poniedziałek, 4 czerwca 2012

Stanęła przed wielkim szklanym biurowcem, który lśnił w blasku słońca. Musiała aż mrużyć oczy, by światło jej nie oślepiało. Weszła do wielkiego holu, gdzie machnęła na powitanie staremu dozorcy, który było od zawsze, od początku świata. Wjechała windą na dziesiąte piętro. Po wyjściu zauważyła, że po raz koleiny na miejscu recepcji siedziała nowa młoda dziewczyna. Ruszyła w jej stronę

- Dzień dobry ja do szefa jest

- Tak ale jest zajęty i prosił by mu nie przeszkadzać

- A dziękuje – odwróciła się w prawą stronę i ruszyła w stronę jego gabinetu. Przeszła przez korytarz i weszła w pierwsze drzwi na lewo. Po drugiej stronie zastała go siedzącego przy dużym biurku zawalony papierami.

Po chwili z impetem do gabinetu wpadła recepcjonistka, zatrzymała się gdy zobaczyła jak jej szef trzyma w objęciach młodą kobietę, która przed chwilą weszła do środka

- Przepraszam... ale ta pani... a ja mówiła, że jest pan zajęty

- W porządku proszę następnym razem bez względu na wszystko wpuszczać tą panią.

Jak tylko drzwi zamknęły się wybuchli śmiechem.

- Zmieniasz sekretarki jak rękawiczki.

- Owszem wiesz jak dziś trudno o dobrą sekretarkę.

W tym momencie rozległ się telefon

- A dziękuje, już zaczynamy – odłożył słuchawkę i chciał ją przeprosić, że ma dużo pracy i nie będzie miał zbyt dużo czasu dla niej, gdyż właśnie zaczął się gorący czas w firmie.

Ale ona uśmiechnęła się i zadeklarowała, że pomoże mu w miarę swoich możliwości. Ucieszył się bo każda para rąk była potrzeba i od razu rzucili się w wir pracy. Wydrukował część dokumentów, spiął zszywaczem i poprosił ją by zaniosła je ojcu do podpisu. Kiedy mijała nowo poznaną recepcjonistę uśmiechnęła się do niej szerokim uśmiechem. Szła długim korytarzem gdzie na ścianie wisiały obrazy przedstawiające historię firmy. Po drodze widziała jak pracownicy siedzieli przy swoich biurkach i intensywnie pracowali. Przed gabinetem prezesa siedziała sekretarka, która była od początku firmy z którą bardzo dobrze się znały. Przywitały się uśmiechem

- Amy ty tutaj

- Tak jest prezes

- Jasne wchodź

- Dzień dobry – otwierając i pukając do drzwi prezesa – mogę wejść

- Amy – przywitał ją przyjemny ciepły głos – oczywiście wchodź

- Przyniosłam dokumenty do podpisu

- A co ty za asystentkę mojego syna robisz

- A tak – uśmiechnęła się

- Dziękuję zostaw je podpisze zaraz, a przekaż jeszcze Sean, że wszystko już załatwione, on będzie wiedział o co chodzi.

Wróciła do gabinetu Seana ale jego nie było. Usiadła przy biurku i zaczęła przeglądać dokumenty. Nawet nie zauważyła, że za oknem zrobiło się ciemno.

Sean po chichu wszedł do pokoju i przez chwilę przyglądał się ja przekłada kartki. I podkreśla zielonym zakreślaczem pewne części tekstu. Postawił koło niej kubek z herbatą i usiadł na kanapie. Przeglądał swoją partię dokumentów.
Po pewnym czasie zerknął na zegarek

- Kończymy na dziś jest już późno – przeciągając się

- Już sekundkę tylko dokończę tę stronę - nie odrywając głowy znad dokumentów

Po paru minutach wychodząc z gabinetu zorientowali się, że w biurze nikogo już nie ma. Wsiedli do windy i zjechali na dół, po wyjściu z budynku poczuli ciepłe powietrze na twarzy po czym ruszyli do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz