czwartek, 14 czerwca 2012

Minął ponad miesiąc od ostatnich wydarzeń. Amy całkiem doszła do siebie i powoli zapomniała o wydarzeniach związanych z AMCHOK. Pewnego wieczoru kiedy siedzieli w bibliotece wypełnionej od podłogi do sufitu regałami z książkami przed wielkim kominkiem z którego buchały wielkie płomienie.

- Czy sprawisz mi tą przyjemność i będziesz towarzyszyć mi w najważniejszej kolacji Margo w roku – zapytał poważnym tonem

- Ale nie wiem czy powinnam

- Ależ tak, a po za tym nie odmawia się księciu – uśmiechając się łobuzersko

- Księciu może nie ale tobie – zaśmiała się – to kiedy jest ta kolacja

- Jutro wieczorem

- Ale ja nie ma w co się ubrać – spojrzała na niego z przerażeniem.

- Ach te kobiety moją cała szafę wypchaną ubraniami, że czasami nie można jej domknąć i nie mają w co się ubrać – powiedział z przekąsem


Przybyli na miejsce południu.
Gdy tylko przekroczyli bramy miasta od razu można było zaobserwować podniosłą atmosferę panująca wśród mieszkańców. Ludzie przygotowywali się do dzisiejszego wydarzenia. Jedni sprzątali ulice, drudzy robili i wieszali dekoracje. A jeszcze inni wesoło podśpiewywali niosąc różne pudła w stronę zamku.
Nie mieli zbyt dużo czasu na swoje przygotowania, dlatego oddał ją pod opiekę dwórek a sam poszedł wypełnić część książęcych obowiązków.
Dwórki pomogły się jej ubrać. Założyła długą czarną welurową suknie bez ramiączek, delikatny naszyjnik i buty na wysokim obcasie. Włosy delikatnie upięła.

- Gotowa – zajrzał do pokoju kiedy zakładała bransoletkę na rękę

- Tak – delikatnie uśmiechając się

Był pod wielkim wrażeniem Amy, dla niego zawsze była najpiękniejsza, ale kiedy ją teraz zobaczył zakochał się w niej ponownie.

Wszyscy zebrali się w sali kolumnowej. Amy i Sean zajęli miejsce razem z rodziną królewską. Można było wyczuć podniosłą atmosferę panującą wśród przybyłych na dzisiejszą uroczystość. W wielkiej sali zebrali się wszyscy przedstawiciele ludu.
Wszyscy od ambasadorów do rzemieślników elegancko ubrani, panowie we frakach, panie w wieczorowych sukniach powoli zajmowali miejsca. Najstarsi z najstarszych zasiadali na swoich tronach zawieszonych nad salą. Co oznaczało, że król z królową za chwilę się pojawią.
Nagle zabrzmiały fanfary. Wszystkie głosy i szepty ucichły. Zgromadzeni na sali czekali na pojawienie się najważniejszych gospodarzy dzisiejszej uroczystości. Fanfary ucichły a przed zgromadzonymi wyrósł z podziemi Sati tron władców bogato zdobiony na którym zasiadał KALI – PU obok niego pojawiała się królowa siedząca na mniejszej wersji Sati.

Król przemówił:

- Moi mili zebraliśmy się dzisiaj...
Przemowa jak co roku była długa ale opowiedziana taki sposób, że nikt ze zgromadzonych nie zauważył ile czasu minęło. Po przemowie króla kilka słów do żeńskiej widowni skierowała królowa. Dziękując wszystkim za wkład i życie w miasto. Po tych podziękowaniach swoje przemówienia wygłosili wszyscy przedstawiciele mieszkańców. Po części oficjalnej wszyscy zasiedli do bogato zastawionego stołu. Jedni przedziwne potrawy i dymiące się napoje. Wszyscy byli w znakomitych nastrojach. Rozmawiali, śmiali się, wymieniali się poglądami na różne tematy. Jedzenia nawet nie ubyło, kiedy ktoś wziął jakiś owoc, ciastko czy inną przekąskę zaraz na ich miejsca pojawiały się kolejne.

W czasie kolacji król wstał i poprosił o chwilę ciszy.

- Moi mili, panie i panowie pragnę państwa przeprosić ale obowiązki czekają. Wziął małżonkę za rękę i skierowali się do wyjścia. Sean także stał i wziął Amy za ręki i wyszli. Za nimi jeszcze kilka osób podążali za nimi.

- Co się dzieje, gdzie idziemy – wyszeptała Amy

- Zobaczysz

Weszli do pokoju z którego przeszli na taras. Przed sobą mieli zgromadzony tłum cierpliwie czekający na rodzinę królewską. Król oficjalnie przemówił do tłumów.

- Uśmiechnij się i pomachaj – szepnął do Amy

Gdy tylko uśmiechnęła się i pomachał, tłum jeszcze bardziej wiwatował.

Po oficjalnych uroczystościach wszyscy przenieśli się do namiotów rozstawionych w ogrodach. Dorośli zajmowali miejsca przy małych stolikach na których leżały przeróżne przekąski. Dzieci natomiast wesoło biegały. Panowała atmosfera rodzinnego pikniku. Każdy zamienił swój oficjalny stój na normalne ubrania.
Amy wybrała na tą okazję prostą fioletową krótką sukienkę, która wydawała się jej w sam raz na taką okazję i buciki na małym obcasiku. Sean ubrał się w biały T-shirt i granatowe spodnie. Gdy tylko zobaczył ją zlustrował ją i z lekkim nie dowierzaniem spytał:

- Ty tak chcesz wyjść ubrana

- Tak, coś jest nie tak z tą sukienką

- Ja wiem, że chcesz ładnie wyglądać, ale to piknik, załóż coś wygodniejszego szczególnie na nogi bo ciężko Ci będzie chodzić na obcasach po trawie.

- Czy koszulka, Jeansy i adidasy będą dobre

- Dobra dziewczynka, czytasz mi w myślach – podszedł do niej i pocałował ją w czółko.

Po chwili oboje szli w wyśmienitych humorach po ogrodzie. Gdy tylko przekroczyli granicę namiotów ludzie zaczęli się im kłaniać.

Podeszli do jednego z nich, gdzie przy ognisku zgromadziła się starszyzna. Gdy tylko pojawili się w progu namiotu. Rozmowy i szepty ustały. Choć kilku nadal dyskutowało. Jeden z nich wstał i teatralnym głosem skierował się do młodej dziewczyny:

- Możesz zostać

- Co to znaczy – zapytała

- To znaczy, że możesz tu bywać jak długo i kiedy tylko chcesz. Rada zdecydowała, że to Twój świat. Oficjalnie przekazuje Ci klucz do miasta. – przekazał jej małe pudełeczko w którym znajdował się łańcuszek z małym trzy centymetrowym kluczykiem.

- Dziękuje – wyszeptała – a co by się stało, gdybym nie mogła zostać.

- To by oznaczało, że już nigdy nie mogłabyś do nas wrócić i nigdy nie mogłabyś o nas wspomnieć.

- Ale jak to przeciecz to ja Was wymyśliłam, jesteście tu dzięki mnie – zapytała, gdy tylko wyszli z namiotu

- Każdy świat nawet ten wymyślony rządzi się własnymi prawami. – wytłumaczył jej – a może to dopełnienie tego, że wymyśliłaś nas do końca, nie wiem w końcu ja tu tylko mieszkam i żyje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz