Stała przed wielkim drewnianym domem w stylu górskim. - Dlaczego mnie tu przywiozłeś doskonale wiesz, że nam tu nie wolno wchodzić to twój świat.
- Nie przejmuj się wszystko załatwione
- Ale – zdołała z siebie wykrztusić
- Zapraszam Cię – wyciągnął rękę pokazując drzwi wejściowe - do mojego świata, świata w którym żyje.
Weszła do środka niepewnie, w końcu nie powinna tam wchodzić. Ujrzała przed sobą wielką pustkę, która rozciągała się po całym domu.
- Nie tak sobie go wyobrażałam, myślałam ,że jest... - zawahała się ale nie dokończyła
- Właśnie oto chodzi – odezwał się – bo każdy widzi go inaczej
- Dlaczego ja nic nie widzę
- Bo nie skupiłaś się dość dobrze – kładąc torby obok niej – niech marzenia staną się rzeczywistością - szepcząc jej do ucha
I zobaczyła pięknie wyposażony dom. Urządzony nowocześnie ale klasycznie. Większość mebli wykonana była z drewna z wielką białą kanapą na środku i dużym kamiennym kominkiem, w którym radośnie tańczyły iskierki. Ściany pokryte były jasnym drewnem. A na nich obrazy przedstawiające Margo.
Podniosła torbę i weszła na górę po dużych drewnianych schodach do pokoju. Zamykając za sobą drzwi położyła torbę przy dużej szafie z lustrem. Usiadła na dużym
łóżku zdejmując jeansową kurtkę, obok niego stała malutki stolik nocny, na którym położyła telefon i wyjętą z torby książkę. Po przeciwnej stronie łóżka koło szafy stała komoda w której po chwili rozłożyła swoje rzeczy.
- Podoba Ci się pokój, jaki Ci przygotowałem – zapytał wchodząc do pokoju
- Tak dziękuje - podeszła do okna - wiesz tak myślałam...zawahała się - czy będę tu szczęśliwa.
- Tak w końcu to twój świat i jest tak jak ty sobie wymarzysz - podszedł do niej i objął ją w pasie - ale o tym później, a teraz choć coś zjeść bo pewnie jesteś głodna.
- W domu chyba nic nie ma do jedzenia
- Nie przejmuj się tym moja w tym głowa, chodź zejdźmy na dół, usiądziesz sobie przy kominku a ja w tym czasie coś przygotuje.
Rozsiadła się wygodnie na kanapie i wpatrywała się w skaczące płomienie. Zrobiło jej się dobrze i poczuła bezpiecznie. Co jakiś czas delikatnie odrywała głowę by zobaczyć jak Sean krząta się po kuchni. Po dłuższej chwili z zamyślenia wyrwał ją ciepły głos.
- Kolacja gotowa zapraszam do stołu.
Przeszła przez pokój i weszła do kuchni połączonej z salonem barkiem. Kuchnia urządzona była także w drewnie a na ścianach, królował ciemny kamień. Podeszła do stołu i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Na stole leżała jej ulubiona Shoerma.
- A nie mówiłem, że jesteśmy w Twoim świecie - kładąc na stole sałatkę
- Ale jak to wszystko zrobiłeś
- Wiesz – zaśmiał się – czary mary
Po kolacji ułożyli się wygodnie na kanapie z kubkami gorącej czekolady, którą tak bardzo oboje lubili. Rozmawiali przez pół nocy o różnych rzeczach. Raz śmiali się, raz płakali czując się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. W końcu zasnęła. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, przykrył ją kocem a wychodząc z pokoju spojrzał na nią.
- Dziękuje za wszystko – wyszeptał.
- Ale gdzie jedziemy – próbowała się dowiedzieć
- O nic nie pytaj weź ze sobą kilka rzeczy
Po chwili siedziała z kartką w dłoni na której znajdowała się lista rzeczy, które miała wziąć ze sobą.
Te rzeczy wystarczą na co najmniej dwa tygodnie- pomyślała – dokąd on chce mnie zagrać. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że ma mało czasu. Spakowała rzeczy, wzięła krótki prysznic. Zastanawiała się co przyniesie ją ten wyjazd.
Dokładnie o siedemnastej zadzwonił telefon.
- Czekam na Ciebie na dole
Złapała w ostatniej chwili ulubioną torebkę i wybiegła w nieznane.
Wrzuciła torbę na tylnie siedzenie i zawadiacko zapytała – To gdzie jedziemy
- Nawet nie próbuj ze mnie tego wyciągnąć bo i tak się niczego nie dowiesz – odpowiedział przystojny brunet siedzący za kierownicą.
Przez całą drogę nie odzywali się ani słowem.
Po kilku godzinach dotarli do celu. Kiedy zdążyła wysiąść z samochodu zdołała wydusić z siebie.
- Ale ja tam nie mogę wejść, nie mogę.- Stała przed wielkim drewnianym domem w stylu górskim. - Dlaczego mnie tu przywiozłeś doskonale wiesz, że nam tu nie wolno wchodzić to twój świat.
- Nie przejmuj się wszystko załatwione
- Ale – zdołała z siebie wykrztusić
- Zapraszam Cię – wyciągnął rękę pokazując drzwi wejściowe - do mojego świata, świata w którym żyje.
Weszła do środka niepewnie, w końcu nie powinna tam wchodzić. Ujrzała przed sobą wielką pustkę, która rozciągała się po całym domu.
- Nie tak sobie go wyobrażałam, myślałam ,że jest... - zawahała się ale nie dokończyła
- Właśnie oto chodzi – odezwał się – bo każdy widzi go inaczej
- Dlaczego ja nic nie widzę
- Bo nie skupiłaś się dość dobrze – kładąc torby obok niej – niech marzenia staną się rzeczywistością - szepcząc jej do ucha
I zobaczyła pięknie wyposażony dom. Urządzony nowocześnie ale klasycznie. Większość mebli wykonana była z drewna z wielką białą kanapą na środku i dużym kamiennym kominkiem, w którym radośnie tańczyły iskierki. Ściany pokryte były jasnym drewnem. A na nich obrazy przedstawiające Margo.
Podniosła torbę i weszła na górę po dużych drewnianych schodach do pokoju. Zamykając za sobą drzwi położyła torbę przy dużej szafie z lustrem. Usiadła na dużym
łóżku zdejmując jeansową kurtkę, obok niego stała malutki stolik nocny, na którym położyła telefon i wyjętą z torby książkę. Po przeciwnej stronie łóżka koło szafy stała komoda w której po chwili rozłożyła swoje rzeczy.
- Podoba Ci się pokój, jaki Ci przygotowałem – zapytał wchodząc do pokoju
- Tak dziękuje - podeszła do okna - wiesz tak myślałam...zawahała się - czy będę tu szczęśliwa.
- Tak w końcu to twój świat i jest tak jak ty sobie wymarzysz - podszedł do niej i objął ją w pasie - ale o tym później, a teraz choć coś zjeść bo pewnie jesteś głodna.
- W domu chyba nic nie ma do jedzenia
- Nie przejmuj się tym moja w tym głowa, chodź zejdźmy na dół, usiądziesz sobie przy kominku a ja w tym czasie coś przygotuje.
Rozsiadła się wygodnie na kanapie i wpatrywała się w skaczące płomienie. Zrobiło jej się dobrze i poczuła bezpiecznie. Co jakiś czas delikatnie odrywała głowę by zobaczyć jak Sean krząta się po kuchni. Po dłuższej chwili z zamyślenia wyrwał ją ciepły głos.
- Kolacja gotowa zapraszam do stołu.
Przeszła przez pokój i weszła do kuchni połączonej z salonem barkiem. Kuchnia urządzona była także w drewnie a na ścianach, królował ciemny kamień. Podeszła do stołu i nie mogła uwierzyć w to co zobaczyła. Na stole leżała jej ulubiona Shoerma.
- A nie mówiłem, że jesteśmy w Twoim świecie - kładąc na stole sałatkę
- Ale jak to wszystko zrobiłeś
- Wiesz – zaśmiał się – czary mary
Po kolacji ułożyli się wygodnie na kanapie z kubkami gorącej czekolady, którą tak bardzo oboje lubili. Rozmawiali przez pół nocy o różnych rzeczach. Raz śmiali się, raz płakali czując się bardzo dobrze w swoim towarzystwie. W końcu zasnęła. Wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju, przykrył ją kocem a wychodząc z pokoju spojrzał na nią.
- Dziękuje za wszystko – wyszeptał.
Subskrybuj:
Posty (Atom)