Minął ponad miesiąc od ostatnich wydarzeń. Amy całkiem doszła do siebie i powoli zapomniała o wydarzeniach związanych z AMCHOK. Pewnego wieczoru kiedy siedzieli w bibliotece wypełnionej od podłogi do sufitu regałami z książkami przed wielkim kominkiem z którego buchały wielkie płomienie.
- Czy sprawisz mi tą przyjemność i będziesz towarzyszyć mi w najważniejszej kolacji Margo w roku – zapytał poważnym tonem
- Ale nie wiem czy powinnam
- Ależ tak, a po za tym nie odmawia się księciu – uśmiechając się łobuzersko
- Księciu może nie ale tobie – zaśmiała się – to kiedy jest ta kolacja
- Jutro wieczorem
- Ale ja nie ma w co się ubrać – spojrzała na niego z przerażeniem.
- Ach te kobiety moją cała szafę wypchaną ubraniami, że czasami nie można jej domknąć i nie mają w co się ubrać – powiedział z przekąsem
Przybyli na miejsce południu.
Gdy tylko przekroczyli bramy miasta od razu można było zaobserwować podniosłą atmosferę panująca wśród mieszkańców. Ludzie przygotowywali się do dzisiejszego wydarzenia. Jedni sprzątali ulice, drudzy robili i wieszali dekoracje. A jeszcze inni wesoło podśpiewywali niosąc różne pudła w stronę zamku.
Nie mieli zbyt dużo czasu na swoje przygotowania, dlatego oddał ją pod opiekę dwórek a sam poszedł wypełnić część książęcych obowiązków.
Dwórki pomogły się jej ubrać. Założyła długą czarną welurową suknie bez ramiączek, delikatny naszyjnik i buty na wysokim obcasie. Włosy delikatnie upięła.
- Gotowa – zajrzał do pokoju kiedy zakładała bransoletkę na rękę
- Tak – delikatnie uśmiechając się
Był pod wielkim wrażeniem Amy, dla niego zawsze była najpiękniejsza, ale kiedy ją teraz zobaczył zakochał się w niej ponownie.
Wszyscy zebrali się w sali kolumnowej. Amy i Sean zajęli miejsce razem z rodziną królewską. Można było wyczuć podniosłą atmosferę panującą wśród przybyłych na dzisiejszą uroczystość. W wielkiej sali zebrali się wszyscy przedstawiciele ludu.
Wszyscy od ambasadorów do rzemieślników elegancko ubrani, panowie we frakach, panie w wieczorowych sukniach powoli zajmowali miejsca. Najstarsi z najstarszych zasiadali na swoich tronach zawieszonych nad salą. Co oznaczało, że król z królową za chwilę się pojawią.
Nagle zabrzmiały fanfary. Wszystkie głosy i szepty ucichły. Zgromadzeni na sali czekali na pojawienie się najważniejszych gospodarzy dzisiejszej uroczystości. Fanfary ucichły a przed zgromadzonymi wyrósł z podziemi Sati tron władców bogato zdobiony na którym zasiadał KALI – PU obok niego pojawiała się królowa siedząca na mniejszej wersji Sati.
Król przemówił:
- Moi mili zebraliśmy się dzisiaj...
Przemowa jak co roku była długa ale opowiedziana taki sposób, że nikt ze zgromadzonych nie zauważył ile czasu minęło. Po przemowie króla kilka słów do żeńskiej widowni skierowała królowa. Dziękując wszystkim za wkład i życie w miasto. Po tych podziękowaniach swoje przemówienia wygłosili wszyscy przedstawiciele mieszkańców. Po części oficjalnej wszyscy zasiedli do bogato zastawionego stołu. Jedni przedziwne potrawy i dymiące się napoje. Wszyscy byli w znakomitych nastrojach. Rozmawiali, śmiali się, wymieniali się poglądami na różne tematy. Jedzenia nawet nie ubyło, kiedy ktoś wziął jakiś owoc, ciastko czy inną przekąskę zaraz na ich miejsca pojawiały się kolejne.
W czasie kolacji król wstał i poprosił o chwilę ciszy.
- Moi mili, panie i panowie pragnę państwa przeprosić ale obowiązki czekają. Wziął małżonkę za rękę i skierowali się do wyjścia. Sean także stał i wziął Amy za ręki i wyszli. Za nimi jeszcze kilka osób podążali za nimi.
- Co się dzieje, gdzie idziemy – wyszeptała Amy
- Zobaczysz
Weszli do pokoju z którego przeszli na taras. Przed sobą mieli zgromadzony tłum cierpliwie czekający na rodzinę królewską. Król oficjalnie przemówił do tłumów.
- Uśmiechnij się i pomachaj – szepnął do Amy
Gdy tylko uśmiechnęła się i pomachał, tłum jeszcze bardziej wiwatował.
Po oficjalnych uroczystościach wszyscy przenieśli się do namiotów rozstawionych w ogrodach. Dorośli zajmowali miejsca przy małych stolikach na których leżały przeróżne przekąski. Dzieci natomiast wesoło biegały. Panowała atmosfera rodzinnego pikniku. Każdy zamienił swój oficjalny stój na normalne ubrania.
Amy wybrała na tą okazję prostą fioletową krótką sukienkę, która wydawała się jej w sam raz na taką okazję i buciki na małym obcasiku. Sean ubrał się w biały T-shirt i granatowe spodnie. Gdy tylko zobaczył ją zlustrował ją i z lekkim nie dowierzaniem spytał:
- Ty tak chcesz wyjść ubrana
- Tak, coś jest nie tak z tą sukienką
- Ja wiem, że chcesz ładnie wyglądać, ale to piknik, załóż coś wygodniejszego szczególnie na nogi bo ciężko Ci będzie chodzić na obcasach po trawie.
- Czy koszulka, Jeansy i adidasy będą dobre
- Dobra dziewczynka, czytasz mi w myślach – podszedł do niej i pocałował ją w czółko.
Po chwili oboje szli w wyśmienitych humorach po ogrodzie. Gdy tylko przekroczyli granicę namiotów ludzie zaczęli się im kłaniać.
Podeszli do jednego z nich, gdzie przy ognisku zgromadziła się starszyzna. Gdy tylko pojawili się w progu namiotu. Rozmowy i szepty ustały. Choć kilku nadal dyskutowało. Jeden z nich wstał i teatralnym głosem skierował się do młodej dziewczyny:
- Możesz zostać
- Co to znaczy – zapytała
- To znaczy, że możesz tu bywać jak długo i kiedy tylko chcesz. Rada zdecydowała, że to Twój świat. Oficjalnie przekazuje Ci klucz do miasta. – przekazał jej małe pudełeczko w którym znajdował się łańcuszek z małym trzy centymetrowym kluczykiem.
- Dziękuje – wyszeptała – a co by się stało, gdybym nie mogła zostać.
- To by oznaczało, że już nigdy nie mogłabyś do nas wrócić i nigdy nie mogłabyś o nas wspomnieć.
- Ale jak to przeciecz to ja Was wymyśliłam, jesteście tu dzięki mnie – zapytała, gdy tylko wyszli z namiotu
- Każdy świat nawet ten wymyślony rządzi się własnymi prawami. – wytłumaczył jej – a może to dopełnienie tego, że wymyśliłaś nas do końca, nie wiem w końcu ja tu tylko mieszkam i żyje.
czwartek, 14 czerwca 2012
wtorek, 12 czerwca 2012
- Książę – powiedział lekarz wychodząc z pokoju chorej – możemy zamienić kilka słów
- Tak oczywiście – mając obawę przez najgorszym
- Pańska...przyjaciółka jest w ciężkim stanie ma na gardle wielką ranę. Od tygodnia nie możemy jej dobudzić, bardzo mi przykro – poklepał go po ramieniu
- Czy mogę do niej wejść
- Tak proszę
Wyglądała jakby spała. Popatrzył się na nią i położył się koło niej, delikatnie głaskał ją policzku i po włosach aż zasnął. Śniło mu się, że ktoś głaskał go bardzo delikatnie po włosach.
- Hej śpioszku
Spojrzał na nią – ty ty...
- Tak… obudziłam się
- Jak się czujesz
- Dobrze tylko jestem strasznie zmęczona
- Jak dobrze, że wróciłaś - delikatnie przytulając ja do siebie
Wieczorem gdy tylko było to może ponownie pojawił się lekarz
- To naprawdę nazywa się cud – badając pacjentkę – mało osób wraca do zdrowia po bliskim spotkaniu z AMCHOK. Proszę na siebie uważać i unikać mocnych wrażeń a za kilka dni wrócisz całkiem do zdrowia.
- Dobrze postaram się – uśmiechnęła się do lekarza
Pożegnał się z lekarzem i usiadał na koło niej na łóżku.
– Potrzebujesz czegoś
- Napiłaby się BinKarę (herbata w której skład wchodzi cynamon, goździki, kardamon i kilka innych tajemnych przypraw, bardzo rozgrzewająca)
- Już idę parzyć herbatkę dla mojej księżniczki – całując ją w czółko
Po chwili wrócił ze świeżono zaparzoną jeszcze dymiącą herbatą. Wypiła kilka łyków pysznej ulubionej BinKary
- Choć do mnie i przytul mnie
Położył się koło niej. A ona wtuliła się w niego i zasnęła. Upewnił się, że śpi. Wstał, poprawił jej kołdrę
- Jak mam Cię chronić, jesteś największym skarbem Margo i wiem, że AMCHOK tak łatwo się nie podda i będzie próbowała Cię zniszczyć. – szepnął cicho i wyszedł z pokoju
- Tak oczywiście – mając obawę przez najgorszym
- Pańska...przyjaciółka jest w ciężkim stanie ma na gardle wielką ranę. Od tygodnia nie możemy jej dobudzić, bardzo mi przykro – poklepał go po ramieniu
- Czy mogę do niej wejść
- Tak proszę
Wyglądała jakby spała. Popatrzył się na nią i położył się koło niej, delikatnie głaskał ją policzku i po włosach aż zasnął. Śniło mu się, że ktoś głaskał go bardzo delikatnie po włosach.
- Hej śpioszku
Spojrzał na nią – ty ty...
- Tak… obudziłam się
- Jak się czujesz
- Dobrze tylko jestem strasznie zmęczona
- Jak dobrze, że wróciłaś - delikatnie przytulając ja do siebie
Wieczorem gdy tylko było to może ponownie pojawił się lekarz
- To naprawdę nazywa się cud – badając pacjentkę – mało osób wraca do zdrowia po bliskim spotkaniu z AMCHOK. Proszę na siebie uważać i unikać mocnych wrażeń a za kilka dni wrócisz całkiem do zdrowia.
- Dobrze postaram się – uśmiechnęła się do lekarza
Pożegnał się z lekarzem i usiadał na koło niej na łóżku.
– Potrzebujesz czegoś
- Napiłaby się BinKarę (herbata w której skład wchodzi cynamon, goździki, kardamon i kilka innych tajemnych przypraw, bardzo rozgrzewająca)
- Już idę parzyć herbatkę dla mojej księżniczki – całując ją w czółko
Po chwili wrócił ze świeżono zaparzoną jeszcze dymiącą herbatą. Wypiła kilka łyków pysznej ulubionej BinKary
- Choć do mnie i przytul mnie
Położył się koło niej. A ona wtuliła się w niego i zasnęła. Upewnił się, że śpi. Wstał, poprawił jej kołdrę
- Jak mam Cię chronić, jesteś największym skarbem Margo i wiem, że AMCHOK tak łatwo się nie podda i będzie próbowała Cię zniszczyć. – szepnął cicho i wyszedł z pokoju
środa, 6 czerwca 2012
Obudziła się w jego łóżku w jego pokoju. Pokój urządzony był typowo po męsku i zawierał tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Zawierał dużą szafę z lustrem, duże drewniane łózko, małą komódkę, mały stolik z lampką przy łóżku i regał wypełniony książkami.
Rozejrzała się po pokoju i usłyszała, że z kuchni dochodził dźwięk radia. Ubrana była w jego niebieską koszulę, w której wyglądała jak w sukience. Położyła stopy na puszysty biały dywan. I wyszła z pokoju. Idąc w stronę kuchni zauważyła na kanapie koc i poduszkę.
A więc nie spaliśmy razem – pomyślała wchodząc do kuchni gdzie przywitał ją robiąc śniadanie.
- O już wstałaś, miałem właśnie Cię budzić
Uśmiechnęła się i poszła do salonu, gdzie okryła się kocem i wtuliła w kanapę.
- Ej śpiochu nie śpimy zaraz wychodzimy - podszedł do niej i pocałował w czoło
- Chwileczkę, proszę
- Chodź śniadanie gotowe
- Niechętnie wstała i poczłapała do kuchni
Po śniadaniu i szybkim prysznicu zbierali się właśnie do wyjścia, gdy w kieszeni spodni Seana zadzwonił telefon. Nie zdążył odezwać się gdyż w słuchawce usłyszał
- Włącz kanał Margo – i rozłączył się ktoś po drugiej stronie
Włączył telewizor i usiadł z wrażenia z tego co usłyszał:
Z OSTATNIEJ CHWILI: AMCHOK PRZEJEŁA FABRYKĘ SNÓW
Z relacji świadków z samego rana wtargnęła do siedziby snów.
- Co się stało – zapytała podchodząc do niego
- Musimy iść i to natychmiast, wytłumaczę Ci po drodze
Stanęli przed wielkim drewnianym budynkiem, który wyglądał jak stary opuszczony dwór.
- Czy to właśnie jest fabryka snów
Kiwnął tylko głową.
Kiedy weszli przez kilkumetrową mosiężną bramę, drzwi starego domu same się otworzyły. Zatrzymali się w wielkim holu a przed nimi rozpościerały się duże drewniane schody prowadzące w pustą przestrzeń.
- To tutaj, tu jest wejście – pokazał na schody
- Mamy po nich wejść
- Nie – delikatnie uśmiechnął się i podszedł do prawej strony schodów i delikatnie dotknął gałki wystającej ze zdobień schodów. Nagle schody zaskrzypiały i rozstąpiły się
- Chodź – łapiąc ją za rękę i pociągając do siebie wchodząc w czarną przestrzeń. Schody za nimi zamknęły się i szli w całkowitej ciemności
- Zobacz światło – wchodź idziemy tam musi być wyjście.
- Nie, tam nie wolno
Szli dość długo w ciemności gdy znaleźli się w słabo oświeconym pomieszczeniu, dopiero po chwili zorientowali się, że wyszli z kominka.
Z oddali usłyszeli dziwny i przeraźliwy pisk. Musieli zamknąć oczy i przyłożyć ręce do uszu by nie słyszeć tego dźwięku.
Gdy tylko pisk się ustał zauważyli w rogu leżącego starszego siwego mężczyznę.
Podbiegając do niego zauważyli, że był on skrępowany i zakneblowany.
- Panicz Sean jak dobrze – z trudem wykrztusił słowa
- Co tu się stało – uwalniając z więzów i pomagając mu wstać
- Nie czas na wyjaśnienia, książę znajdź w archiwum pierwszą księgę Margo
Biegli długim kamiennym korytarzem mijając po drodze rozstawione co kilka metrów pochodnie oświetlające im drogę.
- To tutaj – dobiegając do wielkich drewnianych drzwi z małą tabliczką na której było napisane tylko A.
Wchodząc do pomieszczenia uderzyła ich woń starych ksiąg. Podeszli do szufladki z hasłami, znaleźli w niej małą karteczkę na której było napisane „R3KI8W7M8”
- Co to znaczy
- regał 3 kolumna 18 wers 7 miejsce 8 – wypowiedział – musimy ją tam znaleźć
Znalazł odpowiedni regał i szukał odpowiedniego oznaczenia
- Sean tu jest coś więcej napisane na odwrocie ale nie potrafię tego odczytać – podając mu karteczkę
- To pradawny język Margo, prawdę mówiąc to pierwszy język mojego narodu. Tu jest napisane „To czego szukasz i potrzebujesz jest pod tobą”.
- Co to znaczy
- Zaraz zobaczysz – zaczął się rozglądać i dopiero teraz zobaczył, że stoi na małym dywanik. Odsunął go a przed nimi ukazały się małe drzwiczki. Po ich otworzeniu zauważali leżącą szkatułkę z wielkim herbem Margo na jego wieku. Sean delikatnie dotknął herb a wieko zaskrzypiało i otworzyło się. Przed ich oczami ukazały się różnie dziwne przedmioty oraz bardzo gruba skórzana księga mająca kilka tysięcy lat. Wziął ją bardzo delikatnie i otarł kurz spoczywający na niej. Ukazał się napis w języku Margo.
„Tylko następca tronu może wejść w posiadanie wiedzy zawartej w tej księdze. Bez żadnego skutkuu”.
- Co to może oznaczać
- To oznacza, że jeżeli księga dostałaby się w niepowołane ręce...
- AMCHOK
- Na przykład mój świat uległby zagładzie
- To dlatego przejęła fabrykę, bo szukała tej księgi
- Tak ale na szczęście nie wie gdzie ona jest
- Zobacz
- Tak już wtedy wiedzieli jak się zabezpieczyć, to jest detektor linii papilarnych.
- W tamtych czasach – spojrzała na niego ze zdziwieniem
- Pamiętaj, że my jesteśmy w czasach trochę dalej od Was – Przyłożył kciuk w odpowiednie miejsce.
Księga stęknęła, buchnęła i otworzyła się. Przed nimi ukazały się czyste chodź pożółcone kartki. Pisała się na bieżąco, jakby pisana była niewidzialną ręką.
- Pisze to co teraz się dzieje – wytłumaczył jej – podaj mi kod tylko odwrotnie
8M7W81K3R – przedyktowała mu a on teatralnym głosem wyrecytował je.
Kartki przewróciły się same a przed ich oczami ukazał się tekst w pradawnym języku. Sean wczytał się w lekturę pradawnej księgi.
- Już wiem co mam robić – podniósł głowę a w tej samej chwili księga zabuczała, zamknęła się i schowała się do szuflady. Drzwiczki się zamknęły i nakryły dywanikiem.
- Chodź nie mamy czasu – łapiąc ją za rękę i pociągając za sobą
- Ale co tam jest napisane
- Nie mogę Ci tego powiedzieć, nie teraz
Trafili do wielkiej sali wypełnionej wirującymi księgami a pośrodku niej stała sama we własnej osobie AMCHOK.
- Czy to jest… – szepnęła widząc przed sobą długonogą na niebotycznych szpilkach blondynkę z rozwianymi włosami w długiej ciemno niebieskiej sukni z bardzo długim rozporkiem odsłaniającym jej brak bielizny.
- AMCHOK – krzyknął wychodząc z ciemności przybierając postać anioła.
- No proszę książę we własnej osobie – otwierając oczy i widząc przed sobą młodego bardzo przystojnego mężczyznę ubranego na czarno z białymi pięknym skrzydłami, który od zawsze jej się podobał ale dobrze wiedziała, że nigdy nie będzie jej.
- Odpuść sobie, wypuść sny
- Nie, wiesz dobrze, że to ja Cię tutaj sprowadziłam, przybyłeś tu dla mnie – przybliżając się do niego – odkąd się znamy – zaczęła szeptać mu do ucha – chciałam abyś był tylko mój – ale ty nie, wolałeś ją niż mnie...
- Nawet nie kończ – przecedził przez zęby - Zostaw mnie i mój świat, odejdź.
- Nie – machnęła ręką a Sean przeleciał przez pół sali, uderzając w ścianę i spadając na podłogę nakrywając się skrzydłami. Przyciągnęła go do siebie i podniosła za gardło. – Zrozum to wreszcie albo będziesz mój albo niczyj
- Nigdy nie będę Twój – zdołał wydusić
- To niczyj nie będziesz – rzucając go ponownie
- Zostaw go – Amy wrzasnęła
- O i mamy danie główne – odwróciła się do Amy wychodzącej z ciemności. – Przyciągając ją do siebie i łapiąc za gardło. – on będzie mój czy Ci się to podoba czy też nie. – Ściskając ją coraz mocniej.
- Pomyśl o czym miłym, przyjemnym, twoja pierwsza myśl - zdołał z siebie wykrztusić
Udało jej się zebrać myśli i pomyśleć o czymś przyjemnym choć w tej sytuacji było to dość trudne. Pomyślała o baletnicy w pozytywce. Otworzyła oczy i zobaczyła, że za gardło trzyma ją baletnica, która w ekspresowym tempie kurczyła się. Amy z wielkim impetem upadła na ziemię a AMCHOK zamieniła się ośmiocentymetrową laleczkę. Sean zdołał podnieść się i wrzucił ją do kominka, z którego niedawno wyszli. Teraz oboje patrzyli jak porcelanowa twarz baletnicy topi się pod wpływem ciepła.
Leżała półprzytomna próbując złapać oddech.
Podsunął się do niej, ledwo podniósł się wziął ją na ręce. Przytulił do siebie otulił skrzydłami i zniknęli.
Rozejrzała się po pokoju i usłyszała, że z kuchni dochodził dźwięk radia. Ubrana była w jego niebieską koszulę, w której wyglądała jak w sukience. Położyła stopy na puszysty biały dywan. I wyszła z pokoju. Idąc w stronę kuchni zauważyła na kanapie koc i poduszkę.
A więc nie spaliśmy razem – pomyślała wchodząc do kuchni gdzie przywitał ją robiąc śniadanie.
- O już wstałaś, miałem właśnie Cię budzić
Uśmiechnęła się i poszła do salonu, gdzie okryła się kocem i wtuliła w kanapę.
- Ej śpiochu nie śpimy zaraz wychodzimy - podszedł do niej i pocałował w czoło
- Chwileczkę, proszę
- Chodź śniadanie gotowe
- Niechętnie wstała i poczłapała do kuchni
Po śniadaniu i szybkim prysznicu zbierali się właśnie do wyjścia, gdy w kieszeni spodni Seana zadzwonił telefon. Nie zdążył odezwać się gdyż w słuchawce usłyszał
- Włącz kanał Margo – i rozłączył się ktoś po drugiej stronie
Włączył telewizor i usiadł z wrażenia z tego co usłyszał:
Z OSTATNIEJ CHWILI: AMCHOK PRZEJEŁA FABRYKĘ SNÓW
Z relacji świadków z samego rana wtargnęła do siedziby snów.
- Co się stało – zapytała podchodząc do niego
- Musimy iść i to natychmiast, wytłumaczę Ci po drodze
Stanęli przed wielkim drewnianym budynkiem, który wyglądał jak stary opuszczony dwór.
- Czy to właśnie jest fabryka snów
Kiwnął tylko głową.
Kiedy weszli przez kilkumetrową mosiężną bramę, drzwi starego domu same się otworzyły. Zatrzymali się w wielkim holu a przed nimi rozpościerały się duże drewniane schody prowadzące w pustą przestrzeń.
- To tutaj, tu jest wejście – pokazał na schody
- Mamy po nich wejść
- Nie – delikatnie uśmiechnął się i podszedł do prawej strony schodów i delikatnie dotknął gałki wystającej ze zdobień schodów. Nagle schody zaskrzypiały i rozstąpiły się
- Chodź – łapiąc ją za rękę i pociągając do siebie wchodząc w czarną przestrzeń. Schody za nimi zamknęły się i szli w całkowitej ciemności
- Zobacz światło – wchodź idziemy tam musi być wyjście.
- Nie, tam nie wolno
Szli dość długo w ciemności gdy znaleźli się w słabo oświeconym pomieszczeniu, dopiero po chwili zorientowali się, że wyszli z kominka.
Z oddali usłyszeli dziwny i przeraźliwy pisk. Musieli zamknąć oczy i przyłożyć ręce do uszu by nie słyszeć tego dźwięku.
Gdy tylko pisk się ustał zauważyli w rogu leżącego starszego siwego mężczyznę.
Podbiegając do niego zauważyli, że był on skrępowany i zakneblowany.
- Panicz Sean jak dobrze – z trudem wykrztusił słowa
- Co tu się stało – uwalniając z więzów i pomagając mu wstać
- Nie czas na wyjaśnienia, książę znajdź w archiwum pierwszą księgę Margo
Biegli długim kamiennym korytarzem mijając po drodze rozstawione co kilka metrów pochodnie oświetlające im drogę.
- To tutaj – dobiegając do wielkich drewnianych drzwi z małą tabliczką na której było napisane tylko A.
Wchodząc do pomieszczenia uderzyła ich woń starych ksiąg. Podeszli do szufladki z hasłami, znaleźli w niej małą karteczkę na której było napisane „R3KI8W7M8”
- Co to znaczy
- regał 3 kolumna 18 wers 7 miejsce 8 – wypowiedział – musimy ją tam znaleźć
Znalazł odpowiedni regał i szukał odpowiedniego oznaczenia
- Sean tu jest coś więcej napisane na odwrocie ale nie potrafię tego odczytać – podając mu karteczkę
- To pradawny język Margo, prawdę mówiąc to pierwszy język mojego narodu. Tu jest napisane „To czego szukasz i potrzebujesz jest pod tobą”.
- Co to znaczy
- Zaraz zobaczysz – zaczął się rozglądać i dopiero teraz zobaczył, że stoi na małym dywanik. Odsunął go a przed nimi ukazały się małe drzwiczki. Po ich otworzeniu zauważali leżącą szkatułkę z wielkim herbem Margo na jego wieku. Sean delikatnie dotknął herb a wieko zaskrzypiało i otworzyło się. Przed ich oczami ukazały się różnie dziwne przedmioty oraz bardzo gruba skórzana księga mająca kilka tysięcy lat. Wziął ją bardzo delikatnie i otarł kurz spoczywający na niej. Ukazał się napis w języku Margo.
„Tylko następca tronu może wejść w posiadanie wiedzy zawartej w tej księdze. Bez żadnego skutkuu”.
- Co to może oznaczać
- To oznacza, że jeżeli księga dostałaby się w niepowołane ręce...
- AMCHOK
- Na przykład mój świat uległby zagładzie
- To dlatego przejęła fabrykę, bo szukała tej księgi
- Tak ale na szczęście nie wie gdzie ona jest
- Zobacz
- Tak już wtedy wiedzieli jak się zabezpieczyć, to jest detektor linii papilarnych.
- W tamtych czasach – spojrzała na niego ze zdziwieniem
- Pamiętaj, że my jesteśmy w czasach trochę dalej od Was – Przyłożył kciuk w odpowiednie miejsce.
Księga stęknęła, buchnęła i otworzyła się. Przed nimi ukazały się czyste chodź pożółcone kartki. Pisała się na bieżąco, jakby pisana była niewidzialną ręką.
- Pisze to co teraz się dzieje – wytłumaczył jej – podaj mi kod tylko odwrotnie
8M7W81K3R – przedyktowała mu a on teatralnym głosem wyrecytował je.
Kartki przewróciły się same a przed ich oczami ukazał się tekst w pradawnym języku. Sean wczytał się w lekturę pradawnej księgi.
- Już wiem co mam robić – podniósł głowę a w tej samej chwili księga zabuczała, zamknęła się i schowała się do szuflady. Drzwiczki się zamknęły i nakryły dywanikiem.
- Chodź nie mamy czasu – łapiąc ją za rękę i pociągając za sobą
- Ale co tam jest napisane
- Nie mogę Ci tego powiedzieć, nie teraz
Trafili do wielkiej sali wypełnionej wirującymi księgami a pośrodku niej stała sama we własnej osobie AMCHOK.
- Czy to jest… – szepnęła widząc przed sobą długonogą na niebotycznych szpilkach blondynkę z rozwianymi włosami w długiej ciemno niebieskiej sukni z bardzo długim rozporkiem odsłaniającym jej brak bielizny.
- AMCHOK – krzyknął wychodząc z ciemności przybierając postać anioła.
- No proszę książę we własnej osobie – otwierając oczy i widząc przed sobą młodego bardzo przystojnego mężczyznę ubranego na czarno z białymi pięknym skrzydłami, który od zawsze jej się podobał ale dobrze wiedziała, że nigdy nie będzie jej.
- Odpuść sobie, wypuść sny
- Nie, wiesz dobrze, że to ja Cię tutaj sprowadziłam, przybyłeś tu dla mnie – przybliżając się do niego – odkąd się znamy – zaczęła szeptać mu do ucha – chciałam abyś był tylko mój – ale ty nie, wolałeś ją niż mnie...
- Nawet nie kończ – przecedził przez zęby - Zostaw mnie i mój świat, odejdź.
- Nie – machnęła ręką a Sean przeleciał przez pół sali, uderzając w ścianę i spadając na podłogę nakrywając się skrzydłami. Przyciągnęła go do siebie i podniosła za gardło. – Zrozum to wreszcie albo będziesz mój albo niczyj
- Nigdy nie będę Twój – zdołał wydusić
- To niczyj nie będziesz – rzucając go ponownie
- Zostaw go – Amy wrzasnęła
- O i mamy danie główne – odwróciła się do Amy wychodzącej z ciemności. – Przyciągając ją do siebie i łapiąc za gardło. – on będzie mój czy Ci się to podoba czy też nie. – Ściskając ją coraz mocniej.
- Pomyśl o czym miłym, przyjemnym, twoja pierwsza myśl - zdołał z siebie wykrztusić
Udało jej się zebrać myśli i pomyśleć o czymś przyjemnym choć w tej sytuacji było to dość trudne. Pomyślała o baletnicy w pozytywce. Otworzyła oczy i zobaczyła, że za gardło trzyma ją baletnica, która w ekspresowym tempie kurczyła się. Amy z wielkim impetem upadła na ziemię a AMCHOK zamieniła się ośmiocentymetrową laleczkę. Sean zdołał podnieść się i wrzucił ją do kominka, z którego niedawno wyszli. Teraz oboje patrzyli jak porcelanowa twarz baletnicy topi się pod wpływem ciepła.
Leżała półprzytomna próbując złapać oddech.
Podsunął się do niej, ledwo podniósł się wziął ją na ręce. Przytulił do siebie otulił skrzydłami i zniknęli.
poniedziałek, 4 czerwca 2012
Stanęła przed wielkim szklanym biurowcem, który lśnił w blasku słońca. Musiała aż mrużyć oczy, by światło jej nie oślepiało. Weszła do wielkiego holu, gdzie machnęła na powitanie staremu dozorcy, który było od zawsze, od początku świata. Wjechała windą na dziesiąte piętro. Po wyjściu zauważyła, że po raz koleiny na miejscu recepcji siedziała nowa młoda dziewczyna. Ruszyła w jej stronę
- Dzień dobry ja do szefa jest
- Tak ale jest zajęty i prosił by mu nie przeszkadzać
- A dziękuje – odwróciła się w prawą stronę i ruszyła w stronę jego gabinetu. Przeszła przez korytarz i weszła w pierwsze drzwi na lewo. Po drugiej stronie zastała go siedzącego przy dużym biurku zawalony papierami.
Po chwili z impetem do gabinetu wpadła recepcjonistka, zatrzymała się gdy zobaczyła jak jej szef trzyma w objęciach młodą kobietę, która przed chwilą weszła do środka
- Przepraszam... ale ta pani... a ja mówiła, że jest pan zajęty
- W porządku proszę następnym razem bez względu na wszystko wpuszczać tą panią.
Jak tylko drzwi zamknęły się wybuchli śmiechem.
- Zmieniasz sekretarki jak rękawiczki.
- Owszem wiesz jak dziś trudno o dobrą sekretarkę.
W tym momencie rozległ się telefon
- A dziękuje, już zaczynamy – odłożył słuchawkę i chciał ją przeprosić, że ma dużo pracy i nie będzie miał zbyt dużo czasu dla niej, gdyż właśnie zaczął się gorący czas w firmie.
Ale ona uśmiechnęła się i zadeklarowała, że pomoże mu w miarę swoich możliwości. Ucieszył się bo każda para rąk była potrzeba i od razu rzucili się w wir pracy. Wydrukował część dokumentów, spiął zszywaczem i poprosił ją by zaniosła je ojcu do podpisu. Kiedy mijała nowo poznaną recepcjonistę uśmiechnęła się do niej szerokim uśmiechem. Szła długim korytarzem gdzie na ścianie wisiały obrazy przedstawiające historię firmy. Po drodze widziała jak pracownicy siedzieli przy swoich biurkach i intensywnie pracowali. Przed gabinetem prezesa siedziała sekretarka, która była od początku firmy z którą bardzo dobrze się znały. Przywitały się uśmiechem
- Amy ty tutaj
- Tak jest prezes
- Jasne wchodź
- Dzień dobry – otwierając i pukając do drzwi prezesa – mogę wejść
- Amy – przywitał ją przyjemny ciepły głos – oczywiście wchodź
- Przyniosłam dokumenty do podpisu
- A co ty za asystentkę mojego syna robisz
- A tak – uśmiechnęła się
- Dziękuję zostaw je podpisze zaraz, a przekaż jeszcze Sean, że wszystko już załatwione, on będzie wiedział o co chodzi.
Wróciła do gabinetu Seana ale jego nie było. Usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać dokumenty. Nawet nie zauważyła, że za oknem zrobiło się ciemno.
Sean po chichu wszedł do pokoju i przez chwilę przyglądał się ja przekłada kartki. I podkreśla zielonym zakreślaczem pewne części tekstu. Postawił koło niej kubek z herbatą i usiadł na kanapie. Przeglądał swoją partię dokumentów.
Po pewnym czasie zerknął na zegarek
- Kończymy na dziś jest już późno – przeciągając się
- Już sekundkę tylko dokończę tę stronę - nie odrywając głowy znad dokumentów
Po paru minutach wychodząc z gabinetu zorientowali się, że w biurze nikogo już nie ma. Wsiedli do windy i zjechali na dół, po wyjściu z budynku poczuli ciepłe powietrze na twarzy po czym ruszyli do domu.
- Dzień dobry ja do szefa jest
- Tak ale jest zajęty i prosił by mu nie przeszkadzać
- A dziękuje – odwróciła się w prawą stronę i ruszyła w stronę jego gabinetu. Przeszła przez korytarz i weszła w pierwsze drzwi na lewo. Po drugiej stronie zastała go siedzącego przy dużym biurku zawalony papierami.
Po chwili z impetem do gabinetu wpadła recepcjonistka, zatrzymała się gdy zobaczyła jak jej szef trzyma w objęciach młodą kobietę, która przed chwilą weszła do środka
- Przepraszam... ale ta pani... a ja mówiła, że jest pan zajęty
- W porządku proszę następnym razem bez względu na wszystko wpuszczać tą panią.
Jak tylko drzwi zamknęły się wybuchli śmiechem.
- Zmieniasz sekretarki jak rękawiczki.
- Owszem wiesz jak dziś trudno o dobrą sekretarkę.
W tym momencie rozległ się telefon
- A dziękuje, już zaczynamy – odłożył słuchawkę i chciał ją przeprosić, że ma dużo pracy i nie będzie miał zbyt dużo czasu dla niej, gdyż właśnie zaczął się gorący czas w firmie.
Ale ona uśmiechnęła się i zadeklarowała, że pomoże mu w miarę swoich możliwości. Ucieszył się bo każda para rąk była potrzeba i od razu rzucili się w wir pracy. Wydrukował część dokumentów, spiął zszywaczem i poprosił ją by zaniosła je ojcu do podpisu. Kiedy mijała nowo poznaną recepcjonistę uśmiechnęła się do niej szerokim uśmiechem. Szła długim korytarzem gdzie na ścianie wisiały obrazy przedstawiające historię firmy. Po drodze widziała jak pracownicy siedzieli przy swoich biurkach i intensywnie pracowali. Przed gabinetem prezesa siedziała sekretarka, która była od początku firmy z którą bardzo dobrze się znały. Przywitały się uśmiechem
- Amy ty tutaj
- Tak jest prezes
- Jasne wchodź
- Dzień dobry – otwierając i pukając do drzwi prezesa – mogę wejść
- Amy – przywitał ją przyjemny ciepły głos – oczywiście wchodź
- Przyniosłam dokumenty do podpisu
- A co ty za asystentkę mojego syna robisz
- A tak – uśmiechnęła się
- Dziękuję zostaw je podpisze zaraz, a przekaż jeszcze Sean, że wszystko już załatwione, on będzie wiedział o co chodzi.
Wróciła do gabinetu Seana ale jego nie było. Usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać dokumenty. Nawet nie zauważyła, że za oknem zrobiło się ciemno.
Sean po chichu wszedł do pokoju i przez chwilę przyglądał się ja przekłada kartki. I podkreśla zielonym zakreślaczem pewne części tekstu. Postawił koło niej kubek z herbatą i usiadł na kanapie. Przeglądał swoją partię dokumentów.
Po pewnym czasie zerknął na zegarek
- Kończymy na dziś jest już późno – przeciągając się
- Już sekundkę tylko dokończę tę stronę - nie odrywając głowy znad dokumentów
Po paru minutach wychodząc z gabinetu zorientowali się, że w biurze nikogo już nie ma. Wsiedli do windy i zjechali na dół, po wyjściu z budynku poczuli ciepłe powietrze na twarzy po czym ruszyli do domu.
piątek, 1 czerwca 2012
Minęło trochę czasu odkąd się widzieli.
Siedziała w Ogrodzie Saskim na ławce łapiąc pierwsze tego lata promienie słońca. Wyjęła z torebki telefon i przez chwilę wpatrywała się w niego, wybrała numer i czekała na połączenie.
- Hej co porabiasz
- Jestem jeszcze w pracy a co potrzebujesz
- A nic pomyślałam tylko, że moglibyśmy się spotkać taki ładny dziś dzień na spacer
- Rzeczywiście ładnie, mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia ale myślę ,że możemy
się później spotkać.
- Super czekam na Ciebie w ogrodzie. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Włożyła telefon z powrotem do torebki dalej delektując się promieniami słońca.
Odłożywszy telefon wrócił do analizy danych, którą przygotowywał na następny dzień na zebranie zarządu.
Gdy prawie wychodził z gabinetu zadzwonił telefon
- Dzień dobry panie Sean Pu – usłyszał w głosie męski głos – niestety ale musimy przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie. Dopiero teraz wracam z Gdańska i nie wyrobię się na spotkanie z panem czy moglibyśmy przełożyć jej na inny termin.
- Tak oczywiście nie ma problemu – zupełnie zapomniał o nim i dzisiejszym spotkaniu.
– W takim razie jak będę już w Warszawie to się skontaktujemy i umówimy się na spotkanie.
Będę mógł spokojnie spotkać się z Amy - pomyślał
Zamknął swój gabinet, odniósł klucz do recepcji i wyszedł z biura życząc pracownikom miłego dnia.
Gdy tylko wyszedł poczuł ciepły powiew letniego wiatru. Mijał właśnie kwiaciarnie i pomyślał, że zrobi jej miła niespodziankę.
- Dzień dobry panie Zbyszku odezwał się wchodząc do zaprzyjaźnionej z firmą kwiaciarnią.
- O dzień dobry panie Sean dawno nie było u mnie pana. Co dziś potrzebujemy.
- Bardzo ładnego i dużego bukietu dla mojej… zawahał się – mojej przyjaciółki
- To proszę mi powiedzieć jaka ona jest a zrobię taki bukiet z którego będzie naprawdę zadowolona.
Po kilku minutach wyszedł z przepięknym bukietem. Zauważył ją jak siedziała na ławce z twarzą wyciągniętą do słońca. Przyglądał jej się przez chwilę zanim do niej podszedł.
- Uważaj, żebyś za bardzo się nie opaliła
- Ale mnie przeraziłeś – aż podskoczyła
- Proszę to dla Ciebie - witając się
- Boże są cudowne a jak pięknie pachną.
- To co robimy
- Mam ochotę jeszcze posiedzieć a później mhm... może jakiś spacer
Siedzieli w ciszy, żadne nie miało odwagi odezwać się pierwsze. Obserwowali tylko ludzi w parku. Babcie z czteroletnim wnuczkiem, zakochaną parę, która co krok zatrzymywała się by pocałować się, staruszka, który karmił gołębie i młodych ludzi śpieszących się.
W pewnym momencie temat sam przyszedł. Akurat obok nich przejeżdżał lodziarz:
- Masz ochotę na lody... cytrynowe
- Tak dziękuje - odbierając od niego loda – może przejdziemy się na starówkę
- Dobry pomysł, poczekaj tylko – wziął do ręki swoją teczkę i zaczął składać ją w małą kostkę, którą wrzucił do wewnętrznej kieszeni marynarki – tak będzie wygodniej, tylko by przeszkadzała.
Ruszyli w stronę starówki na początku nieśmiało jak kolega z koleżanką na pierwszej randce. Po pewnym czasie złapała go w pasie a on za ramię. Coś się przełamało, wróciło, odzyskali siebie.
Szli śmiejąc się opowiadając sobie różne historie.
Usiadła wygodnie na murze barbakanu kładąc koło siebie torebkę i bukiet. Stanął przed nią tak, że byli twarzą w twarz. Zdjął marynarkę i rozróżnił krawat. Wyglądał genialnie w białej koszuli, granatowym krawacie oraz dopasowanych spodniach i w perfekcyjnie wypastowanych butach. Przyglądali się sobie uważnie.
- Więcej nie wytrzymam - wyszeptał i pocałował ją
Odsunęła się – wiesz, że łamiesz wszystkie przepisy
- Wiem i zatopił się w jej ustach
Czuła się nieswojo, wiedząc, że przez nią łamie przepisy swojego świata.
Odsunął się, uśmiechnął się i zapytał:
- Jesteś głodna
- Trochę
- To zapraszam na obiad – pocałował ją w nos i pomógł jej zejść z murku. Wtuleni, wyglądali na bardzo zakochanych w sobie.
Stanęli przed restauracją. Była to jedna z wielu restauracji na starówce. Ale ta była wyjątkowa. Już same drzwi zapraszały do magicznego miejsca, przypominały one drzwi ze starego zabytkowego zamku. Przed nimi stała tablica z menu.
- Ale tu jest drogo - mówiąc to spojrzała na Sena
- O nic się nie martw, ja się wszystkim zajmę
Zawahała się jeszcze – nie możemy tam wejść, nie jestem odpowiednio ubrana – spoglądając na swoją szarą tunikę i granatowe spodnie
Spojrzał na nią – tak lepiej – i miała na sobie eleganckie czarne spodnie oraz elegancką bluzkę i śliczną ciemną marynarkę.
- Ale jak...to zrobiłeś...dziękuje - całując go w policzek
- Gotowa do wejścia
Nieśmiało kiwnęła głową
Gdy tylko przekroczyli próg restauracji powitał ich młody wysoki kelner.
- Dzień dobry państwu, życzą sobie państwo stolik.
- Dziękujemy mamy rezerwację na nazwisko PU
- Tak już sprawdzam
- Mamy - głośno pomyślała ze zdziwieniem
- Tak... proszę stolik na państwa czeka
Przeszli po miękkim czerwonym dywanie do dużej sali. Urządzona była klasycznie. Z małymi i większymi stolikami, na każdym z nich paliły się świece stwarzając klimat intymności. Przy każdym z nich ustawione były pięknie rzeźbione krzesła. Od sufitu do połowy ściana królował kolor kremowy od poły do podłogi królował kolor bordowy. Na ścianach wisiały rekonstrukcje największych malarzy.
Kelner wskazał im stolik stojący w głębi sali.
Usiadła i poprosiła o wazon dla pięknych kwiatów.
- Oczywiście już przynoszę a tu proszę menu - odezwał się uprzejmy kelner
Otworzyła i z ciekawością spojrzała na nie. Ciekawa była co tak elegancja i wytworna restauracja oferuje. W końcu nie bywała w takich lokalach.
- Nic się nie martw zamawiaj co chcesz - spoglądając na nią
Gdy tylko kelner przyszedł im część zamówionych dań i wrócił po resztę właściciel zwrócił się do niego:
- Charles jak Ci państwo poproszą o rachunek podlicz go z 70 % rabatem.
Po spędzonym miłym czasie i zjedzonej pysznej kolacji oraz wyśmienitym deserze, kelner przyniósł im rachunek
- Ależ to pomyłka powinniśmy zapłacić dużo więcej. Czy mógłby pan poprosić właściciela - zdziwiony Sean spoglądając na rachunek
- Tak już
Do stolika podszedł grubawy starszy mężczyzna – słucham państwa jest w czymś problem
- W rachunku jest błąd powinniśmy zapłacić więcej
- Proszę pokazać...nie jest wszystko w porządku. Przepraszam ale czy nazywa się pan Sean Pu i jest pan synem Kali Pu władcy Margo
- Tak
- Nie pamięta panicz mnie jak był małym chłopcem byłem szefem kuchni na zamku Margo, uwielbiam panicz moje paluszkowe domki
- ONETUNDRED – aż krzyknął
- Tak to ja a jednak panicz mnie pamięta
- Ale co ty tu robisz
- Prowadzę tu restaurację, widzi panicz po odejściu z zamku dostałem pracę tu a kilka lat później mogłem otworzyć już swoją restaurację. Ale nie będę państwa zatrzymywał i zanudzał swoimi opowieściami. Jak będzie pan w domu proszę pozdrowić rodziców od mnie i oczywiście moją ukochaną siostrę.
- Dobrze na pewno się ucieszą, musisz kiedyś odwiedzić Margo
- Na pewno kiedyś odwiedzę moją stary dom
- Dziękujemy za pyszny obiad
- Ukłon po mojej stronie
Dopili wino i przez chwilę posiedzieli, gdy wyszli na niebie królowały gwiazdy. Szli ulicą, gdy nagle zniknęli jakby weszli w niewidzialne drzwi.
Siedziała w Ogrodzie Saskim na ławce łapiąc pierwsze tego lata promienie słońca. Wyjęła z torebki telefon i przez chwilę wpatrywała się w niego, wybrała numer i czekała na połączenie.
- Hej co porabiasz
- Jestem jeszcze w pracy a co potrzebujesz
- A nic pomyślałam tylko, że moglibyśmy się spotkać taki ładny dziś dzień na spacer
- Rzeczywiście ładnie, mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia ale myślę ,że możemy
się później spotkać.
- Super czekam na Ciebie w ogrodzie. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Włożyła telefon z powrotem do torebki dalej delektując się promieniami słońca.
Odłożywszy telefon wrócił do analizy danych, którą przygotowywał na następny dzień na zebranie zarządu.
Gdy prawie wychodził z gabinetu zadzwonił telefon
- Dzień dobry panie Sean Pu – usłyszał w głosie męski głos – niestety ale musimy przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie. Dopiero teraz wracam z Gdańska i nie wyrobię się na spotkanie z panem czy moglibyśmy przełożyć jej na inny termin.
- Tak oczywiście nie ma problemu – zupełnie zapomniał o nim i dzisiejszym spotkaniu.
– W takim razie jak będę już w Warszawie to się skontaktujemy i umówimy się na spotkanie.
Będę mógł spokojnie spotkać się z Amy - pomyślał
Zamknął swój gabinet, odniósł klucz do recepcji i wyszedł z biura życząc pracownikom miłego dnia.
Gdy tylko wyszedł poczuł ciepły powiew letniego wiatru. Mijał właśnie kwiaciarnie i pomyślał, że zrobi jej miła niespodziankę.
- Dzień dobry panie Zbyszku odezwał się wchodząc do zaprzyjaźnionej z firmą kwiaciarnią.
- O dzień dobry panie Sean dawno nie było u mnie pana. Co dziś potrzebujemy.
- Bardzo ładnego i dużego bukietu dla mojej… zawahał się – mojej przyjaciółki
- To proszę mi powiedzieć jaka ona jest a zrobię taki bukiet z którego będzie naprawdę zadowolona.
Po kilku minutach wyszedł z przepięknym bukietem. Zauważył ją jak siedziała na ławce z twarzą wyciągniętą do słońca. Przyglądał jej się przez chwilę zanim do niej podszedł.
- Uważaj, żebyś za bardzo się nie opaliła
- Ale mnie przeraziłeś – aż podskoczyła
- Proszę to dla Ciebie - witając się
- Boże są cudowne a jak pięknie pachną.
- To co robimy
- Mam ochotę jeszcze posiedzieć a później mhm... może jakiś spacer
Siedzieli w ciszy, żadne nie miało odwagi odezwać się pierwsze. Obserwowali tylko ludzi w parku. Babcie z czteroletnim wnuczkiem, zakochaną parę, która co krok zatrzymywała się by pocałować się, staruszka, który karmił gołębie i młodych ludzi śpieszących się.
W pewnym momencie temat sam przyszedł. Akurat obok nich przejeżdżał lodziarz:
- Masz ochotę na lody... cytrynowe
- Tak dziękuje - odbierając od niego loda – może przejdziemy się na starówkę
- Dobry pomysł, poczekaj tylko – wziął do ręki swoją teczkę i zaczął składać ją w małą kostkę, którą wrzucił do wewnętrznej kieszeni marynarki – tak będzie wygodniej, tylko by przeszkadzała.
Ruszyli w stronę starówki na początku nieśmiało jak kolega z koleżanką na pierwszej randce. Po pewnym czasie złapała go w pasie a on za ramię. Coś się przełamało, wróciło, odzyskali siebie.
Szli śmiejąc się opowiadając sobie różne historie.
Usiadła wygodnie na murze barbakanu kładąc koło siebie torebkę i bukiet. Stanął przed nią tak, że byli twarzą w twarz. Zdjął marynarkę i rozróżnił krawat. Wyglądał genialnie w białej koszuli, granatowym krawacie oraz dopasowanych spodniach i w perfekcyjnie wypastowanych butach. Przyglądali się sobie uważnie.
- Więcej nie wytrzymam - wyszeptał i pocałował ją
Odsunęła się – wiesz, że łamiesz wszystkie przepisy
- Wiem i zatopił się w jej ustach
Czuła się nieswojo, wiedząc, że przez nią łamie przepisy swojego świata.
Odsunął się, uśmiechnął się i zapytał:
- Jesteś głodna
- Trochę
- To zapraszam na obiad – pocałował ją w nos i pomógł jej zejść z murku. Wtuleni, wyglądali na bardzo zakochanych w sobie.
Stanęli przed restauracją. Była to jedna z wielu restauracji na starówce. Ale ta była wyjątkowa. Już same drzwi zapraszały do magicznego miejsca, przypominały one drzwi ze starego zabytkowego zamku. Przed nimi stała tablica z menu.
- Ale tu jest drogo - mówiąc to spojrzała na Sena
- O nic się nie martw, ja się wszystkim zajmę
Zawahała się jeszcze – nie możemy tam wejść, nie jestem odpowiednio ubrana – spoglądając na swoją szarą tunikę i granatowe spodnie
Spojrzał na nią – tak lepiej – i miała na sobie eleganckie czarne spodnie oraz elegancką bluzkę i śliczną ciemną marynarkę.
- Ale jak...to zrobiłeś...dziękuje - całując go w policzek
- Gotowa do wejścia
Nieśmiało kiwnęła głową
Gdy tylko przekroczyli próg restauracji powitał ich młody wysoki kelner.
- Dzień dobry państwu, życzą sobie państwo stolik.
- Dziękujemy mamy rezerwację na nazwisko PU
- Tak już sprawdzam
- Mamy - głośno pomyślała ze zdziwieniem
- Tak... proszę stolik na państwa czeka
Przeszli po miękkim czerwonym dywanie do dużej sali. Urządzona była klasycznie. Z małymi i większymi stolikami, na każdym z nich paliły się świece stwarzając klimat intymności. Przy każdym z nich ustawione były pięknie rzeźbione krzesła. Od sufitu do połowy ściana królował kolor kremowy od poły do podłogi królował kolor bordowy. Na ścianach wisiały rekonstrukcje największych malarzy.
Kelner wskazał im stolik stojący w głębi sali.
Usiadła i poprosiła o wazon dla pięknych kwiatów.
- Oczywiście już przynoszę a tu proszę menu - odezwał się uprzejmy kelner
Otworzyła i z ciekawością spojrzała na nie. Ciekawa była co tak elegancja i wytworna restauracja oferuje. W końcu nie bywała w takich lokalach.
- Nic się nie martw zamawiaj co chcesz - spoglądając na nią
Gdy tylko kelner przyszedł im część zamówionych dań i wrócił po resztę właściciel zwrócił się do niego:
- Charles jak Ci państwo poproszą o rachunek podlicz go z 70 % rabatem.
Po spędzonym miłym czasie i zjedzonej pysznej kolacji oraz wyśmienitym deserze, kelner przyniósł im rachunek
- Ależ to pomyłka powinniśmy zapłacić dużo więcej. Czy mógłby pan poprosić właściciela - zdziwiony Sean spoglądając na rachunek
- Tak już
Do stolika podszedł grubawy starszy mężczyzna – słucham państwa jest w czymś problem
- W rachunku jest błąd powinniśmy zapłacić więcej
- Proszę pokazać...nie jest wszystko w porządku. Przepraszam ale czy nazywa się pan Sean Pu i jest pan synem Kali Pu władcy Margo
- Tak
- Nie pamięta panicz mnie jak był małym chłopcem byłem szefem kuchni na zamku Margo, uwielbiam panicz moje paluszkowe domki
- ONETUNDRED – aż krzyknął
- Tak to ja a jednak panicz mnie pamięta
- Ale co ty tu robisz
- Prowadzę tu restaurację, widzi panicz po odejściu z zamku dostałem pracę tu a kilka lat później mogłem otworzyć już swoją restaurację. Ale nie będę państwa zatrzymywał i zanudzał swoimi opowieściami. Jak będzie pan w domu proszę pozdrowić rodziców od mnie i oczywiście moją ukochaną siostrę.
- Dobrze na pewno się ucieszą, musisz kiedyś odwiedzić Margo
- Na pewno kiedyś odwiedzę moją stary dom
- Dziękujemy za pyszny obiad
- Ukłon po mojej stronie
Dopili wino i przez chwilę posiedzieli, gdy wyszli na niebie królowały gwiazdy. Szli ulicą, gdy nagle zniknęli jakby weszli w niewidzialne drzwi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)