Minęło trochę czasu odkąd się widzieli.
Siedziała w Ogrodzie Saskim na ławce łapiąc pierwsze tego lata promienie słońca. Wyjęła z torebki telefon i przez chwilę wpatrywała się w niego, wybrała numer i czekała na połączenie.
- Hej co porabiasz
- Jestem jeszcze w pracy a co potrzebujesz
- A nic pomyślałam tylko, że moglibyśmy się spotkać taki ładny dziś dzień na spacer
- Rzeczywiście ładnie, mam jeszcze kilka rzeczy do zrobienia ale myślę ,że możemy
się później spotkać.
- Super czekam na Ciebie w ogrodzie. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Włożyła telefon z powrotem do torebki dalej delektując się promieniami słońca.
Odłożywszy telefon wrócił do analizy danych, którą przygotowywał na następny dzień na zebranie zarządu.
Gdy prawie wychodził z gabinetu zadzwonił telefon
- Dzień dobry panie Sean Pu – usłyszał w głosie męski głos – niestety ale musimy przełożyć nasze dzisiejsze spotkanie. Dopiero teraz wracam z Gdańska i nie wyrobię się na spotkanie z panem czy moglibyśmy przełożyć jej na inny termin.
- Tak oczywiście nie ma problemu – zupełnie zapomniał o nim i dzisiejszym spotkaniu.
– W takim razie jak będę już w Warszawie to się skontaktujemy i umówimy się na spotkanie.
Będę mógł spokojnie spotkać się z Amy - pomyślał
Zamknął swój gabinet, odniósł klucz do recepcji i wyszedł z biura życząc pracownikom miłego dnia.
Gdy tylko wyszedł poczuł ciepły powiew letniego wiatru. Mijał właśnie kwiaciarnie i pomyślał, że zrobi jej miła niespodziankę.
- Dzień dobry panie Zbyszku odezwał się wchodząc do zaprzyjaźnionej z firmą kwiaciarnią.
- O dzień dobry panie Sean dawno nie było u mnie pana. Co dziś potrzebujemy.
- Bardzo ładnego i dużego bukietu dla mojej… zawahał się – mojej przyjaciółki
- To proszę mi powiedzieć jaka ona jest a zrobię taki bukiet z którego będzie naprawdę zadowolona.
Po kilku minutach wyszedł z przepięknym bukietem. Zauważył ją jak siedziała na ławce z twarzą wyciągniętą do słońca. Przyglądał jej się przez chwilę zanim do niej podszedł.
- Uważaj, żebyś za bardzo się nie opaliła
- Ale mnie przeraziłeś – aż podskoczyła
- Proszę to dla Ciebie - witając się
- Boże są cudowne a jak pięknie pachną.
- To co robimy
- Mam ochotę jeszcze posiedzieć a później mhm... może jakiś spacer
Siedzieli w ciszy, żadne nie miało odwagi odezwać się pierwsze. Obserwowali tylko ludzi w parku. Babcie z czteroletnim wnuczkiem, zakochaną parę, która co krok zatrzymywała się by pocałować się, staruszka, który karmił gołębie i młodych ludzi śpieszących się.
W pewnym momencie temat sam przyszedł. Akurat obok nich przejeżdżał lodziarz:
- Masz ochotę na lody... cytrynowe
- Tak dziękuje - odbierając od niego loda – może przejdziemy się na starówkę
- Dobry pomysł, poczekaj tylko – wziął do ręki swoją teczkę i zaczął składać ją w małą kostkę, którą wrzucił do wewnętrznej kieszeni marynarki – tak będzie wygodniej, tylko by przeszkadzała.
Ruszyli w stronę starówki na początku nieśmiało jak kolega z koleżanką na pierwszej randce. Po pewnym czasie złapała go w pasie a on za ramię. Coś się przełamało, wróciło, odzyskali siebie.
Szli śmiejąc się opowiadając sobie różne historie.
Usiadła wygodnie na murze barbakanu kładąc koło siebie torebkę i bukiet. Stanął przed nią tak, że byli twarzą w twarz. Zdjął marynarkę i rozróżnił krawat. Wyglądał genialnie w białej koszuli, granatowym krawacie oraz dopasowanych spodniach i w perfekcyjnie wypastowanych butach. Przyglądali się sobie uważnie.
- Więcej nie wytrzymam - wyszeptał i pocałował ją
Odsunęła się – wiesz, że łamiesz wszystkie przepisy
- Wiem i zatopił się w jej ustach
Czuła się nieswojo, wiedząc, że przez nią łamie przepisy swojego świata.
Odsunął się, uśmiechnął się i zapytał:
- Jesteś głodna
- Trochę
- To zapraszam na obiad – pocałował ją w nos i pomógł jej zejść z murku. Wtuleni, wyglądali na bardzo zakochanych w sobie.
Stanęli przed restauracją. Była to jedna z wielu restauracji na starówce. Ale ta była wyjątkowa. Już same drzwi zapraszały do magicznego miejsca, przypominały one drzwi ze starego zabytkowego zamku. Przed nimi stała tablica z menu.
- Ale tu jest drogo - mówiąc to spojrzała na Sena
- O nic się nie martw, ja się wszystkim zajmę
Zawahała się jeszcze – nie możemy tam wejść, nie jestem odpowiednio ubrana – spoglądając na swoją szarą tunikę i granatowe spodnie
Spojrzał na nią – tak lepiej – i miała na sobie eleganckie czarne spodnie oraz elegancką bluzkę i śliczną ciemną marynarkę.
- Ale jak...to zrobiłeś...dziękuje - całując go w policzek
- Gotowa do wejścia
Nieśmiało kiwnęła głową
Gdy tylko przekroczyli próg restauracji powitał ich młody wysoki kelner.
- Dzień dobry państwu, życzą sobie państwo stolik.
- Dziękujemy mamy rezerwację na nazwisko PU
- Tak już sprawdzam
- Mamy - głośno pomyślała ze zdziwieniem
- Tak... proszę stolik na państwa czeka
Przeszli po miękkim czerwonym dywanie do dużej sali. Urządzona była klasycznie. Z małymi i większymi stolikami, na każdym z nich paliły się świece stwarzając klimat intymności. Przy każdym z nich ustawione były pięknie rzeźbione krzesła. Od sufitu do połowy ściana królował kolor kremowy od poły do podłogi królował kolor bordowy. Na ścianach wisiały rekonstrukcje największych malarzy.
Kelner wskazał im stolik stojący w głębi sali.
Usiadła i poprosiła o wazon dla pięknych kwiatów.
- Oczywiście już przynoszę a tu proszę menu - odezwał się uprzejmy kelner
Otworzyła i z ciekawością spojrzała na nie. Ciekawa była co tak elegancja i wytworna restauracja oferuje. W końcu nie bywała w takich lokalach.
- Nic się nie martw zamawiaj co chcesz - spoglądając na nią
Gdy tylko kelner przyszedł im część zamówionych dań i wrócił po resztę właściciel zwrócił się do niego:
- Charles jak Ci państwo poproszą o rachunek podlicz go z 70 % rabatem.
Po spędzonym miłym czasie i zjedzonej pysznej kolacji oraz wyśmienitym deserze, kelner przyniósł im rachunek
- Ależ to pomyłka powinniśmy zapłacić dużo więcej. Czy mógłby pan poprosić właściciela - zdziwiony Sean spoglądając na rachunek
- Tak już
Do stolika podszedł grubawy starszy mężczyzna – słucham państwa jest w czymś problem
- W rachunku jest błąd powinniśmy zapłacić więcej
- Proszę pokazać...nie jest wszystko w porządku. Przepraszam ale czy nazywa się pan Sean Pu i jest pan synem Kali Pu władcy Margo
- Tak
- Nie pamięta panicz mnie jak był małym chłopcem byłem szefem kuchni na zamku Margo, uwielbiam panicz moje paluszkowe domki
- ONETUNDRED – aż krzyknął
- Tak to ja a jednak panicz mnie pamięta
- Ale co ty tu robisz
- Prowadzę tu restaurację, widzi panicz po odejściu z zamku dostałem pracę tu a kilka lat później mogłem otworzyć już swoją restaurację. Ale nie będę państwa zatrzymywał i zanudzał swoimi opowieściami. Jak będzie pan w domu proszę pozdrowić rodziców od mnie i oczywiście moją ukochaną siostrę.
- Dobrze na pewno się ucieszą, musisz kiedyś odwiedzić Margo
- Na pewno kiedyś odwiedzę moją stary dom
- Dziękujemy za pyszny obiad
- Ukłon po mojej stronie
Dopili wino i przez chwilę posiedzieli, gdy wyszli na niebie królowały gwiazdy. Szli ulicą, gdy nagle zniknęli jakby weszli w niewidzialne drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz